REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Technologie
  3. Sprzęt

Rój dronów śmiga po lesie. Chcieli odtworzyć sceny z filmów science fiction bez efektów specjalnych

Do sieci trafiło nagranie pokazujące cały rój dronów latających po lesie. Wyglądają przy tym niczym speedery z Powrotu Jedi, ale ich operatorzy do wykrywania kolizji nie używają jednak Mocy. Takim robotom wystarczą algorytmy identyfikujące przeszkody w czasie rzeczywistym.

Rój dronów w lesie
REKLAMA

Jedną z najbardziej zapadających w pamięć scen z szóstego epizodu Star Wars jest dynamiczny pościg szturmowców za bohaterami zamieszkanego przez Ewoki zalesionego księżyca Endor. Właśnie te ujęcia przywodzi mi na myśl film wideo z chińskiego bambusowego lasu, po którym śmigają autonomiczne drony.

REKLAMA

Czytaj też:

Nagranie jest dokumentacją eksperymentu przeprowadzonego przez Uniwersytet z Zhejiang, a odniesienia do Gwiezdnych Wojen, Prometeusza i Blade Runnera 2049 znalazły się w jego oficjalnym opisie na łamach Science Robotics. Autorzy chcieli odtworzyć sceny z filmów science fiction bez efektów specjalnych.

Rój dronów lata po lesie

Za eksperyment odpowiada zespół, któremu przewodzi Xin Zhou. Widzą ogromną liczbę zastosowań dla dronów, ale uznali, że zanim zaczną one być wykorzystywane na szeroką skalę, trzeba dopracować ich algorytmy wykrywania kolizji - zarówno z otoczeniem, jak i między sobą. Do tego konieczne są liczne testy.

Drony, aby były bezpieczne dla ludzi, muszą w czasie rzeczywistym dostosowywać się do trudnych warunków. Właśnie z tego powodu przetestowano, jak tym razem poradzi sobie 10 dronów nie na otwartej przestrzeni lub przygotowanym samodzielnie torze przeszkód, tylko w lesie pełnym naturalnych pułapek.

Drony i wykrywanie kolizji

Drony biorące udział w eksperymencie to maszyny przygotowane specjalnie w tym celu. Wyposażono je nie tylko we własny procesor, ale również w szereg czujników, w tym kamery wykrywające głębię oraz czujniki mierzące wysokość. Do tego dochodzi autorskie oprogramowanie wykrywające kolizje.

Co istotne, drony nie tylko wykrywają przeszkody, ale również synchronizują dane między sobą, aby uniknąć zderzeń w trakcie lotu. Wszystko opierają też o swoje własne czujniki, bez odwoływania się do GPS-u, dzięki czemu można byłoby je wysłać np. do miejsc, w których wystąpiło trzęsienie ziemi.

Stado dronów mogłoby również zająć się podnoszeniem bardzo ciężkich pakunków.

Warto przy tym dodać, że sam fakt wykorzystania kamer i sensorów do wykrywania przeszkód w dronach nie jest niczym nowym, a od jakiegoś czasu można je znaleźć w produktach marki DJI. Im droższy dron, tym czujniki obserwują większą liczbę kierunków (przód+dół, tył, boki, góra).

REKLAMA

W przypadku dronów komercyjnych do operatora należy decyzja, w jaki sposób dron powinien się zachować, gdy wykryje przeszkodę. W ramach jednego ustawienia można zdecydować, aby dron się zatrzymał, ale konsumenci mogą również wyrazić zgodę na to, aby dron sam ominął przeszkodę i wrócił na pierwotny tor.

Synchronizacja w czasie rzeczywistym wielu dronów to jednak kolejny krok, co otwiera zupełnie nowe możliwości, w tym w ramach wykorzystania ich w celach... militarnych. Jak podaje Science Alert, Amerykanie z Pentagonu organizują testy stada latających robotów we własnym zakresie i nie dzielą się ich wynikami.

Zdjęcie główne: NewScientist.com

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA