Tech  / Artykuł

Wczoraj był płacz, że AirPodsy Max kosztują 2799 zł. Dzisiaj będzie zdziwko, że wszystkie się sprzedały

Picture of the author
280 interakcji
dołącz do dyskusji

Myśleliście, że cena 2799 zł to za dużo, by ktokolwiek kupił słuchawki Apple’a? To pomyślcie jeszcze raz. AirPods Max rozeszły się na pniu.

W chwili pisania tego tekstu w polskim sklepie Apple można zamówić już tylko dwa kolory słuchawek z gwarancją dostawy w tym roku: zielone i różowe.

Słuchawki w kolorze gwiezdnej szarości i błękitu już wczoraj zmieniły datę dostępności na 12-14 tygodni, a dziś dołączyły do nich również słuchawki w kolorze srebrnym. W amerykańskim Apple Store słuchawek nie ma już wcale. Wszystkie warianty kolorystyczne będą wysyłane do klientów dopiero za 12-14 tygodni.

Wszystko wskazuje więc na to, że Apple nie docenił zainteresowania swoim produktem i nie przygotował się należycie na premierę. Tym razem jednak fani nie zawiedli.

Apple AirPods Max wyprzedane. Cena nie zraziła najwierniejszych fanów.

Celowo piszę o najwierniejszych fanach, bo tylko tacy mogli się pokusić o zakup w ciemno słuchawek za 2799 zł (czy też 549 dol.), podczas gdy absolutnie topowe modele słuchawek Bluetooth z ANC kosztują 1500-1700 zł.

Nie chcę tutaj „grillować” słuchawek Apple’a, bo za mało o nich wiemy, by je krytykować. Znając Giganta z Cupertino cena będzie miała uzasadnienie, czy to w jakości wykonania, czy to w zastosowanych chipach H1 (po jednym w każdej „puszce”) czy to w przestrzennym audio, które w świecie słuchawek bezprzewodowych istnieje tylko teoretycznie. Może się więc okazać, że gdy słuchawki trafią już w ręce pierwszych klientów, okażą się warte swojej ceny.

Zdrowy rozsądek podpowiada mi jednak kilka pytań:

  • dlaczego te słuchawki są tak wielkie i ciężkie?
  • dlaczego nie można ich złożyć?
  • dlaczego etui do nich wygląda jak pieluchomajtki/damska torebka z lat 80’?
  • na ile praktyczna będzie malutka korona do sterowania, umieszczona w dziwnym miejscu?
  • na ile wygodny będzie siatkowany pałąk?
  • czy będzie można je podłączyć do innych urządzeń niż te od Apple’a, a jeśli tak, to z jakim skutkiem?

Największą niewiadomą pozostaje natomiast brzmienie, co do którego nie robię sobie większych nadziei, chyba że czegoś nie wiemy.

Otóż Apple nie ma w swoim portfolio kodeka pozwalającego na transmisję bezprzewodowego audio wysokiej jakości (co jest o tyle kuriozalne, iż ma własny format bezstratnej kompresji - ALAC). Oznacza to, że przesyłanie dźwięku będzie ograniczane przez kodek AAC, który na sprzętach Apple’a oferuje maksymalną przepustowość 320 kb/s.

Pojawiły się jednak spekulacje, iż premiera AirPods Max może oznaczać rychłe pojawienie się Apple Music Hi-Fi, z muzyką w wysokiej jakości. A skoro tak, to nie jest wykluczone, iż AirPods Max wspierają jakiś nowy (lub licencjonowany) kodek, którym Apple jeszcze się oficjalnie nie chwali.

Oczywiście to tylko domysły. Ale bardzo, bardzo liczę na to, iż okażą się prawdziwe. W innym przypadku Apple w pełni zasłuży na krytykę, oferując słuchawki kosztujące 2799 zł, które nie potrafią zreprodukować muzyki w jakości wyższej niż ta oferowana przez najpopularniejsze serwisy streamingowe. Dla porównania, kosztujące połowę tej kwoty Sony WH-1000XM4 wspierają kodek LDAC do transmisji bezstratnie skompresowanych plików audio. I brzmią fenomenalnie.

AirPods Max nie jest produktem dla przeciętnego zjadacza chleba, ani nawet dla przeciętnego Apple-usera.

Od wczoraj zewsząd słychać głosy zagorzałych fanów Apple’a, że przy całej miłości do jabłek, tego jednego produktu nie kupią. Zarzeka się na to nawet nasz redakcyjny iFanatyk, Piotr Grabiec, choć w jego zapewnienia akurat nie wierzę…

Tym bardziej zaskakuje fakt, iż Apple tak szybko wyprzedał się ze swoich słuchawek. Oznaczać może to tylko jedno: nawet Apple nie docenił swoich najwierniejszych klientów, skoro tak wielu deklaruje, że nie kupi słuchawek, a mimo to te rozeszły się na pniu.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst