Biznes  /  Felieton

Gdyby nie podatki genialny Elon nie wysłałby Tesli w kosmos. Przekonaj mnie, że jest inaczej

Picture of the author

Wstawaj wcześniej, pracuj ciężej, bądź przedsiębiorczy - tak niektórzy widzą drogę do sukcesu. A przykładem dla nich jest choćby Elon Musk. To bardzo ciekawe, bo tak naprawdę szef Tesli i SpaceX jest wzorem na zupełnie inną opowieść. Bardzo różniącą się od tej popularnej.

Jedną z największych wartości reporterskiego cyklu Spider’s Web+ o CD Projekt RED jest pokazanie, że mit „od pucybuta do milionera”, jak śmieje się sam Adam Kiciński w ostatnim odcinku, jest… no właśnie, mitem. Sukces to bardziej skomplikowana sprawa. Wypadkowa pracy, talentu, ale też jednak szczęścia i pewnych, nazwijmy to, przywilejów.

No bo kto w latach 90. mógł pozwolić sobie na sprzedaż działki, zarabiając na tym 10 tys. dolarów, co pozwoliło rozpocząć biznes? A to nie koniec ułatwień. Przy okazji przełomowej polskiej wersji Baldur’s Gate niezwykle kluczowe okazały się kontakty ojca Marcina Iwińskiego, który pomógł w dogadaniu się z czołówką polskich aktorów.

Ludzie z CD Projekt RED mieli możliwości, których innych nie mieli

Wcale nie chodzi o to, aby ojcowie założyciele CD Projekt RED mieli się odciąć i z przesadną dumą stwierdzić: o nie, do wszystkiego dojdziemy sami! Wydaje się jednak, że ważna jest ucieczka od obecnie obowiązującej narracji na temat choćby właśnie twórców Wiedźmina i Cyberpunka pod tytułem „genialni twórcy z giełdy komputerowej” i pokazanie detali, jak w cyklu ekipy Spider’s Web+.

W tej nieprawdziwej, acz modnej opowieści do sukcesu dochodzi się wyłącznie talentem i przedsiębiorczością. Sęk w tym, że takie spłycanie tematu jest bardzo powszechne i pozwala wierzyć w kult bohaterskiej jednostki, która na własnych barkach dźwiga trud tego świata. Nie powiodło ci się? Być może za mało w tobie tej zawziętości, żyłki do biznesu, coś w tobie po prostu nie tak – mówią niejedne poradniki i rzekomo motywujące materiały.

Dlaczego to takie ważne? Bo legendy definiują to, jak rozmawiamy i rozumiemy pracę. Teraz dyskusja jest skrzywiona. Na przykład Polskie Towarzystwo Ekonomiczne wrzuca na swój profil facebookowy cytat z Elona Muska, który brzmi:

Pracuj tak ciężko jak to możliwe, to zwiększa szanse na sukces. Jeśli inni ludzie pracują 40 godzin w tygodniu, a ty 100 godzin, to ty w 4 miesiące osiągniesz to, co innym zajmie rok

Prawda, że proste? Dzięki temu Elon Musk w Polsce dla młodych już jest symbolem przedsiębiorczości, jak Bill Gates czy „Friz” z Ekipy. I przez to Zbigniew Hołdys w jednym ze swoich felietonów napisał, że gdyby „w USA ministrem finansów został Zandberg, Musk nie poleciałby na Marsa, a co najwyżej po piwo za róg”. To za sprawą drakońskich podatków, przez które „zostałby sponiewierany w opinii publicznej jako obrzydliwy bogacz, policja skarbowa nie wychodziłaby z sieni jego domu”.

Jak na dłoni widzimy główne problemy wytworzone przez kult genialnych jednostek. Z nich wyłania się następujący obraz. Utalentowani miliarderzy są niezwykle pracowici – a więc masz poczuć się gorzej, jeśli pracujesz mniej, a już tym bardziej, jeżeli pracujesz równie dużo, ale nie ma żadnych efektów – a przy tym samodzielni. Wszystko zawdzięczają sobie i tylko sobie, a nie państwu, jak te nieroby od zbiórek i 500+. Utopijny przedsiębiorca brzydzi się jakąkolwiek pomocą od rządzących, z dumą cytując powiedzenie o tym, że nie ma darmowych obiadów.

Na ironię zakrawa fakt, że akurat to Musk stał się symbolem właśnie takiego rodzaju przedsiębiorczości

Gdyby nie podatki, najprawdopodobniej genialny Elon nie wysłałby swojej czerwonej Tesli w kosmos. Głównie dlatego, że samochodowa firma by nie istniała – albo przynajmniej rozwijałaby się dużo wolniej. Poza tym bez wsparcia rządowej instytucji trudno byłoby realizować mu jakiekolwiek kosmiczne misje, tak jak to teraz dzieje się w przypadku SpaceX i współpracy z NASA.

Sam Elon Musk na pewno by nie zgodził się z Hołdysem na temat szkodliwości podatków. Wszak szef Tesli lobbuje u brytyjskich polityków za podniesieniem podatków od samochodów napędzanych silnikami spalinowymi. Zachęca też do dopłaty do elektryków rządu 3 tys. funtów. Oczywiście, Musk ma w tym interes, ale to dobrze pokazuje, jak duża różnica jest pomiędzy tym, jak założyciel SpaceX działa, a jak widzą go Polacy zapatrzeni w świat bez podatków.

W przypadku Muska publiczne wsparcie odgrywało niezwykle istotną rolę. W 2018 roku „The Times” wyliczył, że firmy miliardera takie jak SpaceX, Tesla i SolarCity z rządowych dotacji zgarnęły prawie 5 miliardów dol.  Dziś ta liczba jest już znacznie większa, choćby za sprawą kontraktu z NASA, wartego 2,9 mld dol.

Nigdy tego nie sprawdzimy, ale czy Elon Musk tak chętnie inwestowałby w Teslę, gdyby nie uzyskał przed laty miliardowej dotacji? Być może poszukałby partnerów, być może wstawałby jeszcze wcześniej, żeby zarobić więcej, a może machnąłby ręką i poszukał innego interesu.

Mariana Mazzucato, autorka książki „Przedsiębiorcze państwo”, na jednym ze swoich wystąpień podkreśliła, że innowacje bardzo często wymagają dłuższego okresu inwestowania, na które prywatny kapitał nie ma czasu. Zysk ma być przecież tu i teraz. Wówczas istotną rolę odgrywa państwo.

Potrzebna jest więc „cała sieć zdecentralizowanych agencji państwowych, które wspólnie z sektorem prywatnym współtworzą innowacje; czasem nawet w większym stopniu niż sektor prywatny”. By taki system funkcjonował, potrzebujemy jednak zmiany pojęć i na nowo ustalenia tego, kogo powinno nazywać się dzisiaj innowatorami. Na pewno nie genialne jednostki, działające samemu, bo to mrzonka – przecież Ameryka od dawna inwestowała publiczne pieniądze w innowacyjne przedsięwzięcia, jak pisała w „Przedsiębiorczym państwie” Mazzucato.

Wpisy Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego czy felieton Zbigniewa Hołdysa najlepiej pokazują, jak daleko nam do dyskusji o tym, kto i z kim jest prawdziwym innowatorem. Szkoda tylko, że ciągle jesteśmy na etapie powoływania się na miliarderów i nieśmiertelnej harówki. Tymczasem WHO niedawno potwierdziła, że przepracowanie nas zabija. Zamiast więc słuchać wypowiedzi Muska o wstawaniu wcześniej, lepiej wyciągnąć wnioski z tego, jak prywatny kapitał może działać z publicznym. Dla dobra nas wszystkich.