Telewizor QLED bez powłoki QLED? Koniec wprowadzania w błąd
Niemiecki sąd uznał reklamy QLED od firmy TCL za mylące. To może być początek większej burzy na rynku telewizorów.

Rynek telewizorów od lat żyje marketingiem. Każdy producent ma swoje autorskie rozwiązania, własne nazwy technologii i mniej lub bardziej kreatywne interpretacje tego, co właściwie oznacza "lepszy obraz". Ale tym razem kreatywność poszła o krok za daleko. Niemiecki sąd uznał, że TCL wprowadzało klientów w błąd, reklamując część swoich telewizorów jako QLED, mimo że konstrukcja tych modeli nie spełniała branżowych kryteriów.
O co poszło?
Sprawa zaczęła się w Niemczech, gdzie Samsung pozwał lokalny oddział TCL-a za nieuczciwą konkurencję. Chodziło o telewizory sprzedawane jako QLED, choć - jak ustalono - nie korzystały one z technologii, którą International Electrotechnical Commission definiuje jako warunek konieczny, by w ogóle używać tej nazwy.
Czytaj też:
Według IEC telewizor QLED musi wykorzystywać film z kropkami kwantowymi umieszczony między niebieskim podświetleniem a panelem LCD. To właśnie ta warstwa odpowiada za charakterystyczne dla QLED-ów nasycenie barw i wysoką jasność. TCL zastosował inne rozwiązanie: niewielką ilość materiału kwantowego umieszczono w dyfuzorze, czyli elemencie rozpraszającym światło. Sąd uznał, że takie podejście nie daje efektów, których konsumenci oczekują od telewizora QLED, a więc nazwa była myląca.

W efekcie TCL nie może już w Niemczech reklamować ani sprzedawać tych modeli jako QLED. Co ważne, wyrok nie dotyczy jednego konkretnego telewizora, lecz całej kategorii urządzeń korzystających z podobnej konstrukcji. Konsekwencje tego wyroku zostaną przeniesione na cały rynek Unii Europejskiej
Skutki mogą być globalne
Decyzja niemieckiego sądu to dopiero początek. Wyrok może wpłynąć na działania Korea Fair Trade Commission, która już przygląda się praktykom TCL. W Stanach Zjednoczonych trwają pozwy zbiorowe w Nowym Jorku i Kalifornii, a Hansol Chemical - dostawca materiałów do filmów Quantum Dot - również złożył skargi dotyczące nieuczciwego używania nazwy QLED.
TCL może zostać zmuszone do zmiany nazewnictwa na wielu rynkach. To oznacza nie tylko koszty, ale też konieczność przeprojektowania całej strategii marketingowej. A to już nie jest drobna korekta, tylko poważny problem wizerunkowy.
Czy TCL faktycznie "oszukiwał"?
Warto powstrzymać negatywne emocje. TCL nie sprzedawał telewizorów gorszych niż deklarował - sprzedawał telewizory inne niż sugerowała nazwa. To subtelna, ale kluczowa różnica. Modele działały tak, jak działały, nikt nie twierdzi, że były wadliwe. Problem polegał na tym, że określenie QLED niesie ze sobą konkretne oczekiwania, a zastosowane rozwiązanie nie było w stanie ich spełnić.
To trochę jak z samochodem reklamowanym jako hybryda, bo ma malutki silnik elektryczny do ruszania spod świateł - technicznie można się kłócić, że to "hybryda", ale w praktyce klient oczekuje czegoś więcej.
Wyrok wzmacnia pozycję Samsunga jako właściciela marki QLED i strażnika jej definicji. A to w wojnie o klienta ma znaczenie. TCL zapewne odwoła się od wyroku lub po prostu dostosuje nazewnictwo na rynku europejskim. W Stanach Zjednoczonych i Korei sprawy dopiero się rozkręcają, więc w najbliższych miesiącach możemy spodziewać się kolejnych doniesień.



















