Gry  / News

Epic traci na wojnie z Apple'em. W Fortnite'a na iPhonie i iPadzie gra 60 proc. mniej użytkowników

Tak jak Apple przegrał pierwsze starcie z Epic Games, tak teraz to twórcy Fortnite’a zaczynają liczyć straty. Na szali położyli coś więcej niż pieniądze, czyli czas i uwagę posiadaczy iPhone’ów.

Fortnite wyleciał z App Store’u ledwie kilka godzin po tym, jak Epic umyślnie złamał zasady obowiązujące w sklepie Apple’a. Rozpoczęło to medialną i sądową batalię, w której firma produkująca iPhone’y walczy o utrzymanie status quo, a twórcy jednej z najpopularniejszych gier wideo w historii starają się o jego zmianę, żeby zarabiać jeszcze więcej pieniędzy.

Ofiarami tej wojny są przede wszystkim fani Fortnite’a

Z początku gra co prawda zniknęła ze sklepu, ale osoby, które w przeszłości chociaż raz pobrały Fortnite’a, mogły dalej go ściągać — to jednak nie jest już możliwe. Epic nie cofnął aktualizacji wprowadzającej ich własne mikropłatności przed terminem wyznaczonym przez firmę Tima Cooka i Apple zablokował konto deweloperskie swojego oponenta.

Żaden z gigantów nie chce przerwać tego impasu, a tylko sąd uchronił Epic Games od utraty narzędzi pozwalających rozwijać ich inny projekt, czyli silnik gier Unreal Engine, w wersji na systemy Apple’a. Mimo to Fortnite jako biznes na iPhone’ach i iPadach lada moment może przestać istnieć, gdyż posiadaczy tych urządzeń ominęła najnowsza aktualizacja.

W rezultacie Epic Games na platformie iOS/iPadOS stracił w kilka tygodni ponad 60 proc. aktywnych użytkowników.

Najwidoczniej fani, którzy nie mają dostępu do nowego sezonu, wolą grać w Fortnite’a na innych platformach. Możliwe też, że poświęcają po prostu czas na inne aktywności, czyli np. korzystanie z serwisów społecznościowych lub… na granie w inne gry. Battle royale od Epic Games może i jest jedną z najpopularniejszych gier wideo w historii, ale to nie jest przecież jedyna produkcja z tego gatunku na iPhone’y i iPady.

Trzeba przy tym pamiętać, że posiadacze urządzeń z systemami iOS oraz iPadOS znacznie, znacznie chętniej wydają pieniądze na cyfrowe dobra, w tym na mikropłatności, niż posiadacze sprzętów z systemem Android. Dla twórców Fortnite’a odcięcie od tej części ich bazy użytkowników to z pewnością spory cios — zarówno pod kątem finansowym, jak i, a może nawet przede wszystkim, wizerunkowym.

Każdy dzień nieobecności w App Storze to dla Epic Games wymierne straty w kontekście przychodów, ale to tylko jedna strona medalu.

Jeszcze bardziej bolesna może być utrata zainteresowania sztandarową produkcją firmy. Jeśli tylko Fortnite przestanie być modny i np. zastąpi go na iPhone’ach inny globalny fenomen — czy to z mocno już wyeksploatowanego gatunku battle royale, czy też będzie to coś zupełnie nowego — to wtedy strumień gotówki może się skurczyć również na innych platformach, w tym tych stacjonarnych.

Apple z kolei może teraz już grać na czas, bo tak jak i owszem, brak dostępu do Fortnite’a może się odbić w jakimś stopniu np. na wynikach sprzedaży nowych iPhone’ów, tak przedsiębiorstwo Tima Cooka nadal ma bardzo silną pozycję na rynku mobilnym pomimo pandemii. iPhone’y, w przeciwieństwie do sprzętów konkurencji, utrzymują sprzedaż na takim poziomie, jak rok temu.

Po kilku tygodniach od wybuchu afery można też odnieść wrażenie, że Epic wystrzelał się z całej amunicji już na start.

Zaczęło się z przytupem — najpierw cicha aktualizacja, a zaraz potem wielostronicowy pozew oraz reklama parodiująca bodaj najgłośniejszy spot reklamowy Apple’a w historii i to wszystko tego samego dnia. Z wielu miejsc pojawiły się nieśmiałe wyrazy wsparcia, ale sprawa powoli ucicha i przenosi się na sale sądowe, a uwaga branżowych mediów zaczyna skupiać się na innych tematach.

Oczywiście nie da się ukryć, że Apple’a z pewnością ten pierwszy strzał zabolał, tak jak człowiek-jabłko w formie skórki dostępnej w grze, ale w ogólnym ujęciu firma Tima Cooka bez Fortnite’a przeżyje. Finalnie może stracić Tim Sweeney. Trudno też nie odnieść wrażenia, że szef Epic Games porwał się z motyką na słońce i nie wie, co dalej — bo pospolitego ruszenia nie wywołał.

Szkoda też, że nie tylko obie firmy mogą postękiwać na utracone przychody, ale są same sobie winne.

W tym wszystkim obie firmy mają w głębokim poważaniu… swoich klientów. Tak naprawdę to w końcu fani Fortnite’a, którzy wybrali iPhone’a, najbardziej cierpią na tym, że dwie globalne korporacje kłócą się o to, w jaki sposób powinni się dzielić pieniędzmi zarabianymi na graczach i nie są gotowe na jakiekolwiek ustępstwa.

Można przy tym dojść do wniosku, że Epic Games, które próbowało wymusić na drodze sądowej pozostawienie w App Storze gry Fortnite w wersji pozwalającej na wykonywanie mikropłatności z pominięciem App Store’u, cechuje hipokryzja. Tim Sweeney przekonywał w końcu, że nie zależy mu na specjalnej umowie z Apple’em — a właśnie takie specjalne zasady tylko dla swojej gry chciał sobie drogą prawną załatwić.

Oprócz tego Epic sam sobie wkłada palec w szprychy, bo z jednej strony firma przekonuje, że Apple’owi prowizja się za jego usługi nie należy, podczas gdy 1/3 graczy, którzy grają w Fortnite’a, robi to na iPhone’ach i iPadach, a 2/3 z tej grupy ludzi robi to wyłącznie na sprzętach firmy z Cuperino. Na miejscu Tima Cooka bym wyciągał to za każdym razem jako argument, że ta prowizja się mu po prostu należała…

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst