Chcą nam zabrać system kaucyjny. Powariowali
System kaucyjny powoli urasta do rangi najważniejszego tematu nawet w świecie polityki. Wolisz mieć premiera, który wyrzuca butelki do kosza czy stoi w kolejce do butelkomatu?

To chyba jeszcze nie ten moment, by system kaucyjny trafił na największe i najbardziej krzykliwe sztandary. Jeszcze to jednak słowo klucz. Póki co pierwszeństwo w drodze na transparenty ma "OZE-sroze" i powrót węgla, ale gdzieś w drugim i trzecim rzędzie już da się zauważyć temat zwracanych butelek i puszek. Przemysław Czarnek, kandydat Prawa i Sprawiedliwości, zapowiedział ściągnięcie fotowoltaiki z dachów (najpierw swojego) i produkcję czystej energii przy pomocy węgla, co zwróciło największą uwagę. W rozmowie z Bogdanem Rymanowskim na antenie Radia Zet zadeklarował jednak także wyjście z systemu kaucyjnego, co jest istotnym sygnałem: o butelkach i puszkach będzie głośno również w kontekście politycznym.
Marcel Wandas na łamach oko.press zastanawia się, czy słowa kandydata na premiera należy traktować poważnie. Z jednej strony tak, bo w końcu wypowiada je ktoś, kto chce być szefem rządu. Z drugiej "trudno wyobrazić sobie koszty likwidacji 37 gigawatów zainstalowanej mocy odnawialnych źródeł, setek farm wiatrowych i fotowoltaicznych".
System kaucyjny to znacznie mniejsza skala, ale odwrót też wcale taki łatwy by nie był. Miesiącami słuchaliśmy o tym, jak to sklepy mają ciężko i że system kaucyjny to dla wielkich sieci ogromny koszt oraz wyzwanie logistyczne. Nie dziwota, bo dla wielkich firm bardzo często nawet drobne poświęcenie to rzecz kłopotliwa, a jak już trzeba wydać, a nie zarobić, to w ogóle dramat. Najlepiej by było – słyszeliśmy na długo przez startem – gdyby się z tym nie spieszyć, poczekać, dać czas. Ostatecznie system kaucyjny ruszył 1 października i choć rozpędzał się wyjątkowo powoli, to teraz liczby są naprawdę duże. Za chwilę zresztą do nich wrócimy.
Sklepy się przestawiły, postawiły automaty, operatorzy działają i teraz nagle to wszystko miałoby się zatrzymać? Pewnie część komentujących w sieci tego właśnie żąda, ale nie wydaje się to aż takie proste.
System kaucyjny jest łatwym celem, bo można przypisać mu łatkę przepisów z góry narzuconych przez Unię, ewentualnie wprowadzonych przez nielubianych polityków - choć w tym przypadku to pewnie jedno i to samo, jak stwierdziliby oponenci. Złośliwie można by przypomnieć, że to nie obecny rząd zadecydował o wdrożeniu systemu kaucyjnego, a dzisiejsi przeciwnicy jeszcze niedawno głosowali za jego wprowadzeniem. To byłby jednak niepotrzebny przytyk, bo system kaucyjny ma sens.
To jednak nie tak, że ktokolwiek nam go wciska. Owszem, musimy zrealizować konkretne cele dotyczące ograniczenia odpadów z tworzyw sztucznych i zwiększenia poziomu selektywnej zbiórki, ale jaką drogę obierzemy, to już nasza sprawa. Przykłady wielu państw pokazują, że system kaucyjny to naprawdę skuteczne narzędzie.
Przykładem takich narracji są między innymi twierdzenia, że „system kaucyjny narzuciła nam Unia”. W rzeczywistości Unia Europejska w Dyrektywie SUP (tzw. Dyrektywa plastikowa dotycząca jednorazowych tworzyw sztucznych) określiła konkretne cele dotyczące ograniczenia odpadów z tworzyw sztucznych i zwiększenia poziomu selektywnej zbiórki. Polska natomiast, podobnie jak siedemnaście innych krajów członkowskich, sama zdecydowała, że jednym ze skuteczniejszych sposobów ich realizacji będzie wprowadzenie systemu kaucyjnego. Projekt ustawy był szeroko konsultowany społecznie, w toku prac uwzględniono wiele zgłoszonych uwag, ustawa regulująca system została przyjęta przez polski parlament niemal jednogłośnie w 2023 roku – przypomina Ministerstwo Klimatu i Środowiska.
W Polsce do żółtego worka trafiało do tej pory mniej niż 5 butelek plastikowych na każde 10 sprzedanych. Celem systemu kaucyjnego jest zbiórka na poziomie ok. 90 proc. Obecny system, wbrew często powtarzanym hasłom, wcale nie działał tak dobrze. Fakt, że wielu z was mogło segregować odpady i wrzucać butelki oraz puszki do odpowiednich pojemników, niestety nie oznacza, że robili tak wszyscy.
System kaucyjny szybko wszedł nam w krew
Lektura internetowych komentarzy świadczy o czymś innym, ale liczby nie kłamią – to nie tak, że wszyscy albo zdecydowana większość omijają butelkomaty, a butelki i puszki jak lądowały w kontenerach, tak dalej tam trafiają. Biedronka i Lidl chwaliły się przyjęciem 53 mln opakowań – i te przeszło 50 mln to na głowę, a nie wspólnie.
Statystyki przedstawia też Kaucja.pl – Krajowy System Kaucyjny. Tylko w ostatnią sobotę operator zebrał 7 mln opakowań. W zeszłym tygodniu łącznie było to 30 mln, a łącznie jest to już 120 mln.
- Dla nas to nie tylko liczby. To dowód, że system działa, skala rośnie, a razem z nią tempo zmian w kierunku gospodarki obiegu zamkniętego. Każda kolejna butelka czy puszka to mały krok w stronę bardziej odpowiedzialnej gospodarki zasobami, a w takiej skali te małe kroki zaczynają robić naprawdę dużą różnicę. Cieszy nas szczególnie to, że za tymi wynikami stoi współpraca wielu stron: sklepów, producentów, operatorów, technologii i oczywiście konsumentów. To wspólny wysiłek, który pokazuje, że dobrze zaprojektowany system może działać szybko i skutecznie – zaznacza podmiot.
Może system kaucyjny w Polsce to jeszcze nie jest idealnie naoliwiony mechanizm. Niektórych klientów irytują powstają kolejki, inni skarżą się na awarie maszyn albo nie wiedzą, że butelki można oddawać przy kasie. Sklep objęty systemem kaucyjnym musi je przyjąć.
To wszystko jednak wciąż choroby wieku dziecięcego, bo do systemu kaucyjnego się przyzwyczajamy.
Przed startem systemu kaucyjnego Bartosz Sosnówka, partner zarządzający w 2pr, doradca Grupy COMP, w rozmowie z Portalem Samorządowym zwracał uwagę, że "system kaucyjny nie działa w próżni".
To nie tylko kwestia butelki czy puszki oddanej do sklepu w zamian za symboliczną złotówkę. To także historia, jaką społeczeństwo opowiada samo sobie, o odpowiedzialności za środowisko.
To aktualne słowa nawet dziś. A może szczególnie dziś, kiedy system kaucyjny staje się politycznym tematem. Przebija się narracja, że to kolejny podatek, narzucona z góry opłata, przepis, który ma sprawić, że będziemy chodzić jak w zegarku. "Najpierw przykręcane korki, a teraz odnoszenie butelek – co będzie jutro?", pytają krytycy.
Jedni chcą więc opowiadać taką historię: robimy, co chcemy, nie myślimy o konsekwencjach naszych decyzji, jeżeli kupimy rzecz i potem chcemy ją wyrzucić gdzie bądź, to nikomu nic do tego. Swoje przecież robimy, bo wyrzucamy do kontenerów, a co dzieje się potem, to już wasza sprawa.
Można też spróbować opowiedzieć inną historię: o współodpowiedzialności za środowisko, o tym, że nasze decyzje i ruchy też mają znaczenie. Można kupować mniej, można szukać alternatyw, można w końcu traktować surowiec jako rzecz, która nie jest jednorazowa. Zmienić podejście i sposób myślenia o produktach, z których korzystamy.
Z pewnym zaskoczeniem przyjmuję to, że system kaucyjny budzi aż tak wiele negatywnych uczuć. Mam wrażenie, że uderza w emocje, od których wielu chciało uciec. A może nawet nie tyle co chciało, ale zostało zmuszonych czy też zachęconych. W końcu mowa tu o współodpowiedzialności, działaniu razem, nie przeciwko czemuś, a za czymś. Tymczasem cały nasz świat zbudowany został na innych zasadach – każdy ma być sobie sterem, żeglarzem i okrętem, liczy się jednostka i jej potrzeby.
Niestety ta narracja jest tak zakorzeniona, że nadal bardzo kusząca. A obserwując nastroje mam obawy, że to jeszcze nie koniec dyskusji o systemie kaucyjnym w politycznym kontekście. Co gorsza, spodziewam się, że to raczej przeciwnicy będą tymi, do których kandydaci na ważne stanowiska zechcą bardziej się uśmiechać.
Zdjęcie główne: FotoDax / Shutterstock



















