REKLAMA

Polscy bogacze już wiedzą, jak się schronić. Pod rezydencją wybudują luksusowy schron

Skorpion to największe stworzenie mogące przeżyć atak nuklearny – odwołując się do natury, projektanci luksusowego schronu chcą zapewnić podobną gwarancję człowiekowi. Ich Scorpio House ma być czymś więcej niż tylko schronieniem.

14.05.2024 08.16
luksusowy schron
REKLAMA

Wśród zagranicznych bogaczy trend widać od dawna. Szykują sobie luksusowe miejsca odosobnienia mające zapewnić im bezpieczeństwo w trudnych momentach. Być może rodzimi milionerzy też szukają schronienia poza granicami kraju, a może po prostu nie afiszują się i robią z ochrony tajemnicę, bo u nas moda jeszcze widoczna nie jest. Niepotrzebnie – zdają się mówić twórcy Scorpio House. Skoro statek do transportu zamienił się w jacht, czyli produkt luksusowy, to tak samo piwnica pomagająca przeżyć atak nuklearny może mieć bardziej prestiżową funkcję.

REKLAMA

Scorpio House to dobro luksusowe, które nas cieszy na co dzień, podobnie jak sportowy samochód albo rodzinny jacht – mówią wprost projektanci

Ich nowa definicja schronu zakłada, że nie jest to miejsce, do którego schodzi się jedynie w momencie zagrożenia. Modułowość konstrukcji sprawia, że można stworzyć dowolny metraż oraz funkcję: od winiarni, po kino domowe, na luksusowym spa czy miejscu spotkań kończąc. A to wszystko przy zachowaniu odporności NBC (nuklearnej, biologicznej i chemicznej) gwarantującej bezpieczeństwo na wypadek „pandemii, kataklizmów i wojny”.

Prace nad koncepcją nowej wersji schronu zaczęły się już w 2014 r. – relacjonują architekci. Przez lata nikt jednak nie chciał inwestować w coś, co raczej nigdy się nie przyda. Dlatego pomysłodawcy Scorpio House postawili na luksus. Płaci się za przyszłe ewentualne bezpieczeństwo, ale i możliwość przyjemnego spędzania czasu tu i teraz.

Nasz projekt dotyka istotnej problematyki społecznej. Dzięki systemowi Scorpio House zmieniamy emocjonalny charakter tego typu architektury o negatywnym zabarwieniu. Można powiedzieć, że odczarowujemy mroczne bunkry wojenne, nadając schronom wymiaru ludzkiego, powszechnego i dostępnego. Scorpio House kompletnie odwraca wyobrażenie o schronach, a nawet buduje modę na ich posiadanie. To z kolei przyczyni się do oddolnych działań w postaci prywatnych inwestycji w tego typu obiekty, co znacznie zwiększy bezpieczeństwo tkanki społecznej w naszym kraju na wypadek sytuacji kryzysowych, nie tylko ataku zbrojnego, ale również ekstremalnych zjawisk pogodowych czy pandemii

- czytamy na stronie projektu.

Pewnie w ostatnich lat perspektywa wielu ludzi się zmieniła. Wojna nie jest czymś odległym, dziejącym się po drugiej stronie globu, więc warto, a nawet trzeba połączyć przyjemne z pożytecznym. I ci, którzy mogą sobie na to pozwolić, myślą, jak zwiększyć swoje szanse na wypadek spełnienia się czarnych scenariuszy. Nawet jeżeli można zrozumieć takie podejście, to trudno przejść obojętnie obok dystopijnie brzmiącego opisu „zmiany emocjonalnego charakteru” bunkrów na „ludzki, powszechny i dostępny wymiar schronów”.

Ta dostępność nie jest jednak taka oczywista. Publiczne, miejskie schrony popadły w ruinę i w razie zagrożenia mieszkańcy miast oraz miasteczek w zasadzie nie wiedzieliby, gdzie się udać. „Ludzkie” schrony to więc te pod domkami jednorodzinnymi, na prywatnych działkach ogrodzonych wysokimi płotami.

Oto świat, w którym żyjemy – nad głowami zawieruchy, a nieliczni bogacze popijają winko w schronie, który wcześniej był właśnie winnicą. Finalna wersja społeczeństwa myślącego wyłącznie o sobie. Przypomnijmy, że deweloperzy sprzedający bloki wcale nie garną się do budowania schronów w nowych apartamentowcach.

Wręcz absurdalnie wygląda materiał promocyjny schronu: wyścigowe auto jest bezpieczne pod ziemią, członek rodziny siedzi na wygodnej kanapie, a w tym czasie na niebie trwa bitwa z udziałem myśliwców. Gdzieś tam na miasta spadają bomby, a tu wieś spokojna, wieś ochroniona. Jakoś trudno uwierzyć w tę katalogową perspektywę konfliktu.

Na ile tego typu prywatne bunkry to realna konieczność, a na ile monetyzacja strachu?

Krzysztof Posłuszny, prezes Stowarzyszenia Schrony w Polsce, w rozmowie z łódzką „Wyborczą” zauważał, że wojna w Ukrainie jest dowodem na to, że agresor „atakuje duże, kluczowe miasta i tzw. infrastrukturę wrażliwą”. Ekspert nie widział sensu w budowie prywatnego schronu w ogródku, bo nikt nie będzie celował w takie obiekty.

Zawsze jednak istnieje ryzyko, że zbłąkana rakieta spadnie akurat na nas. Podsycana przez wielu specjalistów groźba konfliktu i sugestia, że nikt nas nie obroni, kładą fundamenty pod prywatne inwestycje firm obiecujących bezpieczeństwo bez względu na wszystko.

Nie chodzi o to, aby machnąć ręką na ewentualne pesymistyczne scenariusze, czy szydzić z kogoś, że chce przynajmniej zwiększyć swoje szanse na przeżycie. Ewentualny bunkrowy trend będzie konsekwencją szerszego zjawiska. Strzeżone schrony – reklamowane teraz jako luksusowe dobro – to przecież kolejny przykład sytuacji, w której państwo zaniedbało pewne kwestie, co teraz wykorzystują prywatne firmy. To skrajna wersja poglądu, że jeśli sami o siebie się nie zatroszczymy to nikt tego nie zrobi. Gdybyśmy mieli pewność, że w okolicach są zadbane i działające schrony zapewne mniej osób myślałoby o schronieniu na własną rękę. A jeśli nawet, to nie musiałyby to być odpowiedniki luksusowych apartamentów, w których ma się dostęp do przyjemności nawet wówczas, gdy na górze ludzkość cierpi. Jest w tym podejściu coś, co mnie zwyczajnie smuci.

REKLAMA

Więcej o schronach w Polsce przeczytasz na Spider`s Web:

REKLAMA
Najnowsze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA