REKLAMA

Mówią, że są pracownikami banku i mają dowód. Uwierzysz, masz problem

Fałszywi przedstawiciele banków przekonują, że nie trzeba ufać im na słowo – oszuści mają nowy sposób na to, aby uwiarygodnić się w oczach ofiary. Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach.

bank
REKLAMA

Oszustwa na pracownika banku (albo policjanta czy prokuratora) to niestety wciąż cyberprzestępczy klasyk. Świadomość rośnie, ale nadal nie brakuje osób wierzących w to, że na ich konto ktoś się włamał, więc natychmiast trzeba ratować środki. Jak? Przelewając je na bezpieczne konto albo przekazując rzekomemu policjantowi lub innemu przedstawicielowi finansowej instytucji, który lada moment zapuka do drzwi.

Np. pod koniec stycznia 39-letni mieszkaniec Siedlec padł ofiarą oszustów podszywających się pod pracowników banku. Jak informowała tamtejsza policja, w wyniku "manipulacji i presji psychicznej mężczyzna wykonał kilka przelewów na wskazane rachunki, tracąc niemal 160 tysięcy złotych".

REKLAMA

Relacja służb doskonale pokazuje, jak skutecznymi manipulatorami potrafią być oszuści. W tym przypadku rozmowa trwała ok. dwóch i pół godziny, a w tym czasie do "mężczyzny przychodziły wiadomości SMS, które wyglądały jak autentyczne komunikaty bankowe, zawierające kody weryfikacyjne".

Policjanci regularnie informują o takich zdarzeniach, starając się przestrzec innych przed podobnymi oszustwami. Za proceder biorą się nawet najmłodsi – niedawno stołeczni funkcjonariusze zatrzymali 15-latka i dwóch 17-latków podejrzanych o oszustwa na policjanta.

Oszuści wiedzą, że będą skuteczni, jeśli tylko wzbudzą zaufanie i uwiarygodnią swoją opowieść

Po swojej stronie mają emocje: zdenerwowana ofiara może działać impulsywnie, chcąc uchronić swoje środki przed stratą.

Niektórzy jednak potrafią zachować zimną krew i wymagają twardych dowodów na to, że osoba po drugiej stronie słuchawki rzeczywiście jest tą, za którą się podaje. Co więcej, same banki coraz częściej stosują takie zabezpieczenia. Użytkownicy weryfikują pracowników przy pomocy bankowych aplikacji.

Oszuści chcą być jednak sprytniejsi. Potwierdzeniem ich słów ma być legitymacja, którą przesyłają przyszłym ofiarom. Na profilach Niebezpiecznika i Sekuraka pokazano, jak wyglądają dokumenty wykorzystywane przez cyberprzestępców.

Dowody są grubymi nićmi szyte. Wystarczy przyjrzeć się bliżej, żeby zobaczyć dziwne hasła ("ID specjalista"), a nawet absurdalne daty. Data ważności jednego z dokumentów kończy się 31 kwietnia 2027 r. Sęk w tym, że kwiecień ma... 30 dni.

Tylko czy w nerwach ktokolwiek pamięta o kalendarzu? Można się zastanawiać, czy fotografie wydają wiarygodnie, ale pamiętajmy, że takie obrazki otrzymują ludzie w wielkim stresie. Kiedy zaś zobaczą, że mają do czynienia ze "specjalistą działu bezpieczeństwa" albo kimś z "departamentu bezpieczeństwa" raczej nie będą zastanawiać się, czy stanowiska istnieją albo czy właśnie tak są nazywane. Za to mogą uznać, że to całkiem prawdopodobne, bo oszustowi nie chciałoby się aż tak wymyślać.

Dziś wygenerowanie podobnej legitymizacji to żadna wielka sztuka, więc oszuści dostali potężne narzędzie ułatwiające im kradzieże środków. Jasne, programy pozwalające na fotomontaże istnieją od dawna, ale obecnie o takie przeróbki znacznie łatwiej.

A kto się na to nabierze? Pewnie niestety wiele osób

Sam fakt, że rzekomy pracownik pokazuje dokument, może być wystarczającym dowodem na jego dobre intencje.

REKLAMA

Jeśli więc ktoś dzwoni do nas i podaje się za pracownika banku, policjanta czy prawnika, by poinformować nas o próbie kradzieży, bądźmy czujmy. Starajmy się weryfikować informacje kontaktując się bezpośrednio z bankiem, zrywając połączenie.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-03-10T08:50:44+01:00
Aktualizacja: 2026-03-09T20:56:21+01:00
Aktualizacja: 2026-03-09T19:45:42+01:00
Aktualizacja: 2026-03-09T18:34:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-09T17:55:24+01:00
Aktualizacja: 2026-03-09T17:24:27+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA