REKLAMA

Jeden typ śmierci doprowadza Polaków do wściekłości. "Obraz patologii"

Wyszedłem szukać przebiśniegów, a natrafiłem na bardzo brzydkie niespodzianki – jedne brudziły buty, drugie mogły pokaleczyć. Polacy mówią "dość" i wcale się nie dziwię.

butelki
REKLAMA

Przebiśniegi już są, ale trawniki pełne są innych niespodzianek. Nie da się ukryć – jest naprawdę brzydko, a skala zaskakuje. Jeszcze niedawno można było liczyć na śnieg, który przykrył niechciany widok, ale wraz z rozkwitającą wiosną prawda wyszła na jaw.

Polacy mają dość. Z badania opinii publicznej, na które powołuje się Eko-Unia, ponad 60 proc. Polaków wskazuje psie odchody oraz porzucone szklane butelki jako największą uciążliwość towarzyszącą pierwszym wiosennym spacerom.

REKLAMA

Psie pozostałości irytują najbardziej (wskazało tak 65 proc. ankietowanych), ale przewaga nad szklanymi butelkami jest niewielka - 60 proc. badanych wybrało je jako widoczny problem.

Stowarzyszenie zwraca uwagę, że szklane butelki, które walają się na trawnikach i pozastawiane są gdzie popadnie, to problem dający się rozwiązać w sposób systemowy. Wystarczy rozszerzyć system kaucyjny o ten rodzaj odpadów.

– To już nie jest drobny problem estetyczny, ale symbol kultury jednorazowości i bezkarnego zaśmiecania wspólnej przestrzeni. Każda taka butelka to nie tylko odpad, ale też realne zagrożenie dla ludzi, zwierząt i miejskiej zieleni. Dlatego małpki i inne jednorazowe butelki szklane powinny zostać objęte systemem kaucyjnym – tam, gdzie działa kaucja, opakowania przestają zalegać na ulicach, bo po prostu zaczynają mieć wartość. Jeśli chcemy naprawdę czystych miast, musimy sprawić, żeby żadna butelka nie była bardziej opłacalna do wyrzucenia, niż do zwrotu – mówi Paweł Pomian, wiceprezes Stowarzyszenia Ekologicznego Eko-Unia.

Jak komentuje Eko-Unia, porzucone szklane butelki przestały być traktowane jako odpad, za to są odbierane jako "brud i przejaw ekstremalnego zaniedbania". Pod tym względem wygrały nawet z niedopałkami papierosów (59 proc.). I to też nie dziwi, skoro łatwiej natknąć się na szkło niż na ślad po palaczu.

Polaków męczy widok szklanych butelek, a rząd daje sobie czas

Przedstawiciele Ministerstwa Klimatu i Środowiska regularnie pytani są o małpki i inne jednorazowe szkło. Odpowiedź w ostatnich tygodniach jest taka sama: pożyjemy, zobaczymy. Niby najważniejsze osoby w resorcie popierają rozszerzenie systemu kaucyjnego właśnie o taki odpad, ale ponoć to nie takie łatwe.

Ta pewna opieszałość dziwi, bo przecież Anita Sowińska, wiceministra klimatu i środowiska, zdaje sobie sprawę ze skali problemu. O swoich doświadczeniach opowiadała w rozmowie z "Faktem".

Przeszłam się na spacer w mojej miejscowości. Zebrałam jeden worek szkła, a drugi - innych odpadów, które nie nadawały się do recyklingu. To jest dramat. W większości to są małpki, ale nie tylko, to są również butelki po piwie i trochę mniejsze po wódce, generalnie alkohole – opisała.

Relacja z tej wyprawy wcale nie dziwi, bo wystarczy się rozejrzeć, by w miarę szybko natrafić na podobne odpady. Celem system kaucyjnego jest ochrona środowiska, a tymczasem największy śmieć dalej kłuje w oczy.

Osobiście uważam, że powinniśmy włączyć do systemu kaucyjnego również szkło jednorazowe, a na pewno szkło wielokrotnego użytku i opakowania standardowe. Natomiast daliśmy sobie czas, tak mniej więcej do czerwca tego roku, żeby zobaczyć, jak działa ten system dla puszek i dla butelek PET. Wtedy podejmiemy decyzję o dalszym rozwoju – wyjaśniła.

REKLAMA

Skoro jednak system kaucyjny się rozkręca, o czym świadczą liczby, zasłanianie się logistyką raczej latem już nie przejdzie. Oby, bo to kwestia, którą trzeba zająć się jak najpilniej.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-03-10T16:01:48+01:00
Aktualizacja: 2026-03-10T13:49:27+01:00
Aktualizacja: 2026-03-10T13:05:38+01:00
Aktualizacja: 2026-03-10T11:09:08+01:00
Aktualizacja: 2026-03-10T08:50:44+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA