SW+

Stany liczą na nowy Cud nad Wisłą. Oto suma wszystkich gier i gierek wokół 5G w Polsce

Im więcej jest szumu wokół TikToka, tym ciszej w temacie Huawei. A przecież dla Stanów Zjednoczonych kluczowy jest nie tyle serwis społecznościowy z krótkimi wideo, co powstrzymanie Chin w ich nieuchronnym podboju świata. Podboju, w którym znacząca jest sieć 5G.

Nie ma co się oszukiwać - wycieczka Mike'a Pompeo, nazywanego „antychińskim jastrzębiem Trumpa”, po Europie Wschodniej nie jest przypadkowa. Podobnie jak przypadkowa nie jest jego wizyta w Polsce właśnie 15 sierpnia. Przyjazd sekretarza stanu w 100. rocznicę Bitwy Warszawskiej będzie dla polskiego rządu ważnym propagandowym chwytem. 

Stany zaś liczą na kolejny Cud nad Wisłą. Czyli na to, że Polska jako pierwsze państwo w Unii Europejskiej zdecyduje się wraz z nimi pójść na zwarcie z Chinami i wykluczyć Huawei z budowy sieci 5G. 

Bo choć wizyta ma się oficjalnie toczyć wokół zwiększenia liczby amerykańskich żołnierzy w Polsce, nie to będzie w niej najważniejsze. Kluczowe jest, czy i jakie decyzje zapadną wokół sieci 5G. - To, że tematyka Chin będzie numerem jeden tej wizyty, jest oczywiste. Nie bez powodu przyjazd ma miejsce ledwie kilka dni po tym, jak administracja Donalda Trumpa ogłosiła program „Clean Network” („Czysta Sieć” - przyp. red.) zakładający oczyszczenie sieci z chińskiego sprzętu i oprogramowania - słyszymy od kolejnych ekspertów i urzędników związanych z kwestiami cyfryzacji. 

W praktyce konflikt mocarstw ogniskuje się wokół tego, że USA nie chcą, aby chiński koncern Huawei dostarczał technologię do budowy sieci nowej generacji. Administracja Trumpa już zakazała wykorzystania chińskiej technologii w amerykańskich sieciach telekomunikacyjnych. A teraz - i temu służy tournée Pompeo po Europie - naciskają na sojuszników, by poszli w ich ślady. 

Wizja blokady największego dostawcy sprzętu dla infrastruktury telekomunikacyjnej zaczęła też poważnie straszyć polski rynek. 

Nie-nie TikTok 

Art 66a 1. „Kolegium może przeprowadzić na wniosek członka Kolegium ocenę ryzyka dostawcy sprzętu i oprogramowania istotnego dla cyberbezpieczeństwa podmiotów krajowego systemu, zwaną dalej „oceną”.

Tak zaczyna się kilka artykułów w nowelizacji ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa, których screeny od kilku dni trafiają do kolejnych dziennikarzy. Screeny, bo nowelizacja wciąż nie jest oficjalna, ale im bardziej nieoficjalna się staje, tym większe budzi emocje.

Choć nazwa tego nowego prawa nie brzmi szczególnie seksownie i przepisy, jakie wprowadza, też niekoniecznie rozpalają masową wyobraźnię, to jednak dotyczą one niezwykle ważnej kwestii. A mianowicie tego, jakie firmy i z jakich państw będą mogły dostarczać oprogramowanie i sprzęt dla krajowego systemu cyberbezpieczeństwa. W tym systemie są m.in. podmioty z sektora energetycznego, transportowego, zdrowotnego czy bankowości, czyli faktycznie ważne dla funkcjonowania państwa. 

Kiedy nowelizacja wyciekła, w mediach posypały się teksty: „polski rząd szykuje ban na TikToka”, „aplikacja będzie zakazana”, „TikTok na celowniku Ministerstwa Cyfryzacji”. Artykuły o tym, jakoby te przepisy miały zablokować w Polsce TikToka, opublikowała Wirtualna Polska, a po kilku dniach dokumenty „ujawnił” także Wprost. Tyle że te „ujawnione” dokumenty mówią o „dostawcy sprzętu lub oprogramowania”. Ukochany przez nastolatków serwis wideo nie jest ani jednym, ani drugim. A już na pewno nie dostarcza operatorom usług kluczowych, których działanie mogłaby taka nowelizacja regulować. 

Ale i tak warto im się szczegółowo przyjrzeć. Kluczowy jest zapis mówiący o tym, że firma dostarczająca sprzęt lub oprogramowanie może być oceniana pod kilkoma kątami. Jakimi? Czy „znajduje się pod wpływem państwa spoza Unii Europejskiej”, jak wygląda „prawodawstwo tego państwa w zakresie ochrony praw obywatelskich i praw człowieka”, jak oceniane jest jego „prawodawstwo w zakresie ochrony danych osobowych”, jaką ma strukturę własnościową dana firma i jak oceniana jest „zdolność ingerencji tego państwa w swobodę działalności gospodarczej dostawcy”.

Na tej podstawie kolegium ds. cyberbezpieczeństwa (w jego skład wchodzą pełnomocnik rządu ds. cyberbezpieczeństwa, szefowie MSW, MON, MSZ, KPRM i BBN oraz minister ds. informatyzacji) ma przeprowadzać ocenę ryzyka skorzystania z danego dostawcy. Poziomy takiego ryzyka miałyby być cztery: wysokie, umiarkowane, niskie i brak ryzyka. 

W dokumentach, które wyciekły, nie ma informacji, jakie konsekwencje pociąga za sobą uzyskanie oceny wysokiego ryzyka. Zapewne takim następstwem mogłoby być skierowanie wniosku do podmiotów krajowego systemu o to, by z usług ryzykownego dostawcy nie korzystano. 

Wystarczy jednak nawet pobieżne wczytanie się w przepisy, by wyczytać z nich jedną kluczową informację: podpunkty dotyczące oceny ryzyka wyglądają jak zaprojektowane pod jedną konkretną firmę. Huawei.

Zasłona dymna

To Huawei zarejestrowany jest w Chinach, których reżim jest oskarżany o łamanie praw człowieka. To Huawei od lat dotyczą kontrowersje związane z założycielem Renem Zhengfei, który zanim został przedsiębiorcą, był oficerem Armii Ludowo-Wyzwoleńczej. To struktura własnościowa tzw. akcjonariatu pracowniczego jego firmy wciąż budzi wiele wątpliwości. 

Wszystko to wskazywałoby jednoznacznie, że tak konstruując przepisy, rząd nie bezpośrednio, ale jednak praktycznie chce przepchnąć straszaka na Huawei. Ważnym elementem nowelizacji jest to, że w skład krajowego systemu cyberbezpieczeństwa wchodzą konkretne instytucje i branże, wśród których nie ma telekomów.

- Oczywiście rząd mógłby też znowelizować ustawę i dopisać telekomunikację do krajowego systemu cyberbezpieczeństwa. Tyle że nie ma jej też w unijnej dyrektywie o cyberbezpieczeństwie, więc byłoby to działanie mocno na wyrost - oceniają eksperci ds. telekomunikacji, z którymi konsultowaliśmy te przepisy. 

Bez tego cały projekt wygląda raczej jak mocno początkowa wersja wstępu do prac legislacyjnych. A TikTok? Cała awanturka wokół niego stwarza wrażenie zasłony dymnej. - Przecież nikt w rządzie nawet nie wie, co to właściwie jest. A już na pewno teraz, gdy każde dotknięcie kwestii wolności słowa w sieci kończy się awanturą o cenzurę, nikt nie będzie za taki temat się zabierał - słyszymy jednoznacznie od kilku ważnych urzędników związanych z cyfryzacją. 

Czym innym jest waga TikToka dla Amerykanów na ich podwórku, a czym innym TikTok w innych państwach, w tym w Polsce. Nie bez powodu Microsoft ogłaszając chęć odkupienia TikToka od właściciela, czyli firmy ByDance, mówił o części serwisu działającej w Stanach, Kanadzie, Nowej Zelandii i Australii, a nawet słowem nie zająknął się o Europie. 

Ale im więcej się mówi o banie na TikToka i cenzurowaniu sieci, tym mniej oczywiście słychać o Huawei. A przecież to ten chiński potentat rynku telekomunikacyjnego już jest największym dostawcą sprzętu do budowy infrastruktury sieci telekomunikacyjnych w Polsce i potencjalnie też kluczowym dostawcą do budowy sieci 5G. 

I to on jest wrogiem numer jeden dla Stanów Zjednoczonych. Geostrateg Jacek Bartosiak nie ma najmniejszych wątpliwości:

- Wszystkie te tarcia są elementem wojny między Stanami Zjednoczonymi a Chinami o dominację na świecie. A dziś ta dominacja rozgrywa się w dziedzinie nowych technologii. Przez lata, ba, dekady dominowało USA, aż trochę niespodziewanie Chiny z 5G, Huawei, TikTokiem, WeChatem zaczęły je albo doganiać, albo wręcz wyprzedzać. Są one niezwykle ważnym elementem czwartej rewolucji technologicznej - opowiada ekspert i założyciel Strategy&Future oraz dyrektor programu Gier Wojennych i Symulacji Fundacji Pułaskiego.

- I co niezwykle ważne, te chińskie rozwiązania, usługi i produkty są coraz częściej po prostu lepsze niż oferta amerykańska czy zachodnia. Chiny budują swoje kolejne globalne, technologiczne championy, przejmują nimi kolejne dziedziny cyfrowego życia także na europejskim czy amerykańskim podwórku. A to pozwala im walczyć o pozycję dominanta - mówi Bartosiak. 

To dlatego USA od lat walczy wśród swoich sojuszników o wykluczenie Huawei właśnie z kluczowych inwestycji związanych z siecią nowej generacji. Co prawda nieszczególnie skutecznie. Póki co jedynie Wielka Brytania faktycznie zdecydowała się pójść w ślady USA, tyle że nawet i tam nie zdecydowano się na drastyczne wycięcie Huawei za jednym zamachem. W połowie lipca szef brytyjskiego rządu ogłosił, że anteny Huawei mają zostać usunięte z systemów telekomunikacyjnych królestwa do 2027 roku.

Europejskie tournée

Póki co nie widać też pod tym względem spektakularnych sukcesów tournée Pompeo po Europie. Owszem, dołączyć do programu „Clean Network” zdecydowała się wczoraj Albania, ale nie jest to raczej szczególnie ważny rynek ani dla Chińczyków, ani Amerykanów. 

Do Czech amerykański sekretarz stanu przybył z takim samym przekazem, jak do Polski: w ramach oporu przed rosyjskim i chińskim autorytaryzmem namawiał, by nasi południowi sąsiedzi wykluczyli Huawei z budowy sieci 5G. 

Tyle że jak podaje dziennik Hospodářské noviny - bezskutecznie. Amerykanie mieli przygotować dwa wersje porozumień: jedno skierowane przeciwko Huawei, a drugie wykluczające Chiny i Rosję z konkursu na budowę elektrowni jądrowej Dukovany. 

Premier Czech Andrej Babiš jednak jasno zapowiedział: - Choć Stany Zjednoczone chciałyby mieć preferencyjne warunki, to konkurencja musi być transparentna i przejrzysta.

Nie zapadły też żadne nowe i jednoznaczne decyzje dotyczące Huawei w Słowenii i Austrii. Jeszcze mniej sprzyjająca amerykańskim ambicjom jest świeżutka decyzja Niemiec. Tamtejsza Federalna Agencja ds. Sieci opublikowała w tym tygodniu projekt katalogu wymagań bezpieczeństwa funkcjonowania sieci telekomunikacyjnych i przetwarzania danych. Dokument ten ma m.in. regulować kwestie cyberbezpieczeństwa sieci 5G. W katalogu jest sporo technicznych wymogów dot. m.in. certyfikacji, monitoringu bezpieczeństwa czy zatrudnienia przeszkolonych ekspertów. Jednak nie ma tam ani słowa o jakichkolwiek ograniczeniach związanych z pochodzeniem dostawcy. 

- Europejskie rządy nie chcą podejmować takich jednoznacznych zobowiązań i próbują rozgrywać USA. Owszem, oficjalnie przyznają rację, przytakują, ale migają się od drastycznych decyzji o wykluczaniu chińskich dostawców - tłumaczy Bartosiak.

- Przeciągają sprawy, jak choćby w kwestii dostaw sprzętu do budowy sieci 5G. Mówią: poczekajmy do 2023 czy 2024 roku, bo na tak długo mamy podpisane umowy na dostawę hardware'u. Przekonują, że odbieranie jakimś firmom dostępu do ich rynków byłoby niezgodne z prawem ochrony konkurencji. Opowiadają, jak duże poniosłyby z tego powodu straty nie tylko lokalne gospodarki, ale także europejskie firmy, w tym telekomy - dodaje ekspert. 

Rynek nie chce wykluczeń 

O decyzjach Niemiec i Czech z niemałą satysfakcją donosili PR-owcy pracujący dla polskich telekomów. Nic dziwnego, bo decyzja o wykluczeniu chińskiej firmy przyniosłaby im konkretne i najprawdopodobniej bardzo duże straty.

Prezes T-Mobile w trakcie ogłoszenia wyników finansowych za drugi kwartał 2020 roku wprost powiedział, że ewentualna blokada Huaweia negatywnie wpłynie na konkurencyjność na rynku. Podniesie to również koszty budowy sieci 5G oraz wprowadzi komplikacje od strony technicznej.

Ryszard Hordyński, dyrektor ds. strategii i komunikacji Huawei Polska, mówi nam, że na każdego z trzech operatorów mocno korzystającego z ich sprzętu koszty wykluczenia jego firmy mogłyby sięgnąć nawet kilku mld zł. Od urzędników związanych z telekomunikacją słyszymy raczej o 2 mld zł na jednego operatora. Obie kwoty choć drastycznie różne i tak świadczą o tym, że utrata sprzętu od Huawei stanowczo nie jest w interesie rynku telekomunikacyjnego. 

- Zresztą ktoś musiałby operatorom takie poniesione straty zrekompensować. Czy naprawdę stać budżet polskiego państwa na to, by wypłacać takie kwoty? - podkreśla Hordyński.

Rok temu Liu Guangyuan, ambasador Chin w Polsce, w rozmowie z chińskim dziennikiem „Global Times” ostrzegał, że po ewentualnej rezygnacji z Huawei koszt usług telekomunikacyjnych w Polsce może wzrosnąć ponad dwukrotnie, a cała nasza gospodarka może stracić nawet 8,5 mld zł. 

Polityczne tarcia

Ale o dziwo niekoniecznie kwestie stricte ekonomiczne mogą być najsilniejszym hamulcowym amerykańskich nacisków. Znacznie większe znaczenie może mieć to, że w obrębie samego rządu ścierają się dwie siły i wizje tego, jaka powinna być nasza polityka względem wojny USA-Chiny.

Na zewnątrz możemy wyglądać jak monolit jasno wspierający w tym temacie USA. To w końcu przecież ubiegłoroczne zatrzymanie Weilinga „Staszka" W. byłego dyrektora Huawei Polska i Piotra D. eks kapitana ABW pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Chin, są póki co jednymi z mocniejszych argumentów wytaczanych globalnie przeciwko tej firmie. D. od roku jest już na wolności wypuszczony za kaucją, Chińczyk wciąż siedzi w areszcie.

- To już półtora roku bez postawienia mojemu klientowi konkretnych zarzutów. Wciąż tylko przedłużany jest areszt tymczasowy. Rozważamy więc skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka - mówi nam mecenas Bartłomiej Jankowski obrońca W.

Według krytyków amerykańskiej wojny z Chinami ten przedłużany areszt bez procesu jest dowodzi tego, że ani Amerykanie ani Polacy nie mają twardych argumentów a powiązania Huawei z chińskim reżimem.

Mimo to antychińska postawa premiera Mateusza Morawieckiego jest szeroko znana. To od niego zresztą wyszedł do tej pory najmocniejszy proamerykański gest, czyli niedawny artykuł opublikowany w brytyjskim „Daily Telegraph”. Morawiecki jednoznacznie podzielał w nim stanowisko USA ws. 5G.

Premier pisał w nim tak: - Musimy się upewnić, że w Polsce jesteśmy chronieni przed zagrożeniami i słabościami wynikającymi z rozwoju 5G. Jesteśmy zwolennikami ekosystemu 5G opartego na zaufaniu. Stanowi ono podstawę każdego systemu, który jest nośnikiem najbardziej prywatnych informacji naszych obywateli i owoców własności intelektualnej.Budując ten ekosystem, stajemy przed pytaniem: komu ufamy? Wybory są oczywiste: w Europie mamy dwóch zaufanych europejskich dostawców, obie światowej klasy firmy z przejrzystymi praktykami biznesowymi opartymi na rządach prawa. Z drugiej strony natomiast są dwie firmy kontrolowane przez autorytarny reżim. 

Wniosek z tego tekstu był prosty: Polska nie chce 5G z Chińczykami. I choć Morawiecki pisał o tym, że polski rząd jest przekonany do takiej strategii, to w rzeczywistości jednomyślności brakuje.

O łagodzenie kontaktów z Chinami apelują wspólnie MSZ i Ministerstwo Rolnictwa. Oba resorty wskazują, że na szali są nie tylko nasze dyplomatyczne stosunki z Państwem Środka, ale także układy handlowe. W 2018 roku Polska sprzedała do tego najludniejszego kraju na świecie towary o łącznej wartości 2,6 mld dol., co jest drugim najlepszym wynikiem w całej Unii Europejskiej. O to, by coraz większy udział miała też produkcja spożywcza, mocno zabiega szef resortu rolnictwa Jan Ardanowski.

- Nie jest szczególną tajemnicą, że w przypadku zbanowania Huawei Chiny odpowiedzą równie kategorycznymi decyzjami gospodarczymi. Już teraz Polska ma tu bardzo złą prasę i coraz częściej jest opisywana jako taki pachołek USA - mówi nam jeden z polskich dyplomatów w Chinach. 

Także Pałac Prezydencki na czele szefem gabinetu prezydenta Krzysztofem Szczerskim optuje za łagodniejszą polityką wobec Chin. Już dwa lata temu w wywiadzie dla „Do Rzeczy” Szczerski mówił: - Z punktu widzenia Polski ważne jest, aby uważnie obserwować zmieniający się układ sił między mocarstwami, ale również widzieć, że w starciu wielkich frontów geopolityki naszym zadaniem jest znalezienie indywidualnej i bezpiecznej drogi współpracy z każdym z nich. 

Czysta sieć

Pewnym sposobem na to, by z jednej strony potwierdzić nasz bliski sojusz ze Stanami, ale równocześnie nie zaognić kontaktów z Chinami, byłoby pójście w łagodniejszą formułę regulacji rynku. Mamy przecież już podpisaną rok temu deklarację ze Stanami Zjednoczonymi, że w przypadku infrastruktury krytycznej będziemy stawiać na dostawców zaufanych.

- To oczywiście samo w sobie o niczym jeszcze nie świadczy, bo jest jedynie swego rodzaju polityczną deklaracją - podkreśla w wywiadzie z Bartoszem Paszczą z Klubu Jagiellońskiego Joanna Świątkowska, ekspertka ds. cyberbezpieczeństwa, adiunkt naukowy na AGH w Krakowie. Przypomina też czerwcowe rozporządzenie Ministerstwa Cyfryzacji o warunkach budowy sieci 5G, w którym resort nakazuje „stosować strategię skutkującą brakiem uzależnia się od jednego producenta”.

- Przeczuwam, że nie będzie wyłączenia jednego konkretnego dostawcy, ale być może pójdziemy w stronę solidnych rekomendacji związanych z weryfikacją bezpieczeństwa - mówi Świątkowska. 

Większość ekspertów jest pewna jednego: deklaracja dotycząca wdrażania programu „Czysta Sieć” będzie przez Stany wysoce oczekiwana. 

Być może antychiński kurs byłby nawet przeważający, gdyby nie jeszcze jeden ważny czynnik: wybory prezydenckie w Stanach. To Trump jest zwornikiem tak silnego starcia z Chinami. Joe Biden na pewno utrzyma też politykę ograniczania chińskich wpływów, ale jest pod tym względem znacznie mniej zacietrzewiony. Takie też płyną wnioski z oświadczenia Williama Evaniny, dyrektora Narodowego Centrum Kontrwywiadu i Bezpieczeństwa, według którego rosyjski wywiad gra na osłabienie kandydatury Bidena, a chiński przeciwko Trumpowi.

- Jeżeli więc okazałoby się, że jednak wygra Joe Biden, a my postawimy na drastyczne ograniczenie Huawei, zostaniemy jak ten Himilsbach z angielskim - ironizuje jeden z urzędników. 

Tagi:
przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst