REKLAMA

Myślałem, że internet zepsuje mi zbieractwo. Sprawił, że jest jeszcze lepsze

Nie ruszam się z domu, a czuję się tak, jakbym wszedł do małego raju na ziemi. I tak dzień w dzień.

kolekcje
REKLAMA

Na pytanie "w czym mogę pomóc?" nigdy nie odpowiadam konkretnie. Nawet wtedy, gdy wiem, po co przychodzę. Złamię się za chwilę, ale dopiero wtedy, jak sam sobie nie poradzę. Najpierw więc odpowiadam: "nie, nie, tak tylko oglądam". Nie ma jednak przypadku, że od razu odszukuję litery "S" albo "M" i zaczynam przegląd. Tak naprawdę doskonale wiem, po co przychodzę, ale nie chcę zabierać sobie tej przyjemności. Narastające napięcie, jedna płyta za drugą, w końcu jest mój cel. "To mam, to mam, to mam". Potem albo jest lekki zawód - ale naprawdę leciuteńki, ledwie odczuwalny, bo nie chodzi o złapanie króliczka, a gonienie – albo euforia i wygrana. Udane łowy.

Przyznaję, czasami specjalnie mitologizuję miejsca czy zdarzenia, które już odeszły albo lada moment ich nie będzie. A z drugiej strony – czy to naprawdę jakaś zbrodnia? Choćby to, że następcy wcale nie są lepsi, więc tęsknota jest lub będzie zrozumiała, uzasadnia przesadę i nieco wstydliwe westchnięcie "kiedyś to było". Wstydliwe, bo przecież miałem zapierać się przed takimi stwierdzeniami, a jednak momentami same cisną się na usta. A potem usprawiedliwiam się sam przed sobą.

REKLAMA

Ze sklepami muzycznymi paradoksalnie mam inaczej i mówię z zachwytem: "teraz to jest!"

Nie dlatego, że takich punktów jest wiele. Co to, to nie. Wręcz przeciwnie, to właśnie jeden z tych wymierających biznesów. I chociaż internet jest zagrożeniem, pewnie nawet wbija nóż w plecy, to jednak udała się bardzo trudna sztuka: przy takich zakupach mam dokładnie te same emocje, co w prawdziwym, stacjonarnym sklepie.

Codziennie przeszukuję serwisy aukcyjne w poszukiwaniu płyt ulubionego artysty. Na telefon spływają powiadomienia o nowych ofertach, ale ja potrafię być szybszy i wyszukuję nowość zanim zostanę o niej poinformowany następnego dnia. Nie mogę wyjść z podziwu, ile perełek jestem w stanie ciągle odnaleźć. O istnieniu wielu nawet nie wiedziałem. Bootleg z tegorocznej trasy koncertowej, dostępny w bardzo limitowanym nakładzie, trafił niedawno na Allegro. Nie mam pojęcia jak to możliwe, ale takie rzeczy się dzieją i wprawiają mnie w pozytywne osłupienie.

Ktoś na Litwie sprzedaje winyl w absurdalnie niskiej cenie. Ze Słowacji ściągnąłem singiel z jedną z moich ulubionych piosenek. U nas był dawno wyprzedany. Dostawa w cenie krajowej. Co za czasy! Jakbym codziennie schodził do małego sklepiku ze skarbami. Co jakiś czas wyciągam coś dla siebie. I naprawdę nie trzeba się starać, odwiedzać fora czy specjalistyczne serwisy. Bez udzielania się na grupkach można znaleźć skarby.

Podtrzymuję podziw, ekscytację i radość, bo bardzo łatwo zakopać się w negatywnym myśleniu. Uzasadnionym, jak wcześniej wspominałem, ale to jednak nie tak, że dziś wyłącznie dajemy się nadziać na wysokie ceny albo sztuczki oszustów. Jest też szansa, żeby uzupełnić kolekcję i postawić na półce coś, o czym w życiu byśmy nie pomyśleli, że znajdzie się pod naszym dachem.

Jestem wytrawnym łowcą. Nie dam się łatwo oszukać

Karcącym wzrokiem patrzę na nick sprzedawcy, który wystawia kasetę za 350 zł. W opisie zapewnia, że to unikat i może coś w tym jest, ale też bez przesady - ja tę samą kupiłem za 60 zł i to całkiem niedawno. Trafia się częściej. Inny dwupłytowe wydanie chce sprzedać za 189 zł. Nawet nie wiecie, jak mnie kusi, żeby mu napisać, ile wydałem dwa miesiące temu i żeby nie robił z ludzi naiwniaków! Fantastyczne uczucie.

Swego czasu opisywałem, że w jednym ze sklepów muzycznych w starym stylu, zebrałem ochrzan za chwytanie płyty winylowej w niewłaściwy sposób. Właściciel miał rzecz jasna rację, przyznaję, więc nie mam pretensji. Ba, tak powinno być, bo w tej pouczającej lekcji był przecież szacunek do nośnika, do Artysty, do Muzyki, do Sztuki.  

Zgoda, gdybym chodził do sklepu codziennie i za każdym razem ganiony byłbym w podobny sposób za inne przewinienia, być może straciłbym cierpliwość. Od czasu do czasu jednak można, to wręcz przyjemna odmiana. Jedni powiedzą, że chamstwo, bo klient to pan, ja się nie zgodzę i stwierdzę: spokojnie, to magia miejsca. Docenimy, jak będzie za późno.

REKLAMA

No właśnie, bo internet mi przecież tego nie da, prawda?

Przez zupełny przypadek natknąłem się na opinie wystawiane jednemu ze sklepów z płytami. Klient nie był zadowolony, zostawił jedynkę. Po dwóch miesiącach (!) właściciel odpowiedział. Spóźnienie nie wynikało z przeoczenia. Po prostu wolał odczekać, aby nikt nie mógł mu zarzucić, że reaguje w nerwach i emocjach. Zemsta najlepiej smakuje na zimno, więc pisząc z dystansu wyjaśnił, że lepiej z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć, dlatego oddziela Klientów od klientów. Wiadomo, w którym gronie znalazł się autor komentarza, który nie docenił miejsca i wartości przyświecających sprzedawcy. Z kulturą, bez nerwów i obrażania, ale szpile zostały wymierzone.

Poczułem się jak wtedy, gdy zostałem upomniany, a teraz byłem przecież tylko obserwatorem, nie sprawcą zamieszania. Uśmiechnąłem się na ten komentarz i ucieszyłem się: dobrze, że internet nawet taką reprymendę potrafi jeszcze przenieść i zachować.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2025-11-30T17:48:56+01:00
Aktualizacja: 2025-11-30T16:30:48+01:00
Aktualizacja: 2025-11-30T07:12:00+01:00
Aktualizacja: 2025-11-29T16:40:00+01:00
Aktualizacja: 2025-11-29T16:20:00+01:00
Aktualizacja: 2025-11-29T16:00:00+01:00
Aktualizacja: 2025-11-29T15:14:16+01:00
Aktualizacja: 2025-11-29T12:53:22+01:00
Aktualizacja: 2025-11-29T12:35:32+01:00
Aktualizacja: 2025-11-29T07:30:00+01:00
Aktualizacja: 2025-11-28T21:50:02+01:00
Aktualizacja: 2025-11-28T19:56:23+01:00
Aktualizacja: 2025-11-28T19:14:58+01:00
Aktualizacja: 2025-11-28T18:15:11+01:00
Aktualizacja: 2025-11-28T17:45:39+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA