Sprzęt  / Artykuł

Z pudełka wyleciała ładowarka, a z komputerów Intel. Szalony rok w wykonaniu Apple’a

Picture of the author

Przesunięcie premiery iPhone’ów, zmieniająca zasady gry niespodzianka w postaci procesora Apple M1, spory kryzys wizerunkowy z powodu Fortnite’a — a to tylko wierzchołek góry lodowej! Podsumowujemy, jaki był 2020 r. dla firmy Tima Cooka.

Jeszcze rok temu mało kto podejrzewał, że zaraza ze wschodu tak bardzo odmieni życie na całym globie. Koronawirus nie oszczędził jednak nikogo i nie pozostał bez wpływu na świat nowych technologii. Konieczność przejścia na pracę zdalną oraz przestoje w azjatyckich fabrykach sprawiły, że po raz pierwszy od lat we wrześniu nie mogliśmy cieszyć się nowymi iPhone’ami.

Mimo to mijający rok z perspektywy producenta iPhone’ów trzeba zaliczyć do bardzo udanych. Chociaż firmie nie udało się uniknąć kilku wpadek wizerunkowych, to Tim Cook i spółka jako jedni z niewielu utrzymali przychody i zyski na zadowalającym poziomie. Do tego firmie udało się zmienić status quo w branży, która wydawała się już skostniała i skazana na wymarcie.

Przejście na procesory ARM w komputerach Mac to największe osiągnięcie Apple’a od lat.

Od lat trąbi się o erze post-PC i mało kto się spodziewał, że to właśnie w segmencie komputerów nastąpi punkt zwrotny w rozwoju technologii, a tu proszę — okazało się, że najważniejszą tegoroczną nowością w ofercie Apple’a nie są iPhone’y, tylko nowe komputery. Są to trzy jednostki oparte o architekturę ARM, w których zamontowano przełomowy procesor Apple M1 zamiast układów Intel Core.

Apple podał już w czerwcu podczas online’owego WWDC 2020, że całkowita tranzycja firmy na architekturę ARM potrwa dwa lata. Na pierwszy ogień poszły jesienią dwa laptopy (MacBook Air, MacBook Pro) oraz komputer stacjonarny (Mac mini). Do każdego z tych komputerów trafił ten sam ośmiordzeniowy chip Apple M1, który bazuje na procesorach pochodzących z iPhone’ów i iPadów.

Mimo mobilnego rodowodu mamy do czynienia z jednostką zaprojektowaną od podstaw z myślą o komputerach i desktopowym systemie operacyjnym. Bardzo szybko się przy tym okazało, że nowe maszyny to istne demony wydajności. Spodziewaliśmy się co prawda, że będzie tu coś za coś i piętą achillesową tych komputerów okaże się dostępność oprogramowania, ale i tutaj spotkała nas niespodzianka.

Nie licząc tych naprawdę wyspecjalizowanych narzędzi do np. wirtualizacji, na procesorach ARM działa już teraz niemalże wszystko. Wielu deweloperów przygotowało na start nowe wersje swoich programów zgodne z nową architekturą, a inne są uruchamiane dzięki translacji poprzez mechanizm Rosetta 2 i nierzadko działają nawet lepiej, niż na laptopach z procesorami Intela.

Czytaj też:

iPhone 12 w czterech odsłonach oraz iPhone SE (2020)

Błyski fleszy zwróciły się w tym roku niespodziewanie w stronę nowych komputerów Apple’a, ale nadal największe pieniądze firmie przynosi segment smartfonów, a ten stale się rozrasta. Do portfolio producenta dołączyły tym razem zaś nie trzy, tylko aż cztery nowe modele. Różnią się one gabarytami, wykonaniem, wykorzystanymi podzespołami oraz, naturalnie, ceną.

Ze względu na problemy z produkcją spowodowane pandemią nowe mobilne urządzenia Apple’a trafiły na sklepowe półki dopiero w październiku i były to tylko dwa z czterech zapowiedzianych modeli. Producent zdecydował się udostępnić w pierwszej kolejności dwa 6,1-calowe modele: iPhone 12 oraz iPhone 12 Proróżniące się nieco podzespołami i materiałem, z którego wykonano obudowę.

Dopiero kilka tygodni po iPhonie 12 i iPhonie 12 Pro dołączyły do oferty największy w historii telefon Apple’a, czyli iPhone 12 Pro Max z 6,7-calowym wyświetlaczem oraz niewielki, bo jedynie 5,4-calowy mikrus w postaci iPhone 12 mini, który jako jedyny nie ma bezpośredniego poprzednika. Portfolio jest tym samym bogate, ale jeśli chodzi o specyfikację, to rewolucji nie stwierdzono.

Oczywiście nowe telefony są ciut szybsze i robią nieco lepsze zdjęcia niż te z linii iPhone 11, ale… to w zasadzie byłoby na tyle. Największa zmiana tyczy się designu i powrotu do ostrych krawędzi przywodzących na myśl iPhone’y 5/5S i SE oraz iPady Pro. Pojawiło się również wsparcie dla 5G, ale z naszej perspektywy to tylko pieśń przyszłości, a nie teraźniejszości i sztuka dla sztuki.

W ofercie Apple’a pojawiły się w tym roku cztery nowe topowe telefony, ale do portfolio firmy jeszcze przed nimi dołączył iPhone SE (2020). Ten model łączy topowe podzespoły z obudową iPhone’a 8 i został wyposażony w czytnik linii papilarnych, co w dobie pandemii koronawirusa oraz maseczek z pewnością jego posiadacze docenią.

Czytaj też:

Tablety, zegarki, słuchawki i inne akcesoria Apple’a w 2020 r.

iPad Pro (2020) to zaledwie lekki lifting starego modelu, tak samo jak iPad 8. generacji niewiele różni się od swojego poprzednika. Znacznie ciekawiej prezentuje się natomiast iPad Air (2020), który żeni pozbawioną Face ID obudowę iPada Pro z mniej wydajnymi podzespołami, skanerem linii papilarnych w przycisku blokady oraz atrakcyjną (oczywiście jak na Apple’a…) ceną.

Co ciekawe, iPad Air (2020) zgodny jest z nowym akcesorium w ofercie Apple’a, którym jest tabletowa klawiatura Magic Keyboard wyposażone w magnetyczny zaczep oraz gładzik, którego wsparcie dodano oficjalnie w ramach aktualizacji iPadOS 13.4. Pierwotnie ten niecodzienny gadżet był projektowany z myślą o tabletach iPad Pro z 2018 r. oraz 2020 r.

W przypadku Apple Watcha Series 6 największą nowością jest pulsoksymetr, który w dobie koronawirusa może okazać się przydatny, ale poza tym nowy model w zasadzie nic nie zmienia względem poprzednika. Znacznie ciekawiej prezentuje się natomiast Apple Watch SE, który łączy w sobie nowoczesną obudowę i ekran z Apple Watcha Series 4 oraz bardzo atrakcyjną cenę.

Niskiej ceny nie stwierdzono z kolei przy ostatnim tegorocznym produkcie Apple’a zaprezentowanym na chwilę przed świętami, gdyż AirPods Pro Max to nauszne słuchawki z ANC kosztujące horrendalne pieniądze. Na przeciwległym spektrum opłacalności są z kolei taniutkie bezprzewodowe dokanałowe słuchawki Beats Flex, które działają podobnie do zwykłych AirPodsów.

Do tego doszedł głośnik HomePod mini, a w ofercie firmy pojawiły się też liczne akcesoria, w tym moduły do iPhone’ów 12. Tegoroczne smartfony firmy z Cupertino potrafią się teraz magnetycznie łączyć z np. ładowarkami, w tym szafkowymi i samochodowymi, a także powerbankami i portfelami, które wspierają nowy standard MagSafe. Tylko czekać na wysyp kolejnych gadżetów tego typu.

Czytaj też:

macOS 11 Big SuriOS 14iPadOS 14tvOS 14 i watchOS 7

Tak jak tegoroczne iPhone’y zaliczyły drobną obsuwę, tak nowe mobilne oprogramowanie pisane z myślą o nich dotarło na czas. Dzięki temu systemu iOS 14 oraz iPadOS 14 trafiły do klientów we wrześniu. Największą nowością w nich jest wsparcie nowego typu widżetów (i wiejskiego tuningu), a w przypadku telefonów pojawiła się szufladka na aplikacje, która pozwala ogarnąć bałagan na pulpicie.

iPadOS 14 nie wprowadził z kolei zbyt wielu zmian i zabrakło w nim np. szufladki na aplikacje. Zdecydowanie istotniejsza z perspektywy posiadaczy tabletów była wcześniejsza aktualizacja iPadOS 13.4, która wprowadziła natywną obsługę kursora, co pozwala na kontrolowanie tabletu za pośrednictwem nie tylko dotyku, ale również myszy lub gładzika.

Apple’owi należą się przy tym brawa, bo nowe wersje systemów operacyjnych obnażyły to, jak frywolnie podchodzą niektórzy dostawcy usług do naszych danych. Okazało się, że „w wyniku błędu” takie usługi jak TikTok, LinkedIn i Facebook kopiowały sobie w tle zawartość schowka. Apple unaocznił też, że serwisy społecznościowe zbierają naprawdę ogromne ilości danych na nasz temat.

Niestety tak jak systemy mobilne iOS 14 i iPadOS 14 oraz bazujące na nich tvOS 14 i watchOS 7 pojawiły się we wrześniu, tak na oprogramowanie do desktopów w postaci systemu macOS 11 Big Sur czekaliśmy aż do listopada. Związane to było jednak z faktem, iż w tym roku Apple rozpoczął wspomniane wyżej przejście na ARM i rozwija teraz równolegle ten sam system na dwie architektury.

Czytaj też:

Apple w 2020 r. — czego zabrakło?

Pomimo trwającej pandemii w ofercie firmy z Cupertino pojawiło się wiele mniej lub bardziej przełomowych produktów, ale spodziewaliśmy się jeszcze przynajmniej kilku, których oficjalnie nigdy nie zapowiedziano. Wśród nich są m.in. Apple Tile czy tam AirTag, czyli takie breloki do kluczy i toreb, które można by namierzać podobnie jak telefony i tablety z poziomu aplikacji Lokalizator.

Oprócz tego do sprzedaży nie trafiły nigdy AirPods Lite ani nowa wersja Apple TV, która miałaby stać się quasi-konsolą, ale możliwe, że kiepski start Apple Arcade kazał firmie zrewidować te plany. Nic konkretnego nie wiemy też na temat futurystycznych projektów w postaci okularów poszerzonej lub wirtualnej rzeczywistości oraz samochodu, nad którymi Tim Cook i spółka rzekomo pracują.

W segmencie komputerów zabrakło z kolei laptopów w zupełnie nowej obudowie z np. 14-calowym ekranem. Zamiast tego firma wtłoczyła procesor Apple M1 do starych obudów, a na kompletnie nowe sprzęty odróżniające się od poprzedników nie tylko architekturą, ale również designem, poczekamy co najmniej do przyszłego roku. Mam ogromną nadzieję, że wśród nich pojawi się nowy iMac.

Z perspektywy Polski nadal czekamy na lokalizację wielu usług, w tym nieszczęsnego asystenta głosowego Siri oraz usługi Apple News. Nie otrzymaliśmy też dostępu do platformy Fitness+, a nowy abonament Apple One dostępny jest u nas tylko w dwóch podstawowych odmianach, a ten najbardziej opłacalny do nas nie trafił. Dostaliśmy za to… instrukcje do produkcji przyłbic.

Czytaj też:

Jakie wpadki w 2020 r. zaliczył Apple?

Firma odniosła wiele sukcesów, zwłaszcza w segmencie PC, ale nie obyło się też bez kilku wpadek. Najgłośniejszą był konflikt z Epic Games, który poskutkował wyrzuceniem z App Store’u gry Fortnite. Co prawda jej twórcy najwyraźniej się przeliczyli, ale przeciwko gigantom z Doliny Krzemowej prowadzone są teraz postępowania antymonopolowe, a ten taki kryzys z pewnością Apple’owi nie pomoże.

Fakt, że posiadacze iPhone’ów nie mogą pograć w Fortnite’a, to nie jedyny problem, z jakim Apple się obecnie boryka w segmencie gamingowym. Apple Arcade się nie przyjęło, a ze strony graczy na Apple’a cały czas wylewane są pomyje za to, że blokuje dostęp do usług strumieniowania gier takich jak xCloud, GeForce Now czy Stadia, co zmusiło ich twórców do przygotowania webaplikacji.

Apple stara się jednak bronić przed oskarżeniami o praktyki monopolistyczne i wprowadził w iOS 14 i iPadOS 14 opcję zmiany domyślnej przeglądarki i programu do obsługi poczty, aczkolwiek i tutaj programistom powinęła się noga. W pierwszej wersji wybór użytkownika był nadpisywany domyślnymi aplikacjami po każdym restarcie i naprawiono to dopiero w jednej z aktualizacji.

Klienci nie zostawili też suchej nitki na Apple’u za to, że wyrzuciła z pudełek ze swoimi telefonami słuchawek przewodowych oraz ładowarki, co samo w sobie uważam za dobrą decyzję. Wszystkie pozostające w ofercie iPhone’y sprzedawane są już bez zasilaczy, a do pudełek dokładane są jedynie przewody i pewnie by to się rozeszło po kościach, ale firma pokpiła sprawę w kwestii akcesoriów MagSafe.

Za firmą cały czas ciągnie się też cały czas wizerunkowa wpadka związana ze spowalnianiem starszych iPhone’ów, w których zużyło się ogniwo zasilające. Ze względu na to, iż działanie tej funkcji nie było odpowiednio komunikowane, na Apple’a zostały nałożone milionowe kary finansowe we Francji i we Włoszech. Ciekawe, czy podobne kary nałożone zostaną za reklamy w powiadomieniach

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst