REKLAMA

Wieżowiec-symbol z PRL-u idzie pod buldożer. Bronią go jak tylko się da

Trwa polowanie na wielkie biurowce, których nie chroni nawet młody wiek – skoro są niepotrzebne i przestarzałe, to należy się ich pozbyć i zburzyć. Warszawski charakterystyczny wieżowiec Intraco może jednak uciec spod buldożera.

stare wiezowce
REKLAMA

Zajmują dużo miejsca, wybudowane w starym stylu, niedzisiejsze i niedopasowane do panujących standardów. I co z tego, że niektóre z nich dopiero co skończyły 30. lat – nad wieżowcami z okresu transformacji nikt litować się nie chce. Może i są symbolem epoki, wyrazem pewnych aspiracji i marzeń, ale więcej z nimi problemów niż radości. Dlatego deweloperzy chcą burzyć nie aż tak stare biurowce, a w ich miejsce stawiać bloki z mieszkaniami.

REKLAMA

Taki sam los szykowany jest warszawskiemu wieżowcowi Intraco. W odróżnieniu od panującej mody, nie jest to budynek z lat 90. Powstał znacznie wcześniej, bo w latach 70. XX w. Wówczas był najwyższym biurowcem w stolicy.

Co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr. Może i Intraco to charakterystyczna konstrukcja, może dla niejednej osoby symbol Warszawy – nie tej, którą znamy teraz, ale rozwijającej się i aspirującej. Tylko co z tego, skoro było, minęło.

Intraco zostało dziś w tyle. I to mocno

Jacek Krawczykowski, wiceprezes Polskiego Holdingu Nieruchomości ds. inwestycji, w rozmowie z warszawską "Wyborczą" przekonywał, że budynek nie ma jak przyciągnąć nowych użytkowników. Schłodzenie go zużywa mnóstwo energii. Latem, przed włączeniem klimatyzacji, we wnętrzach temperatura potrafi dochodzić do 40 st. C. Budynek powstawał też z myślą o innej niż dziś pracy biurowej.

Na stronie grupy PHN mogliśmy przeczytać, że "mimo wieloletnich prób modernizacji" nie da się spełnić oczekiwań rynku. "To nie była łatwa decyzja i to nie jest prosty proces, ale odpowiedzialne podejście do energooszczędności budynków oraz rosnących oczekiwań nas wszystkich co do bezpieczeństwa nie pozwala przewlekle odkładać nieuniknionego" – wyjaśniał Wiesław Malicki, Prezes Zarządu Polskiego Holdingu Nieruchomości S.A.

Takie podejście nie wszystkich przekonywało. Społecznicy z Miasto Jest Nasze zwracali uwagę, że "rozbiórka w pełni funkcjonującego budynku to marnowanie zasobów, a budownictwo odpowiada za 40 proc. światowych emisji CO2". Co z tego, że nowy będzie spełniał aktualne standardy, skoro burzenie i stawianie od nowa przeciwieństwo ekologicznego podejścia?

Zainterweniowało również stowarzyszenie Obrońcy Zabytków Warszawy. Prezes Janusz Sujecki w rozmowie z "Rzeczpospolitą" zwracał uwagę, że gdyby trzymać się logiki deweloperów, należałoby rozprawić się też z XIX-wiecznymi kamienicami.

- Za każdym razem słyszę, że właścicielowi coś się nie opłaca, a jednak potem sobie radzi. Idąc tym tropem, XIX-wieczne kamienice też nie spełniają współczesnych standardów mieszkaniowych, a jednak je zachowujemy – przekonywał.

To rzeczywiście dziwne: da się odnawiać np. robotnicze famuły, co pokazuje Łódź, przerabiać fabryki (choć faktycznie spora część zrównywana jest z ziemią) i jakoś godzić stare z nowym, a tymczasem 30-letnie (czy ok. 50-letnie) nie wytrzymują próby czasu?

Do akcji wkroczył Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków. Na razie doszło do oględzin w budynku.

Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków na wniosek organizacji społecznej Obrońcy Zabytków Warszawy prowadzi postępowanie administracyjne w sprawie wpisu do rejestru zabytków nieruchomych budynku Intraco, przy ul. Stawki 2 w Warszawie.  Na obecnym etapie podstępowania został zebrany materiał dowodowy – zaznaczono w komunikacie.

Jak dodano, w trakcie oględzin stwierdzono, że na przestrzeni lat budynek został w znacznym stopniu przebudowany.

"Ostateczna decyzja zostanie podjęta po całościowej analizie zebranej dokumentacji" – wyjaśnia Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków.

W komentarzach nie wszystkich widok Intraco zachwyca, więc nie widzą w budynku ani symbolu, ani czegoś, co warto byłoby zachować i kurczowo się tego trzymać. Nie chodzi jednak wyłącznie o walory estetyczne i ocenę, czy coś jest ładne, czy nie - w takich przypadkach rzadko kiedy istnieje szansa, aby dojść do porozumienia. Ważniejsze wydaje się przesłanie: czy na pewno nie możemy korzystać z tego, co już jest? Przerabiać, nawet jeśli będzie to wymagało większego nakładu pracy i kosztów? Czy wszystko trzeba od razu burzyć, nie dając szansy? Czy na pewno mamy gwarancję, że to, co przyjdzie, budowane jest z myślą o dłuższej perspektywie?

Przyznaję, mam specyficzny ogląd jako mieszkaniec Łodzi, przyzwyczajony do niszczejących budynków, o które nikt się nie troszczy. Wiele z nich to skarby. Po wielu nikt nawet nie zapłakał, bo mamy takich perełek od groma, a ważniejsze niż zachwyt jest życie w komfortowych warunkach. Co z tego, że kamienica zachwyca detalem, jeśli nie ma toalety w mieszkaniu?

Im częściej widzę, że woli się stawiać od zera - pomijając już istotny przecież fakt, jaka jest motywacja: sprzedać jak najwięcej niedużych mieszkań - niż zadbać o stare, rodzi się we mnie niezgoda. Bo przecież to nie tak, że te wszystkie nowe apartamentowce są w zamian starych kamienic. Odchodząc jednak od dyskusji o mieszkalnictwie, smuci mnie po prostu fakt, że mając tyle już postawionych - i pięknych! - kamienic, pozwala im się zginąć. Dbanie o to, co już jest, się nie opłaca. Chyba nie tak to powinno wyglądać.

REKLAMA

Zdjęcie główne: Novikov Aleksey / Shutterstock.com

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-03-11T08:00:43+01:00
Aktualizacja: 2026-03-11T06:01:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-10T19:10:13+01:00
Aktualizacja: 2026-03-10T18:50:41+01:00
Aktualizacja: 2026-03-10T17:04:30+01:00
Aktualizacja: 2026-03-10T16:01:48+01:00
Aktualizacja: 2026-03-10T13:49:27+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA