Sprzęt  / Felieton

Nie trzeba dłużej czekać. Nowe MacBooki z procesorami M1 dowożą tu i teraz

Sześć tygodniu temu zamówiłem nowego iMaca, prawdopodobnie ostatni taki komputer na Intelu. Los sprawił, że sprzęt do dziś do mnie nie dotarł, a po wczorajszym wysypie materiałów nt. procesora Apple M1 jestem bliski zrezygnowania z zamówienia. Wygląda na to, że M1 jest przełomem.

Jestem właśnie na etapie zakupu nowego komputera. Z jednej strony trafiłem na najlepszy moment w historii, a z drugiej, na najgorszy. Na początku października zamówiłem iMaca 5K 2020 z procesorem i7. Zakup tego sprzętu był bardzo przemyślany, a przynajmniej tak wydawało mi się do wczoraj.

Podczas składania zamówienia wiedziałem, że prawdopodobnie kupuję ostatniego iMaca z procesorem Intela. To bardzo dobry sprzęt do pracy zawodowej. Komputer o konstrukcji dopracowywanej przez długie lata, cieszący się dobrą renomą wśród użytkowników, z dużym zapasem mocy, do tego wyposażony w kapitalny ekran. Nic, tylko brać i z satysfakcją patrzeć, jak zakup się zwraca, a wolnego czasu przybywa.

imac 5k 27 2020 nowy

Zamówienie złożyłem dokładnie 5 października. Od tego czasu sklep trzyma moje 11 tys. zł, a dostawy do magazynu jak nie było, tak nie ma. Możecie sobie wyobrazić mój poziom irytacji, zwłaszcza w momencie, kiedy nowego komputera potrzebuję od zaraz.

Wczoraj minęło jednak embargo na pierwsze praktyczne testy procesorów Apple M1, dzięki czemu w internecie zaroiło się od porównań. Okazuje się, że te niepozorne procesory naprawdę dowożą, i to na tyle, że coraz bardziej kusi mnie anulowanie zamówienia na jednego z najmocniejszych iMaców w historii, na rzecz… laptopa. Tydzień temu taki pomysł wydałby mi się abstrakcyjny.

Apple pokazał nowe komputery z procesorami M1, ale nadal brakowało konkretów.

apple m1 macbook air 2020 benchmark

Na ostatniej konferencji produktowej Apple pokazał trzy komputery z nowym czipem M1. To malutki desktopowy Mac Mini, podstawowy MacBook Air oraz MacBook Pro. Apple obiecywał cuda w kwestii wydajności, ale po konferencji wkładałem to między bajki. Podczas wydarzenia Apple żonglował porównaniami o „pięciokrotnie większej mocy”, ale nie wiadomo było czym jest punkt odniesienia.

Tuż po konferencji czekał na mnie kubeł zimnej wody. Okazało się, że nowe komputery z procesorami Apple ARM nie będą miały żadnej możliwości rozbudowy. RAM jest teraz wbudowany bezpośrednio w czip, więc nawet w nadchodzącym iMacu i Macu Pro nie będzie można dołożyć więcej kości pamięci. Do tego dochodzi fakt, że pierwsza generacja procesorów M1 obsługuje maksymalnie… 16 GB RAM. Taką pojemność mam w moim pięcioletnim komputerze, a od nowego wymagam minimum dwukrotnie większej pamięci na dziś, z możliwością rozbudowy w przyszłości. Na dokładkę: na obudowie nowych MacBooków są tylko dwa porty USB-C i zasadniczo nic więcej.

Do tego Apple nie rozwiał kluczowych wątpliwości, czyli:

  • jak szybko działają programy działające natywnie na procesorze M1,
  • jak mocno zwalnia dotychczasowe oprogramowanie odpalane jako emulacja w Rosetta 2,
  • jak wypada czysta moc obliczeniowa GPU i CPU nowych procesorów.

Odpowiedzi na te pytania poznaliśmy wczoraj i są one szokujące. Najtańszy MacBook Air okazuje się być szybszy od topowego MacBooka Pro 13”.

Wczorajszy dzień przyniósł odpowiedzi na wiele kluczowych pytań. Nowe MacBooki i Maki Mini trafiły już do pierwszych testerów, dzięki czemu poznaliśmy faktyczne możliwości nowych procesorów. Przytoczę kilka pomiarów w obszarach dla mnie najistotniejszych i najlepiej znanych, czyli w obróbce grafiki i wideo.

Po dziesiątkach tekstów i filmów, w których autorzy tylko prześlizgiwali się po temacie wydajności, pojawiło się wideo, na które czekałem najbardziej. Max Yuryev w swoim stylu pokazał najważniejsze benchmarki na bazie najsłabszego z nowych komputerów, czyli MacBooka Air. To komputer wyposażony w okrojony procesor M1 (siedem rdzeni graficznych zamiast ośmiu), wspomagany przez zaledwie 8 GB RAM. Laptop jest chłodzony pasywnie, niczym tablet.

Autor zaczął od standardowego benchmarka w Geekbenchu, czyli elementu, który był już znany. W takich testach syntetycznych procesor M1 radzi sobie doskonale, zapewniając 1718 punktów w operacjach jednowątkowych i 7539 w wielowątkowych. Są to wyniki o wiele lepsze od najlepszego dotychczasowego laptopa Apple, czyli MacBooka Pro 16” z topowym procesorem i9. Ba, ten najtańszy MacBook Air idzie łeb w łeb z topowymi iMacami, a więc komputerami stacjonarnymi!

To jednak nadal tylko syntetyczny test i suche liczby. Ciekawie zaczęło robić się w momencie, kiedy autor porównał temperatury nowego MacBooka Air i poprzedniego modelu pod obciążeniem. W MacBooku Air na Intelu wystarczyła tylko chwila pod maksymalnym obciążeniem procesora, by wentylatory zaczęły pracować na maksymalnych obrotach, a jeśli nie dawaliśmy odpocząć komputerowi, po kilku minutach takiej pracy temperatura rosła do 99 stopni. Tymczasem pod identycznym obciążeniem nowy MacBook Air nie przekraczał temperatury 35 stopni, będąc przy tym bezgłośny, bowiem nie ma wentylatorów.

Oczywiście okazało się, że chłodzony pasywnie MacBook Air w końcu zaczyn się krztusić. Mniej więcej po 8–9 minutach pełnego obciążenia laptop zaczyna zwalniać z uwagi na throttling termiczny. Inne testy pokazały, że MacBook Pro i Mac Mini z M1 wyposażone w aktywne chłodzenie nie mają takich problemów i w praktyce to właśnie wentylator jest głównym elementem wpływającym na wydajność komputerów.

Najważniejszym dla mnie testem było działanie MacBooka Air w Lightroomie.

Lightroom Classic nie działa jeszcze natywnie na procesorach M1, więc trzeba go uruchamiać jako emulację w narzędziu Rosetta 2. Zapowiada się źle, prawda? Też tak myślałem, ale okazało się, że Lightroom działa idealnie płynnie, tak jakby był odpalony na znacznie droższym komputerze. Efekty po przesunięciu suwaków są widoczne natychmiast, a nawet narzędzie lupka (powiększanie do 100 proc.) na plikach RAW z Sony A7R III (42 megapiksele) odbywa się natychmiast, bez żadnego zająknięcia.

Jeszcze ciekawiej wypadał eksport 50 obrobionych plików RAW o rozdzielczości 42 megapikseli. Najbardziej podstawowy MacBook Air z procesorem M1 wykonał to zadanie w 3 min i 13 s, o półtorej minuty szybciej od najnowszego MacBooka Pro 13” z procesorem Intel Core i5, a także o 15 sekund szybciej od aktualnie topowego wariantu MacBooka Pro 13” z 32 GB RAM. To wyniki wręcz nieprawdopodobne, biorąc pod uwagę fakt, że testowany MacBook Air nie ma wentylatora i ma tylko 8 GB RAM.

Tymczasem Lightroom, program o niepohamowanym apetycie na RAM, na dodatek odpalony w formie emulacji, działał lepiej na procesorze M1 z 8 GB RAM niż na topowym intelowskim MacBooku Pro 13” z 32 GB RAM.

Na dokładkę: gaming.

Max Yuryev nie mógł odmówić sobie testu działania gry League of Legends. Ten tytuł, emulowany przez Rosettę 2, działający w natywnej rozdzielczości 2560 x 1600 pikseli, z grafiką ustawioną na maksymalne wartości, działał w 60 kl./s. Czy trzeba coś więcej dodawać? Nie, ale dla porównania ta gra jest niegrywalna na bazowym MacBooku Pro 13” z Intelem.

Oczywiście nie sprawi to w magiczny sposób, że Maki nagle staną się komputerami dla graczy. Na macOS nadal nie zainstalujemy większości nowych gier, ale celem powyższego testu było pokazanie możliwości GPU.

A pamiętajmy, że to dopiero początek procesorów Apple M1.

Z jednej strony sytuacja z biegiem czasu będzie się poprawiać poprzez samo oprogramowanie. Adobe pokaże pakiet Creative Cloud z natywnym wsparciem procesorów M1, co wyeliminuje warstwę emulacji, dzięki czemu programy jeszcze bardziej przyspieszą. Tego samego można się spodziewać po innych firmach trzecich.

Po drugie, Apple M1 jest de facto… najgorszym autorskim procesorem Apple umieszczonym w Makach. Jesteśmy na samym początku tego przełomu, więc można się spodziewać, że każda kolejna generacja będzie wnosić ogromne wzrosty wydajności bądź czasu pracy na jednym ładowaniu.

Czy naprawdę jest tak różowo?

Z wczorajszych testów wyłania się nieprawdopodobny obraz, a krytycznych opinii póki co właściwie nie ma. Jednocześnie już teraz widać, że nie w każdym obszarze jest zupełnie różowo. Emulowany Premiere Pro miewa problemy z płynnością i póki co odstaje od wersji na procesory Intela.

Póki co problemy sprawia również - zgadliście - Chrome. Google jak zwykle obiecuje, że nowe wersje będą „największa rewolucją wydajnościową w historii”, ale czas pokaże ile w tym będzie prawdy.

Sytuacja z płynnością oprogramowania z biegiem czasu będzie się poprawiać, ale nie wiadomo w jakim tempie.

Pomimo kilku problemów, bazowy MacBook Air z M1 ma teraz wydajność najdroższych MacBooków Pro z procesorami Intel Core i9.

To mówi samo za siebie, a dziś w tym stwierdzeniu nie bazujemy już tylko na suchych cyferkach z Geekbencha, lecz na prawdziwych programach uruchomionych na finalnych wersjach komputerów. Co więcej, wszystko wskazuje na to, że architektura ARM ze zintegrowanym w czipie RAM-em pozwala używać mniejszej ilości pamięci niż w przypadku osobnego komponentu współpracującego z procesorami Intela.

Apple ma w takiej optymalizacji RAM-u duże doświadczenie ze świata mobilnego. W końcu iPhone’y z trzema czy czterema gigabajtami RAM działają z szybkością Androidów wyposażonych w 8 czy 12 GB RAM.

Okazało się, ze na dobre komputery z procesorami Apple wcale nie trzeba czekać. One są tu i teraz.

Już zmierza do mnie testowy MacBook Pro z procesorem M1, co pozwoli mi sprawdzić, na ile w praktyce w moich zastosowaniach sprawdza się takie urządzenie. Jeśli potwierdzą się informacje z pierwszych testów, rezygnacja z zakupu zamówionego iMaca z Intelem Core i7 będzie mnie mocno kusić.

MacBook Pro z nowym monitorem kosztowałby mniej więcej tyle samo co iMac, zapewniając z jednej strony zbliżoną wydajność, a z drugiej, mobilność. Przy home office nie jest to kluczowe kryterium, ale komputer planuję kupić na lata. Liczę, że branża w końcu wróci do stanu sprzed roku, a ja będę pracował także na wyjazdach i w trasie.

Oczywiście najrozsądniejszym wyjściem jest - jak zwykle - czekanie. Skoro MacBooki mają tak świetne osiągi, to nadchodzący iMac i Mac Pro powinny być kosmicznie dobre. Ja jednak z wymianą komputera zwlekam już prawie rok czekając na kolejne nowości i po prostu mam dość obecnego setupu, który jest zwyczajnie za wolny. Po testach nowego MacBooka Pro podejmę decyzję, co dalej.

A na koniec, tak zupełnie po ludzku: jaram się!

Jako geek od lat otoczony najnowszym sprzętem jaki tylko mogę sobie wymarzyć, czuję coś, czego nie czułem od dawna. Mam przeczucie graniczące z pewnością, że na naszych oczach dokonuje się właśnie technologiczny przełom, jakiego nie było od dawna.

Nigdy nie sądziłem, że ten dreszczyk ekscytacji przyjdzie ze strony... komputerów. Kategorii, która dotychczas była najdojrzalsza i zarazem najnudniejsza. Co za czasy!

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst