SW+

8,5 mld strat dla operatorów i 10 mld dla całej gospodarki. Czy Polsce naprawdę opłaci się zbanowanie Huaweia?

733 interakcji
dołącz do dyskusji

Przepisy niekonstytucyjne, tworzone na polityczne zamówienie i kosztujące nas nawet 250 tys. miejsc pracy. Normalnie postawiłoby to na nogi wszystkich w obronie uciemiężonego biznesu. Jeśli jednak ustawa banująca Huaweia przepadnie, to i tak niewiele to zmieni. Już żyjemy w świecie, w którym polityka decyduje o tym, czyje inwestycje są mile widziane, a nad czyimi zapadnie nowy cyfrowy mur. 

„Polska 5G i Agenda Cyfrowa mogą opóźnić się o 3-5 lat”. Efektem ma być „8,5 mld euro straty w sektorze ICT (wzrost cen z powodu braku konkurencji), ponad 10 mld euro straty w całej gospodarce”, a co więcej, „jeśli Polska opóźni wdrożenie 5G, straci możliwość stworzenia nowych miejsc pracy dla ponad 250 000 osób”. Tak ostro grzmi Krajowa Izba Gospodarcza Elektroniki i Telekomunikacji. A przynajmniej grzmiała, bo tuż po opublikowaniu tego tekstu wycofała się z takich konkretnych wyliczeń.

„Istnieje uzasadnione ryzyko, iż zmiana dostawcy sprzętu lub oprogramowania spowoduje kumulację zamówień do dostawców »nowego« sprzętu, co w konsekwencji prowadzić będzie do opóźnień. Z reguły rynek telekomunikacyjny w Polsce w okresie 2–3 lat osiąga zdolność techniczną porównywalną do najbardziej wartościowych rynków telekomunikacyjnych” – tak Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji rozprawia się z ocenianym prawem nie tylko krytycznie, ale i bardzo szczegółowo na 24 stronach opinii.

„Projektodawca przyznał inwazyjną, niczym nieograniczoną, opartą na niejasnych kryteriach kompetencję do prowadzenia jednostronnego postępowania ocennego” – nie mniej ostro pisze, ale już od strony konstytucyjności profesor Marek Chmaj w analizie zamówionej Pracodawców RP. I dodaje: „Przyjęte rozwiązania legislacyjne są sprzeczne z zasadą proporcjonalności wyprowadzoną z zasady demokratycznego państwa prawnego”.

Cała ta krytyka pojawia się w dokumentach, do których dotarł SW+, a które dotyczą jednej krótkiej nowelizacji. Dziś kończy się czas dany na składanie opinii do projektu nowelizacji ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa i ustawy o zamówieniach publicznych. Brzmi to może z lekka nudno. Ale nie dajmy się zwieść administracyjnej nowomowie. Za nią stoi prawo, które jeżeli wejdzie w życie, może mieć ogromny wpływ na branżę telekomunikacyjną i nie tylko. 

Zapisy te jednoznacznie ustawią Polskę w pewnym konkretnym miejscu geopolitycznej układanki. Tylko czy jesteśmy w niej bezwolnym pionkiem, czy jednak ktoś potrafi u nas grać, przewidując kilka ruchów do przodu? 

CoCom 2.0

Komitet Koordynacyjny Wielostronnej Kontroli Eksportu, znany jako CoCom – założę się, że nie kojarzysz, Czytelniku, tego trochę już zapomnianego tworu. A przecież ten układ 17. najbardziej rozwiniętych technologicznie państw Zachodu właściwie doprowadził do upadku Związku Radzieckiego. CoCom wykluł się tuż po II wojnie światowej i miał jeden podstawowy cel: utrudnić ZSRR i jego satelitom dołączenie do technologicznej rewolucji. 

Teoretycznie chodziło oczywiście o bezpieczeństwo i powstrzymanie rozwoju technik tzw. podwójnego zastosowania, czyli tych, które oprócz celów czysto cywilnych mogłyby być wykorzystywane militarnie. Praktycznie oznaczało to blokowanie wszelkich dostaw sprzętu i przepływu technologicznej wiedzy do Demoludów. CoCom zadziałał tak skutecznie, że kiedy w Dolinie Krzemowej powstawało Apple, największym osiągnięciem polskiej informatyki były Odry. Owszem – były całkiem przydatne w zakładach produkcyjnych, ale w momencie, gdy powstawały, i tak były już przestarzałe. ZSRR zaś chwalił się komputerem Ural, do obsługi którego trzeba było zastępu ludzi chodzących wokół maszyny i wymieniających przepalające się lampy próżniowe. 

Odra 1305, lata 70., fot. Achiwum Państwowe we Wrocławiu.

Jak się potoczyła dalej zimna wojna i kto pod kątem technologii zdominował świat, nie trzeba przypominać i tłumaczyć. Dlaczego jednak cofamy się do takiej zamierzchłej przeszłości? Przecież podział na zachodni i wschodni blok skończył się 30 lat temu, a sam CoCom oficjalnie rozwiązano przeszło ćwierć wieku temu.

Gdy spojrzymy na to, jak Stany Zjednoczone reagują na technologiczne sukcesy Chin i jakie podejmują względem nich kroki, muszą obudzić się skojarzenia.

– Oficjalne nikt jeszcze nie blokuje transferu technologii w skoordynowany sposób. Tak jak dla Stanów Chiny są więcej niż ważnym partnerem, tak i nawet największe chińskie firmy nie mają szansy na faktyczny rozwój bez zachodnich rynków – podkreśla Jakub Jakóbowski z Ośrodka Studiów Wschodnich, specjalizujący się w analizie Chin. 

A jednak administracja Donalda Trumpa już nie bierze na celownik pojedynczych chińskich tech-gigantów, tylko wręcz ogłasza wdrażanie „Czystej sieci”. Projekt ten wprost mówi o tym, że promowane mają być te usługi, które nie korzystają wcale albo w niewielkim stopniu z chińskich komponentów. Do włączenia się do akcji USA namawiają kolejnych sojuszników, a od tego już ledwie krok do powołania kolejnego CoCom. Z tą różnicą, że tym razem Polska ma chronić przed przepływem technologii, a nie być od nich blokowana. 

Huawei na celowniku

Huawei jest, delikatnie mówiąc, persona non grata na polskich politycznych salonach od stycznia 2019 roku. Czyli od czasu głośnych zatrzymań Piotra D. i Wellinga „Staszka” W. Oskarżono ich o szpiegostwo na rzecz Chin, a że ten drugi zatrudniony był w Huaweiu, to z miejsca fama padła na całą firmę. Ale nie tylko w Polsce. Przypomnijmy sobie w telegraficznym skrócie narastające kontrowersje wokół tego chińskiego giganta.

2012 r.
Raport komisji ds. służb specjalnych Izby Reprezentantów USA, a wkrótce po nim raport parlamentu brytyjskiego. Oba ostrzegają: „domniemane związki między Huaweiem a chińskim państwem budzą niepokój i każą zadać sobie pytanie, czy intencje firmy mają naturę ściśle biznesową, czy też są bardziej polityczne”.

2017 r.
Przed Huaweiem ostrzegają służby specjalne Australii.

2018 r.
Zapada decyzja o wyeliminowaniu Huaweia z budowy sieci 5G w USA, a po wspólnym apelu CIA, FBI i NSA wykluczono ją też z listy dostawców sprzętu dla instytucji publicznych.

W Kanadzie zostaje zatrzymana Meng Wanzhou – córka założyciela Huawei. Do aresztowania doszło w związku z zarzutami, że jej firma miała łamać embargo na handel z Iranem.

Czeski wywiad ostrzega, że oprogramowanie i sprzęt od Huawei stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa.

2019 r.
Aresztowania w Polsce, pierwsze jednoznaczne oskarżenia pracownika Huaweia o szpiegostwo na rzecz Chin. 

Huawei zostaje wpisany na czarną listę przez ministerstwa handlu USA i tym samym nie może kupować produktów wytworzonych w USA bez zgody Waszyngtonu. Oznacza to odcięcie chińskiej firmy choćby od systemu operacyjnego Android.

2020 r. 
Wielka Brytania blokuje udział Huaweia w budowy 5G i daje operatorom 7 lat na usunięcie urządzeń tej firmy z infrastruktury telekomunikacyjnej. 

Stany zaostrzają „czarną listę” i odcinają Huaweia od mikroprocesorów produkowanych nie tylko w Stanach, ale przy wykorzystaniu amerykańskich technologii. 

Do pełnego obrazu tej chronologii musimy jeszcze dołożyć jeszcze jeden bardzo ważny aspekt: w tym czasie Huawei wyrósł na jednego z największych i oferujących najnowocześniejszy sprzęt od smartfonów po routery graczy na globalnym rynku. Poważnego konkurenta Apple, Samsunga, Ericssona czy Nokii, który na wielu polach nie tylko odbierał tym firmom klientów, ale wręcz całe rynki.

Ten rozwój wypadków można czytać na dwa sposoby. Jak chciałyby Stany: jako obronę przed firmą, której powiązania z chińskim komunistycznym rządem są na tyle niejasne, że nie można jej zaufać. Szczególnie, że chiński reżim od czasu objęcia władzy przez Xi Jinpinga już nie udaje, że nie ma globalnych planów zostania nowym supermocarstwem.

Lub jak oficjalnie widzi to Huawei: jako polowanie na czarownice, którego celem jest zniszczenie największej konkurencji dla amerykańskich firm spoza technologicznego wyścigu.

– Huawei to nie jest zwykła firma, to jest absolutna szpica chińskiej ekspansji technologicznej. Czy uderzanie w Huaweia jest środkiem na to, by powstrzymać chińską ekspansję 5G, czy może ograniczenia nakładane na 5G są jednym z narzędzi, by utopić tę firmę? – Jakóbowski też podkreśla dwoistość ewentualnej narracji.

Metoda na prawa człowieka

W środku tego sporu – i to nie tylko ze względu na aferę szpiegowską – jest Polska. Z jednej strony staramy się pokazywać jako sojusznicy Stanów Zjednoczonych, a z drugiej mamy wciąż zapóźnienia rozwojowe i każda inwestycja, szczególnie taka związana z nowymi technologiami, jest na wagę złota. 

Polski rząd miesiącami szukał pomysłu na to, jak podejść do tematu. I wreszcie znalazł sposób, aby pokazać Stanom, że gramy do jednej bramki. Tym sposobem jest wspomniana nowelizacja ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa. W projekcie nie pojawia się nazwa żadnego dostawcy, ale wystarczy się w nią wczytać, by intencje ustawodawcy były jasne. O dopuszczeniu do polskiego rynku ma decydować „prawdopodobieństwo, czy dostawca sprzętu lub oprogramowania znajduje się pod wpływem państwa spoza Unii Europejskiej lub Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego” i jak państwo oceniane jest pod kątem przestrzegania praw człowieka. Jak na dłoni widać więc, że chodzi właśnie o firmę z Shenzhen. 

I tak odczytuje to też samo Huawei. 

Radosław Kędzia, który ledwie rok temu został nowym wiceprezesem Huawei na region Europy Środkowo-Wschodniej i krajów nordyckich, niemal od razu trafił na problem z tym uzasadnionym prawami człowieka banem.

– Duży ma pan ten rynek do zarządzania. 

– Od Islandii po Turcję. Tak rozciąga się cały region, na jakim operuje u nas Huawei. 

– Nie tylko w Polsce macie problemy wizerunkowe związane z konfliktem amerykańsko-chińskim. Gdzie mimo wszystko działa się dziś najprościej?
Zapada chwila ciszy. Wiceprezes Huaweia wzrusza ramionami.

– Wszędzie za wyjątkiem Polski. Nawet w Czechach, za które do niedawna odpowiadałem i gdzie też są różne polityczne tarcia, nie mamy tak utrudnionych działań i blokady kontaktów. Naprawdę nie chcemy specjalnego traktowania, wręcz przeciwnie wystarczy nam, by traktowano nas na równi z innymi graczami na rynku – podkreśla Kędzia. 

Dokładnie w takim tonie utrzymany był list wysłany do mediów i instytucji publicznych przez wiceprezesa Huaweia. „Utrzymywanie kontaktu z przyjaciółmi, bliskimi czy współpracownikami stanowi podstawę naszego życia. Właśnie dlatego ułatwiamy Wam pozostawanie w kontakcie. Od ponad 16 lat swojej obecności w Polsce Huawei wspiera tutejszych operatorów telekomunikacyjnych, przedsiębiorców i 38 milionów Polaków, sprawiając, że komunikacja staje się dostępna dla wszystkich. (...) Jesteśmy z Wami od lat. (...) Prosimy o traktowanie równe i uczciwe”.

Ton tego listu na pierwszy rzut oka brzmiał dosyć rozpaczliwie. Niech nikogo to jednak nie zmyli. Huawei doskonale wie i rozumie, jakie argumenty mają największą szansę trafić na podatny grunt. „W Polsce ulokowaliśmy swoją siedzibę regionalną na 28 krajów. (...) Łącznie (pośrednio i bezpośrednio) tworzymy tu ponad 3000 miejsc pracy. W samym 2018 roku zapłaciliśmy w Polsce 182 miliony złotych podatku VAT i 100 milionów złotych CIT, a na lokalne zakupy wydaliśmy 319 milionów złotych. To tylko jeden rok i ponad pół miliarda złotych, które zostają tu, w Polsce” – pisał Kędzia. 

– Spłynęło, i do firmy i do mnie osobiście, dużo głosów wsparcia z rynku. Nie doczekaliśmy się żadnej oficjalnej odpowiedzi od nikogo z rządu – wiceprezes Huaweia mówi gorzko o efektach, jakie przyniósł ten list. Ale efekty jednak były i to bardzo wyraźne. Zaczął się prawdziwy wysyp publikacji w mediach i kolejnych apeli izb i stowarzyszeń branżowych. Niemal wszystkie w tym samym tonie: o stratach, jakie poniesie Polska. Przypominające, że wykluczenie największego dostawcy z bezsprzecznie najnowocześniejszymi i najtańszym sprzętem odbije się bezpośrednio na operatorach, a pośrednio oczywiście i na klientach. Publikacje powtarzające wyliczenia chińskiej firmy, jak duże mogą być koszty zbanowania chińskiego producenta. A te robią wrażenie. 

Pełzający monopol

Wspomniany KIGEIT wylicza je na 18,5 mld euro. Ogromna suma. Tak ogromna, że po opublikowaniu tego tekstu Izba jednak wycofała się z wyliczeń. Sam Huawei oficjalnie mówi niby skromniej bo o 15 mld złotych dodatkowych kosztów dla operatorów. – To koszty wymiany sprzętu, zakupu nowego w sytuacji monopolu na rynku, a więc zapewne też wzrostu cen i oczywiście zatrudnienia do tej operacji odpowiednich ludzi. Nic więc dziwnego, że operatorzy są przerażeni wizją ewentualnego wejścia w życie nowego prawa w proponowanej formie. U części z nich mogłoby to wręcz zachwiać płynnością finansową – mówi Kędzia. 

Oficjalnie telekomy robią jednak dobrą minę do złej gry i twierdzą, że nawet najtrudniejszy scenariusz, czyli wyczyszczenie całej sieci z Huaweia, może nie być taki kosztowny. – Przecież 3G i tak niedługo będzie wygaszane, a sprzęt dla 4G już się w dużej mierze zamortyzował – słyszymy od kolejnych ekspertów z najważniejszych firm. Co więcej Play, który – co nie jest żadną tajemnicą – jest najbardziej uzależniony od chińskiego sprzętu, swoje koszty związane z takim wymuszonym czyszczeniem wyliczył oficjalnie na 900 mln zł. 

Tyle że wkrótce po tym wyliczeniu pojawiła się informacja, że firma ma być przejęta przez francuską grupę Iliad. Operator niewątpliwie chciał się zaprezentować z ekonomicznie silniejszej strony. – Gdy do kosztów droższego sprzętu i konieczności wymiany starego dołożymy jeszcze potencjalnie wyższe ceny za częstotliwości na 5G, a takich się spodziewa rynek w związku z anulowaniem aukcji, to może się rzeczywiście robić trudno – ostrzegają eksperci operatorów. Co więcej, od jednej z firm słyszymy, że wysłała prośbę o komentarze do ustawy do 51 izb i organizacji. Im ich więcej spłynie, tym rząd będzie miał więcej do rozważania i tym samym - jak liczą telekomy i samo Huawei - namysłu do opamiętania. Choćby pod kątem czasu na wymianę starego sprzętu od Huaweia. Rząd daje na to 5 lat. 

– 10 lat. To realny scenariusz, jeśli rozważamy wykluczanie Huaweia – uważa jednak Kędzia. 

– Ale czy pan naprawdę wierzy, że argumenty ekonomiczne będą miały wpływ na to, czy polski rząd zdecyduje się, czy nie na działanie, którego nadrzędny cel jest czysto polityczny?

– Muszę wierzyć w to, że racjonalne argumenty będą miały siłę przebicia – podkreśla Kędzia i dodaje:

– My ze swojej strony robimy wszystko, co możemy, by przekonać, że gramy w czystą grę. Brytyjczycy chcieli, byśmy pokazali nasze kody. Zgodziliśmy się i od lat mamy w Wielkiej Brytanii specjalne centrum cyberbezpieczeństwa. Nigdy nie wykryło ono śladów żadnych backdoorów. Niemcy chcą certyfikacji urządzeń do budowy sieci 5G i jak najbardziej temu przyklaskujemy. Rozumiemy potrzeby związane z przejrzystością i bezpieczeństwem. Rozumiem też osobiście, w jakiej sytuacji jest Polska i reszta regionu. Ale nie mogę zrozumieć, dlaczego do załatwiania problemów Stanów Zjednoczonych pozwala się wykorzystywać rząd europejskiego państwa? Przecież na koniec dnia ten koszt będzie musiał zostać przerzucony na użytkowników końcowych – na „statystycznego Kowalskiego”. To on zapłaci w rachunku za telefon za zbędne miliardowe wydatki swojego operatora – mówi menedżer Huaweia.

Według niego wszystko to, co dzieje się wokół Huaweia, to „niespotykana we współczesnej historii zmasowana kampania”. – Nie możemy jej odbierać inaczej niż jako mającej na celu wyrugowanie Huaweia z zachodnich rynków. Jej polską odnogą jest projekt ustawy, który przygotowano pod dyktando politycznego partnera zza wielkiej wody, bez konsultacji z tymi, których dotknie on w największym stopniu i obciąży gigantycznymi kosztami. Nie chodzi o to, że takie kolejne działania mogą doprowadzić do zniszczenia całej firmy. Ale Stany Zjednoczone poprzez swoje działanie jedynie pogłębiają globalne podziały i jeśli im się powiedzie, wzmocnią tylko izolację Chin – uważa Kędzia i tłumaczy, że Huawei wypychany ze Stanów i Europy kolejnymi czarnymi listami, zakazami dostaw, lokalnymi banami będzie zapewne musiał skupić się na rynku chińskim, rynkach azjatyckich czy afrykańskich. A więc to USA blokują dalsze otwieranie się firmy na zachodnie wartości. 

Dopiero w tym momencie Kędzia zaczyna się odnosić do clue gry, w której i Huawei, i Polska stoją na globalnej szachownicy. I czasem trzeba na niej poświęcić kilka pionków lub nawet gońca by ochronić królową.

Ile Chin w Huaweiu

Huawei po chińsku oznacza „wspaniały”, ale także „chiński”. I ta jego chińskość dzisiaj firmie najbardziej ciąży w byciu dalej wspaniałym. – Huawei podkreślając, że nie jest powiązany z chińskim państwem, że jest zwykłą prywatną firmą, że zależy jej tylko na tym by swobodnie biznesowo działać, sprytnie ustawia dyskusję. Kluczowe nie są jej powiązania z państwem, a z Komunistyczną Partią Chin – zauważa Jakóbowski i podkreśla, że owszem, jest to prywatna firma tyle, że w przypadku chińskich przedsiębiorstw prywatność jest czymś innym niż na zachodnich rynkach. – W obecnym kształcie Chin nie ma żadnych ważnych decyzji, na które nie miałaby wpływu i kontroli Partia. To ona jest tym, co spina pojedyncze systemy tego organizmu – tłumaczy ekspert i dodaje, że polityczno-partyjny element ciąży na każdym chińskim przedsiębiorstwie.

– System polityczny Chin idzie w szalenie niebezpieczną stronę. Wystarczy wziąć pod uwagę to, co się dzieje w prowincji Xinjiang w stosunku do mniejszości Ujgurów. Przecież ich traktowanie, obozy, w których są przetrzymywani mają nie tylko aspekt humanitarny. Ci ludzie są także wykorzystywani do karmienia algorytmów i sztucznej inteligencji. Chińskie firmy mogą korzystać z ich danych i biometrii, by opracowywać techniki i rozwiązania, nad którymi firmy w świecie zachodnim nie mogą na takim poziomie pracować. W efekcie Chiny mają ogromną przewagę w technologicznym wyścigu – podkreśla Jakub Jakóbowski i dodaje, że dziś Zachód ma tego coraz większą świadomość. Wiedza o tym, w która stronę zmierza chiński system polityczny, powoduje, że coraz więcej decyzji podejmowanych jest w oparciu o zupełnie inne kwestie niż tylko taniość.

– Okazuje się, że jednak nie można na wszystko patrzeć tylko poprzez perspektywę cenową. Kończą się już neoliberalne czasy, w których efektywność i zadowolenie konsumenta są nadrzędne – mówi ekspert OSW.

Bartosz Paszcza, ekspert ds. cyfryzacji z Klubu Jagiellońskiego, zapytany o to czy dla polskiego rządu też skończyły się już takie czasy, lekko wzdycha. –Jesteśmy w środku rekonstrukcji rządu i likwidacji Ministerstwa Cyfryzacji. Do problemów natury ekonomicznej i geopolitycznej dochodzą jeszcze nasze wewnętrzne przetasowania – mówi ekspert. – Ale ewidentnie widać, że atmosfera się zmienia. Szczególnie patrząc na Niemcy. To nie tylko najsilniejsza europejska gospodarka, ale także państwo w Europie, które jest najbardziej oporne na amerykańskie naciski – dodaje Paszcza. 

Jak to robią inni? 

Rzeczywiście Niemcy mimo kolejnych nacisków administracji Trumpa uparcie utrzymywały, że będą utrzymywać zasadę wolnego rynku. – Dokładnie w takim tonie był utrzymany niedawno upubliczniony niemiecki dokument dotyczący oceny dostawców infrastruktury krytycznej. Niespodziewanie jednak przed kilkoma dniami najnowsza wersja projektu ustawy o bezpieczeństwie informatycznym wskazała, że rząd Niemiec jednak zmienił podejście do Huaweia. Nadal wprawdzie nie blokuje temu producentowi – jak i zresztą żadnemu innemu – dostępu do rynku, ale procedury biurokratyczne będą prawdopodobnie tak skrojone, by zniechęcić operatorów do korzystania z chińskiego sprzętu – podkreśla Paszcza. 

Na dopuszczenie do budowy sieci piątej generacji sprzętu danego dostawcy mają zgodzić się jednogłośnie urząd kanclerski i trzy ministerstwa: spraw wewnętrznych, zagranicznych i gospodarki. To odwrócenie zasad proponowanych jeszcze kilka tygodni temu, które wymagały jednomyślności przy wykluczaniu producentów sprzętu. – Ta nagła zmiana nastrojów daje sporo do myślenia – podkreśla ekspert.

Póki co działające jeszcze Ministerstwo Cyfryzacji, które za chwilę trafi pod pod bezpośredni nadzór premiera, będzie musiało jakoś przetrawić nawał opinii krytykujących nowe prawo od każdej możliwej strony. Od łamania zasad państwa prawa, poprzez brak zbadania wpływu na gospodarkę, na ewentualnym pogorszeniu kontaktów z Chinami kończąc. 

– Kluczowe jest to, jak podejdzie się do zakomunikowania Chinom decyzji. Czy mówimy, że to twardy ban, bo są komunistycznym państwem, czy zrobimy to raczej jak Francuzi. Kiedy na początku września do Paryża przybył minister spraw zagranicznych ChRL Wang Yi od Macrona nie usłyszał nic o banach. Ale za to dostał wyraźną informację, że Francja jako europejskie państwo będzie promowała europejskich dostawców. I na to Chiny już nie miały argumentów, bo same robią dokładnie to samo – podkreśla Jakóbowski. 

Tagi:
przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst