REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Biznes
  3. Technologie

Elon Musk mówi, czyli kłamie. Oto jego największe obietnice

"Ten człowiek w życiu słowa prawdy nie powiedział" – na aż tak radykalne oskarżenie dowodów wprawdzie nie ma, ale jeśli prześledzi się obietnice Elona Muska związane z jego planowanymi działaniami, to okaże się, że niezły byłby z niego polityk.

Elon Musk mówi, czyli kłamie. Przypomniał jego największe obietnice
REKLAMA

Na Twitterze ktoś udostępnił pochwalną grafikę prezentującą rozwój firmy SpaceX. Zaczęło się 20 lat temu od chłopaków grających na gitarze przebranych za Mariachi, dziś jest prężna firma wysyłająca rakiety (a nawet samochód) w kosmos.

REKLAMA

Elon Musk podbił stawkę i napisał, że ma nadzieję, że za 20 lat na Marsie będą już samowystarczalne miasta. Wizjoner znowu przemówił? Czy faktycznie w ciągu najbliższych dwóch dekad człowiek nie tylko postawi nogę na Marsie, ale jeszcze się tam urządzi?

Już wcześniej Musk zapowiadał, że na Marsie człowiek pojawi się w 2029. Mamy kolejny termin, z którego można szefa Tesli czy SpaceX rozliczać. I na pewno znajdą się chętni, którzy to zrobią, bo wcześniejsze przewidywania Muska raczej się nie sprawdziły.

Krzysztof Łukasik zebrał na Twitterze kilka prognoz Elona Muska. Weryfikacja faktów jest dla miliardera więcej niż niekorzystna. Na przykład w 2014 roku zapowiadał, że już w 2015 roku 90 proc. Tesli będzie poruszało się autonomicznie.

W materiale możemy oglądać Teslę Model 3 wyposażoną w najnowszą wersję oprogramowania FSD (10.12.2), która pokonuje 110-metrowy odcinek prostej z prędkością 64 km/h (40 mil/h). Na jego końcu znajduje się manekin o wzroście i posturze dziecka. Cały test szczegółowo rozpisano tutaj. Próbę podobno przeprowadzano dziesiątki razy, w materiale wideo można zobaczyć trzy z nich. Każda zakończyła się tak samo – samochód odrobinę zwalnia, ale rozjeżdża manekina z prędkością ok. 40 km/h.

Można być szczęśliwym, że prognoza Muska się nie sprawdziła, bo kto wie – gdyby zapowiadana rewolucja się udała, Tesla miałaby na koncie naprawdę wiele ofiar.

Inne przypomniane przez Łukasika fakty są równie bezlitosne. Na przykład w 2017 Elon Musk zapowiadał, że w 2022 roku zostaną wysłane dwa statki towarowe na Marsa. Owszem, rok jeszcze się nie skończył, więc dopóki głowa Elona pełna marzeń, nie ma co się czepiać.

Ale jeśli chcecie być złośliwi, to Łukasik dodaje, że 5 lat temu padła jeszcze jedna deklaracja – na Marsa ludzie zostaną wysłani w 2024. Tak, tak, to się zmieniło i teraz nowy termin to 2029, ale 5 lat w jedną czy drugą – naprawdę chcemy czepiać się o takie szczegóły?

Jeszcze jak.

Łukasik przeanalizował wypowiedzi z ostatnich kilku lat, tymczasem najśmieszniejsze jest to, że praktycznie każda najnowsza deklaracja z miejsca jest weryfikowana na niekorzyść miliardera.

Ostatnio Musk sprzedał akcje Tesli w rekordowej dla siebie liczbie

Ruch wytłumaczył tym, że może potrzebować pieniędzy na zakup Twittera, więc nie chce później działać w panice. Tyle że do podobnej transakcji doszło w kwietniu, a wówczas Musk zapowiadał, że więcej takiego manewru nie dokona.

To byłoby zabawne, gdyby nie fakt, że podobne obietnice odbijają się na pracownikach Muska. Łukasik przypomniał również, że w 2018 roku po zwolnieniu 9 proc. pracowników więcej taka trudna decyzja się nie powtórzy. Oczywiście 7 proc. załogi wylądowało na bezrobociu rok później.

Wcześniej napisałem, że Elon Musk mógłby zostać politykiem, ale bardziej jednak pasuje na prezesa polskiego klubu piłkarskiego. W naszych sportowych warunkach, kiedy właściciel drużyny mówi, że aktualny trener cieszy się pełnym zaufaniem i poparciem, to znak, że jego następca już uzgadnia pensję i do zwolnienia szkoleniowca dojdzie lada moment. Gdy Musk zapowiada, że zwolnień nie będzie, pracownicy pewnie szybko odpalają amerykańską wersję pracuj.pl.

Musk dawniej: kupujcie Bitocina. Wiecie, jak to się skończyło?

W lipcu jego firma pozbyła się 75 proc. zapasów bitcoina. A przecież jeszcze w 2021 zapowiadał, że kryptowaluty są niezniszczalne.

Pomylił się? Teoretycznie nie, bo przecież istnieją. Ale że ledwo dyszą – to już inna historia.

Nazwijcie mnie hejterem, ale nie mogę pojąć, jak ktoś mający taki styl prowadzenia biznesu i strzelający kulami w płot, może być uznawany za wizjonera i zbawiciela planety. To naprawdę przykre, bo mając Muska za boga, wielu zapomina nie tylko o jego przywarach, ale też o tym, jak naprawdę działały jego biznesy – oparte nie na geniuszu jednostki, a bardzo często rządowych dotacjach.

Tyle że Musk nie jest dowodem na to, że prywatna firma dokonuje cudów dzięki wsparciu publicznych pieniędzy, a czegoś wręcz odwrotnego. Im szybciej zrzuci się Muska z piedestału, tym łatwiej będzie skończyć z mitem o zbawiających świat korporacjach, którym wszystko może być wolno, bo działają z myślą o ratowaniu ludzkości i są odpowiedzialne za postęp.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA