Wyobraź sobie życie spokojnego człowieka – 25 lat w fabryce papieru. Praca monotonna, ale stabilna; w kieszeni dwupasmowy portfel, w domu dwójka dzieci, żona gra w tenisa, a ty w wolnych chwilach pieczołowicie hodujesz swoje drzewka bonsai. Wszystko wydaje się niezmienne, bo "papier karmił nas przez ćwierć wieku… te pieniądze, które wydajesz, zostały wydrukowane na papierze, który sam wytworzyłem, a filtr papierosa, którego trzymasz w ustach, też jest z papieru!”.
I wtedy – bum! – jak domek z kart (tylko że z papieru), świat się wali. Zwalniają cię z pracy. Psy trafiają do schroniska, samochód ląduje w komisie, a żona do zupy dodaje ledwie wyczuwalne skrawki mięsa. Zaczyna się zaciskanie pasa. Najpierw w spodniach. Ale wkrótce pojawia się mroczna myśl: może ten pasek lepiej zacisnąć… nie na sobie, tylko na konkurentach, którzy równie rozpaczliwie próbują wrócić do pracy w tej samej dobrze prosperującej fabryce papieru.
To w telegraficznym skrócie fabuła (bez spoilerów!) filmu "Bez wyjścia", najnowszego dzieła koreańskiego reżysera Park Chan-wooka (w polskich kinach od 13 marca). Twórcy takich klasyków jak "Oldboy" czy "Służąca", powraca na wielki ekran z prawdziwym hitem. Film jest luźną adaptacją powieści Donalda Westlake’a "The Ax", ale różni się od oryginału (i wcześniejszych ekranizacji) humorem i współczesnymi wątkami – nikogo nie zdziwi, że redukcja głównego bohatera wynika z cyfryzacji i rozwoju narzędzi sztucznej inteligencji. Park Chan-wook mistrzowsko uchwycił lęk współczesnego człowieka, dla którego praca to nie tylko źródło utrzymania, ale też element tożsamości, etykietka przyklejona codziennie na czoło. W późnym kapitalizmie wielu z nas wierzy, że tyle jesteśmy warci, ile nam (albo za nas) płacą.
Domek z kart
Film funkcjonuje jak klasyczna satyra społeczna – zwyczajna, rozpoznawalna sytuacja stopniowo przeradza się w chaos, popychając bohatera na skraj szaleństwa. Ton oscyluje między lekceważącą ironią a ponurą beznadzieją, w zależności od sceny. Same zdjęcia i rzemiosło filmowe są imponujące, ale to, co naprawdę zachwyca (i jednocześnie przeraża) widza, to nieznośna aktualność tematu. Praca przestaje być oczywistością. Wbrew temu, co mogliby głosić i inni guru LinkedIna, nie wystarczy chcieć, wstawać wcześniej i pisać więcej postów – czasami nie da się po prostu „napisać” sobie zatrudnienia.
Korea Południowa, w której toczy się akcja „Bez wyjścia”, zmaga się nie tylko z kryzysem demograficznym, ale i ogromnym bezrobociem wśród młodych, często wykształconych ludzi. Ludzie nie chcą się rozmnażać, ale czasem wolą kończyć życie w drastyczny sposób (drobny spoiler!). Od prawie dwóch lat zatrudnienie młodych (do 30. roku życia) w Korei spada – obecnie pracuje zaledwie nieco ponad 60 proc. z nich. Oficjalna stopa bezrobocia wynosi 7 proc., ale wielu młodych ludzi jest zatrudnianych czasowo i na niestabilnych warunkach.
Podobny trend widać w Stanach Zjednoczonych. Amerykanie z tytułem licencjata stanowią jedną czwartą bezrobotnych. Wśród osób z dyplomem dwuletnim lub nieukończonymi studiami odsetek ten wynosi 9 proc., a wśród osób ze średnim wykształceniem – 11,9 proc. Tak źle nie było nawet podczas Wielkiego Kryzysu – wtedy ledwie 5,3 proc. absolwentów wyższych uczelni nie miało pracy, a największe cięcia dotykały głównie robotników.
Problemy białych kołnierzyków nie są czymś nowym. Pisze się o tym od dawna. Narracja o tym, że wykształcenie da ci pewną pracą sypie się jak domek z kart.
Biedni w bogatym kraju
Problemy z pracą wśród pracowników umysłowych ujawniają szerszy problem: zanikanie klasy średniej przy równoczesnym, galopującym bogaceniu się najlepiej sytuowanych.
Według danych Moody's Analytics, w drugim kwartale 2025 roku 10 proc. najzamożniejszych amerykańskich gospodarstw domowych odpowiadało za prawie połowę całej konsumpcji w kraju. To najwyższy poziom od 1989 roku, odkąd prowadzone są takie statystyki. W latach dziewięćdziesiątych ta sama grupa odpowiadała za mniej więcej jedną trzecią wydatków.
Wydatki 80 proc. Amerykanów wzrosły od pandemii o 25 proc. – tyle ile wzrosły ceny. Realnie więc ich sytuacja finansowa stoi w miejscu. Tymczasem wydatki górnych 10 proc. wzrosły o 58 proc., znacznie powyżej inflacji. Galopujące nierówności.
Dochody zwykłych pracowników spadają (mówiąc wprost: nie nadążają za inflacją), podczas gdy kadra kierownicza wykorzystująca AI do cięcia kosztów powiększa swój majątek. Najbogatsze 0,01 proc. oddala się od 0,1 proc., które z kolei oddala się od 1 proc. Mityczne 10 proc. to maksymalna grupa, którą stać na mieszkanie w San Francisco czy na Manhattanie. Tymczasem rośnie odsetek osób mieszkających w barakach albo pod mostem. Od 2016 roku liczba bezdomnych w USA rośnie, a w 2024 roku już prawie 800 tys. osób było bez dachu nad głową. W tym samym czasie przybyło ponad 379 tys. nowych milionerów.
Ale to nie sześciocyfrowy są prawdziwymi królami życia. Naprawdę bogacą się wąskie elity: raporty Oxfam oraz inne analizy nierówności pokazują, że niezwykle mała grupa najbogatszych dysponuje majątkiem porównywalnym – a czasem większym – niż łączny majątek biedniejszej połowy ludzkości, czyli około 3,5–3,8 miliarda osób. W zależności od roku badania, chodziło najpierw o zaledwie 8, a później o 26 najbogatszych ludzi na świecie, którzy skupiali w swoich rękach tak ogromne zasoby finansowe.
Ale obrazki mówią więcej niż liczby. Wystarczy krótki spacer po Los Angeles, albo lektura książki "Biedni w bogatym kraju. Przebudzenie z amerykańskiego snu" autorstwa Nicholasa Kristofa i Sheryl WuDunn (w Polsce książkę wydało wydawnictwo Czarne). Scena, gdy do bezpłatnego wyrwania – a nawet nie leczenia! – zębów przez dentystów-społeczników ustawiają się całodzienne kolejki, jest przeszywająca. Uśmiechnięta, bezzębna Ameryka pod flagą kryptowalut.
Ludzie widzą na dłoni, że pracując uczciwie i wytrwale, i tak nie kupią wymarzonego M-2. Płynnie, ku uciesze cwaniaków, przechodzimy od społeczeństwa opartego na produkcji i konsumpcji do społeczeństwa opartego na hazardzie. Ilustracja: shutterstock / Art_tata
Loteria dla ubogich
A jeśli o kryptowalutach mowa. Młodzi ludzie, którzy faktycznie męczą się w niskopłatnych pracach albo wręcz tkwią w bezrobociu, w epoce insta (Instagrama i insta-rozwiązań on demand) szukają swojego szczęścia w loterii.
Owszem, zawsze mówiło się, że kapitalizm to kasyno, a jeśli przed nami turbokapitalizm, lekko przechodzący w technofeudalizm, to mamy do czynienia z kasynem w baśniowo-instagramowym wydaniu.
Najnowsze badania ekonomistów z University of Chicago i Northwestern University wskazują, że młodzi ludzie, zwłaszcza pokolenie Z, coraz częściej zwracają się w stronę kryptowalut jako inwestycji wysokiego ryzyka ze względu na brak nadziei na osiągnięcie tradycyjnych kamieni milowych w finansach, takich jak posiadanie własnego domu. Ba, ludzie bez kapitału, napędzani pragnieniami przez media społecznościowe, podejmują bardziej ryzykowne działania inwestycyjne.
Czyli to nie jest tak, że młodzi nie mają pieniędzy, bo wydają na głupoty; ale chcąc mieć mieszkanie szukają, często rozpaczliwie, szans na szybki zysk. A na tym zarabiają wszyscy magnaci krypto rynków. Nową, masową, modą jest obstawianie na platformach predykcyjnych. Ba, można obstawić, że w 2026 roku powróci Jezus. Szanse wynoszą obecnie 3 proc. i wzrosły prawie dwukrotnie, z 1,8 proc. w 2025 roku.
Za tym wszystkim stoją ci cwaniacy: właściciele globalnych kasyn, spekulanci, sprzedawcy gównianych szkoleń, wszelkiej maści szamani AI, którzy obiecują, że po ich kursie zostaniesz panem swojego losu i prześcigniesz konkurencję.
Czy dziwię się, że młodzi grają w te głupie gry, choć nie wygrywają nawet głupich nagród? Wiara w karierę – w drogę, ciąg ciężkiej pracy i odpowiedzialności – powoli się kończy. Ludzie widzą na dłoni, że pracując uczciwie i wytrwale, i tak nie kupią wymarzonego M-2. Płynnie, ku uciesze cwaniaków, przechodzimy od społeczeństwa opartego na produkcji i konsumpcji do społeczeństwa opartego na hazardzie. Nie liczy się wykształcenie, trud ani znój. I tak nie odłożysz na wymarzony dom i samochód – którym jeździ jakiś typ z TikToka.
Zresztą, po co męczyć się na uczelni, skoro twoją pracę za trzy czy cztery lata zeżre sztuczna inteligencja? Lepiej pociągać za wajhę jednorękiego bandyty i liczyć na łut szczęścia. Dlaczego ma się udać? Komu jak komu, ale mi się uda! Jestem przecież wyjątkowy. Słyszę to codziennie dzięki kulturze terapeutycznej i mediom społecznościowym.
Te ostatnie mają ogromny wpływ na rozwój kultury hazardu: wytwarzają w nas i utrzymują pętlę dopaminową. Kultura szybkich nagród rodzi kulturę hazardu.
W Polsce eldorado hazardowe trwa w najlepsze. Tylko w 2024 roku przychody branży wyniosły 94,14 mld zł (w tym 16,5 mld zł na zakłady bukmacherskie). To rekordowy wzrost o 26,6 proc. w porównaniu z 2023 rokiem. Z danych resortu finansów i analiz rynkowych wynika, że najszybciej rośnie segment kasyn online – przychody kasyn internetowych wzrosły o ok. 34–35 proc., przekraczając 13 mld zł w 2024 roku. Hazard uprawia w Polsce prawie co trzeci obywatel, wydając przeciętnie ok. 5,75 tys. zł rocznie.
Nie zmierzamy w stronę bardziej egalitarnego społeczeństwa ani bardziej partycypacyjnej polityki. Pędzimy w przepaść technofeudalizmu, rosnącego bezrobocia i kultury hazardu. Ilustracja: shutterstock / Art_tata
Wielka gra
Nie ma co liczyć, że sytuacja się unormuje. Rynek – teoretycznie wolny rynek – sobie nie radzi. W niedawnej rozmowie z Jonem Stewartem, laureat Nagrody Nobla z ekonomii Richard Thaler wspomniał, że "ekonomia nie bierze pod uwagę tego, co najlepsze dla społeczeństwa" oraz że "celem ekonomii w kapitalizmie jest maksymalizacja zysków akcjonariuszy".
Nie zmierzamy w stronę bardziej egalitarnego społeczeństwa ani bardziej partycypacyjnej polityki. Pędzimy w przepaść technofeudalizmu, rosnącego bezrobocia i kultury hazardu.
Co to oznacza? Zacząłem od koreańskiego filmu, a skończę na koreańskim serialu – tam, gdzie trafiają wszyscy zadłużeni, spłukani, wyprani przez system ludzie. Na wyspie. Na takiej wyspie, jaką znamy z serialu "Squid Game". Życie w późnym kapitalizmie i udział w grze na śmierć i życie łączy wiara w łut szczęścia i kombinowanie.
Czy jestem w stanie wyobrazić sobie, że taki teleturniej stanie się rzeczywistością? Jak najbardziej. Dziś wizja, że gdzieś na świecie ludzie biorą udział w kuriozalnych konkurencjach i zabijają się ku uciesze bogaczy, wydaje się dystopią – albo teorią spiskową. Jeszcze kilka lat temu teorią spiskową wydawało się istnienie wyspy, na której bogaci i wpływowi wykorzystują dzieci.
A czy wspominałem, że w trzecim sezonie "Squid Game" miejscem akcji ma być Los Angeles? Przypadek? Nie sądzę.
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-02-20T11:04:52+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T10:03:02+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T09:55:11+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T08:01:16+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T07:20:30+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T07:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T06:16:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T06:12:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T06:10:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T06:05:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T06:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T22:24:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T21:43:48+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T20:55:33+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T20:44:26+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T20:23:58+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T19:37:58+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T19:04:17+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T18:36:01+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T18:11:52+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T17:51:02+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T17:09:31+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T16:38:33+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T16:22:04+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T15:49:18+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T15:19:34+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T14:54:43+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T13:38:25+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T12:44:12+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T11:30:23+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T10:53:18+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T09:31:16+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T09:01:36+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T08:08:52+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T08:00:11+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T07:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T06:21:27+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T06:20:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T06:15:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T06:12:00+01:00