REKLAMA
  1. Spider's Web
  2. Nauka
  3. Ekologia

Miało być ciepło i oszczędnie. To polskie osiedle stało się przepisem na dobre budownictwo

Ryzyko rosnących rachunków za prąd i ogrzewanie sprawia, że od dłuższego czasu wielu Polaków zastanawia się, jak lepiej i skuteczniej chronić ciepło w mieszkaniach i domach. Odpowiedzi na aktualne do dziś pytania już kilkadziesiąt lat temu szukali architekci. Twórcy katowickiego osiedla Walentego Roździeńskiego znaleźli je w… gwiazdach.

08.02.2024
10:44
katowice osiedle
REKLAMA

Cel był prosty: ludzie w mieszkaniach musieli mieć dostęp do słońca. I możliwość przewietrzania ich na przestrzał. Architekt Henryk Buszko w jednym z wywiadów opowiadał, jak wraz z Aleksandrem Frantą i Tadeuszem Szewczykiem zastanawiali się, jak zrealizować to w budynku na planie kwadratu.

REKLAMA

Wpadliśmy na pomysł, że trzeba zwiększyć liczbę naroży, zamiast kwadratowego budynku zrobiliśmy dwie plamy kwadratu, i jeden z nich przesunęliśmy o 45 stopni i mamy osiem narożników. Tak powstały Gwiazdy.

- mówił Buszko w rozmowie z katowice.naszemiasto.pl.

Ta niezwykła konstrukcja, inspirowana kosmosem zachwyca do dziś. „Gwiazdy” od razu przyciągają oko, a współczesne typowe blokowe malowanie wcale nie zabiera im uroku. Nawet na swój sposób podkreśla ich wyjątkowość. Architektom jednak wcale nie chodziło o efekciarstwo. Unikalny kształt sprawił, że w budynku zmniejszono straty ciepła o 30 proc. i każde z mieszkań, niezależnie od wielkości, może być skuteczniej przewietrzane. Na dodatek wysokie budynki były tańsze od proponowanych pięciokondygnacyjnych, bo zajmowały mniej powierzchni i traciły mniej energii na zewnątrz. Okazały się również tańsze w wykonaniu.

„Gwiazdy” stały się inspiracją, jak budować tak, aby mieszkania były bardziej przyjazne do życia

Pomysł z ośmioma narożnikami został przeniesiony do innego imponującego projektu architektów – katowickiego osiedla Tysiąclecia. Nie chcieli jednak robić dokładnie tego samego, więc postawili na półokrągłe balkony. „Gwiazdy” zamieniły się w „Kukurydze”, ale wspólny mianownik wciąż był taki sam: dobrze nasłonecznione, przewietrzone mieszkania, gwarantujące lepsze życie.

Co wówczas wcale nie było takie oczywiste. W latach 60. władze kazały budować bloki tak, aby na kilka mieszkań przypadała tylko jedna łazienka. To właśnie śląscy architekci postawili weto. Na jednym ze spotkań Jerzy Hryniewiecki (projektował Spodek czy stadion X-lecia w Warszawie) oburzał się mówiąc, że w wannie od biedy można się wyspać, ale w łóżku już się człowiek nie wykąpie. Łazienka miała być w mieszkaniu i już. Słowo architektów nie ważyło pewnie zbyt wiele, ale mieli wsparcie gen. Jerzego Ziętka. Ten polecił się nie przejmować się ustaleniami dodając, że „głupich jest dużo”. I faktycznie można było budować mieszkania z prywatną łazienka.

4H4 PH / Shutterstock

Takich przeszkód było więcej. W rozmowie z katowicką „Wyborczą” Buszko wspominał o tzw. ograniczeniach oszczędnościowych. Zakładały, że w żelbetowej konstrukcji wieżowca rozpiętość między podporami nie powinna przekraczać sześciu metrów. W innym przypadku trzeba użyć większej ilości stali, a to przecież kosztuje.

Przy takim założeniu nie da się zmieścić obok siebie dwóch pomieszczeń, np. kuchni i pokoju. O ile kuchnia mogła być trochę mniejsza, to pokój tracił wartości użytkowe. Przyjęliśmy więc rozpiętość o 30 cm większą

– opowiadał Buszko.

Reakcja Warszawy była jedna: architekci narazili państwo na straty. Należy więc zabronić im projektowania. Gen. Ziętek wysłuchał projektujących, którzy przekonywali, że tworzą mieszkania dla ludzi i te 30 cm jest kluczowe, by poprawić komfort. „Róbcie swoje” – polecił.

Nawet (a może właśnie szczególnie) z dzisiejszej perspektywy uderza, że architekci myśleli nie tylko o tym, dla kogo budują, ale i gdzie. Osiedle tysiąclecia stawiane było w dolinie Rawy, zadymianej przez pobliską Hutę Batory i chorzowskie Azoty. Z tego powodu lokalizacja była oprotestowywana – argumentowano, że ludzie nie powinni mieszkać tak blisko miejsc emitujących zanieczyszczone powietrze.

Osiedle tysiąclecia w Katowicach.

Architekci postanowili wykorzystać naturę

Ustawienie budynków na osi północ-południe miało doprowadzić do tego, że jedna strona będzie zawsze nasłoneczniona, a druga w cieniu. Różnica temperatur wywoła ruch powietrza. „Cudowne, naturalne oczyszczanie powietrza”, jak mówił Buszko, nie wszystkim jednak od razu przypadło do gustu. Na początku mieszkańcy wysoko ulokowanych mieszkań skarżyli się, że wiatr jest zbyt silny. Tyle że to nie błąd, a korzyść, bo mogli oddychać czystym powietrzem. Podczas gdy w okolicznych miejscach, gdzie nie wiało, zanieczyszczenia były odczuwalne.

Niektórym przeszkadzał też pobliski staw.

Ktoś niemądry wymyślił, że jakby je zasypać, to byłoby piękne miejsce na ogródki działkowe. Rzeczywiście, byłaby powierzchnia, ale ogródki i woda to co innego klimatycznie. Opinia z instytutu gospodarki wodnej była wtedy taka, że powierzchnia wodna zalewów daje wzmożoną wymianę termiczną.

- wspominał w rozmowie z katowice.naszemiasto.pl.

Skąd taka duża świadomość u architektów? „Zawsze wiedziałem, że trzeba szanować przyrodę” – mówił w swoim ostatnim wywiadzie Aleksander Franta (zmarł 1 maja 2019 r.) z designalive.pl. Przekonywał, że „architektura ma być odczłowieczą częścią przestrzeni, w której żyjemy” i zadaniem człowieka jest to, aby „w jak największym stopniu oszczędzać przyrodę”.

Podejście widać również w innym niezwykłym projekcie grupy – „piramidach” w Ustroniu. To zresztą kolejny pomysł gen. Ziętka. Kochał niedalekie Beskidy i chciał, żeby mieszkańcy Śląska mogli w tym rejonie podreperować zdrowie i odpoczywać. Zaprojektowane przez architektów uzdrowisko nie mogło psuć wyjątkowego krajobrazu.

To musiały być luźno ustawione budynki, zatopione w bogatej zieleni. Pierwotnie miały przypominać kamienne ostańce. Resztę wymusiła na nas natura. W górach jest zimą mnóstwo śniegu, więc dachy nie mogą być płaskie, ale skośnego też nie chcieliśmy, bo powstałaby typowa góralska chałupa. Zrobiliśmy więc model sześcianu, przecięliśmy go ukośnie i uzyskaliśmy dwie piramidy. To było to!

- mówił w rozmowie z "Wyborczą" Buszko.

„Dlaczego więc popadliśmy w faktyczny architektoniczno- klimatyczny imposybilizm?” – zastanawiał się Jarosław Szewczyk w tekście „Dziesięć lekcji architektury przyjaznej klimatowi” opublikowanym na łamach Autoportretu. Pytanie jest zasadne, bo przecież nie jest to tajemna wiedza. Człowiek wręcz od wieków nie walczył z naturalnymi uwarunkowaniami, a starał się do nich dostosować. Jeszcze w 1991 r., jak zwracał uwagę Szewczyk, w Polsce pojawiła się książka o wykorzystaniu energii słonecznej w budownictwie jednorodzinnym. Mimo tego ma się wrażenie, że myślenie kategoriami, którymi operowali Buszko czy Franta, odeszło.

To nie tak, że nie buduje się z myślą o wykorzystaniu naturalnych okazji. Maciej Franta, wnuk Aleksandra Franty, w rozmowie ze Spider’s Web+ mówił o realizacjach swojego biura, które stawia np. na duże balkony czy tarasy. Dają więcej cienia i pomieszczenia niżej nie są aż tak bardzo nasłonecznione, więc nie nagrzewają się. Efekt ekologiczny jest taki, że nawet w drogich apartamentowcach ich właściciele nie muszą instalować klimatyzacji.

Więcej na temat architektury przeczytasz na Spider's Web:

Nie wszystkie koncepcje doczekują się realizacji. Grupa Superhelix, autorzy opisywanego na łamach Spider’s Web domu z żaglami solarnymi, zaproponowała zielone przejście pomiędzy ruchliwymi ulicami w Krakowie. Projekt zakładał wykorzystanie naturalnego ciągu powietrza z kierunku ulicy Kalwaryjskiej do wyżej położonej Zamoyskiego. Wciągnięty pył filtrowany jest przez wertykalne ogrody zaprojektowane na elewacjach sąsiednich budynków oraz wzdłuż ściany osłonowej ukośnej windy. Projekty są, ale remont schodów ciągle jest na etapie przygotowania dokumentacji.

REKLAMA

I chociaż wraca się do takich koncepcji jak zielone dachy, to jednak nietrudno dojść do wniosku, że mało mówi się o tym, jak samo otoczenie może pomóc architekturze w tworzeniu przyjemniejszych miejsc do życia i spędzania czasu. Boli to tym bardziej, jeśli wspomina się dawne projekty, których twórcy na pierwszym miejscu stawiali osoby, które z przestrzeni będą korzystać. A nie, jak dziś, zysk ze sprzedaży.

zdjęcie główne: 4H4 PH / Shutterstock

REKLAMA
Najnowsze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA