Dane zamiast przeczucia. Nowy zegarek Huawei dla biegaczy, to wszystko czego potrzebuję na nadgarstku
Rok temu zacząłem traktować bieganie poważnie. Miałem plan, dane i całkiem niezłą passę - dopóki problemy zdrowotne nie urwały wszystkiego w połowie. Teraz wracam z podwójną motywacją i zegarkiem, który pilnuje mnie lepiej niż ja sam siebie. I to niezależnie od tego czy korzystam z iPhone’a czy Androida.

Przez długi czas biegałem intuicyjnie. Wychodziłem, "klepałem kilometry", wracałem i czułem się z tym dobrze - choć progres był co najwyżej skromny. Rok temu, razem z premierą nowych zegarków Huawei, zrobiłem coś, czego wcześniej unikałem: zacząłem naprawdę patrzeć na dane. Na tętno, na zmienność rytmu serca, na jakość snu i czas regeneracji. I okazało się, że błogie nicnierobienie bywało czasem lepszym treningiem niż kolejne wybieganie. Dane przestały być gadżetem, a stały się rozmową - między mną a moim organizmem, prowadzoną przez zegarek.
Aplikacja Zdrowie Huawei ułożyła mi plan pod maraton z rosnącym kilometrażem. Plan był dobry. Ja byłem zbyt optymistyczny wobec nieplanowanych problemów zdrowotnych. Nie było to nic dramatycznego, ale wystarczające, żeby przygotowania się urwały, a start odłożył na bliżej nieokreślone "później". Całą zimę spędziłem na pozbieraniu się w sobie. I teraz jestem z powrotem. Z podwójną motywacją i zegarkiem, który - muszę to powiedzieć wprost - wynosi moje przygotowania na nowy poziom.

Cyfrowy pacemaker
Testy HUAWEI WATCH GT Runner 2 zacząłem od trybu maratonu na dystansie 10 km. Zegarek prowadził mnie na bieżąco: tempo, odległość od wirtualnego pacemakera, zakres pracy serca. Teraz Runner 2 przypomina też o piciu wody, a na dłuższych dystansach robi to w kontekście uzupełniania węglowodanów - nieprzypadkowo przy jego tworzeniu brali udział Eliud Kipchoge i Joshua Cheptegei. Trudno o bardziej znane nazwiska w świecie maratonów.

W przygotowaniach korzystam też z planu ułożonego w aplikacji - pod konkretną datę, dystans i cel czasowy. Zegarek analizuje dotychczasowe treningi, aktualne dane biometryczne i buduje strukturę przygotowań dopasowaną do tego, gdzie jestem teraz - nie gdzie chciałbym być. To ważna różnica.
Teraz plan mówi mi ile mam biegać w tym tygodniu, w jakich strefach tętna, jak długo i kiedy.
Zegarek monitoruje też próg mleczanowy - punkt, powyżej którego organizm przestaje efektywnie pracować aerobowo i zaczyna się zakwaszać. Większość biegaczy regularnie go przekracza, nie zdając sobie z tego sprawy. Teraz widzę to w czasie rzeczywistym i mogę świadomie zarządzać intensywnością - i przy okazji minimalizować ryzyko przeciążeń.
Regeneracja, czyli funkcja, którą rok temu ignorowałem

HUAWEI WATCH GT Runner 2 monitoruje HRV przez całą noc - zmienność rytmu serca, jeden z najczulszych biologicznych wskaźników tego, czy organizm zakończył regenerację. Do tego pełna analiza faz snu z rozbiciem na głęboki sen, REM i przebudzenia, poziom stresu z poprzedniego dnia i saturacja krwi. Rano zegarek syntetyzuje te dane w jedną czytelną informację: czy dziś ma sens ciężka sesja, lekki bieg, czy po prostu odpoczynek.
Wskaźnik regeneracji to pierwsza rzecz, jaką sprawdzam po przebudzeniu.

Kilka razy w ostatnich tygodniach planowałem intensywny trening, a zegarek doradził skrócenie sesji albo zmianę tempa. Postanowiłem tego słuchać - i za każdym razem następnego dnia biegło mi się wyraźnie lepiej: tętno stabilizowało się szybciej, a tempo przy tym samym wysiłku było o kilkanaście sekund na kilometr lepsze.
GPS, który nie halucynuje
Jeden z moich ulubionych treningów to długie wybieganie lasami nad Biebrzą - tereny, gdzie zasięg komórkowy jest kwestią szczęścia, a GPS tańszych zegarków rysuje trasę przez krzaki i dolicza kilometry, których nigdy nie przebiegłeś.

HUAWEI WATCH GT Runner 2 ma ulepszoną antenę, która według Huawei zbiera dane o 50 procent dokładniej niż poprzedni model. Na leśnej ścieżce pod gęstym zadrzewieniem ślad trzymał się trasy - żadnych skoków, żadnych dziur w zapisie. Zegarek rozpoznał nawet, że biegłem przeciwnymi stronami ścieżki w obie strony. Mały detal, ale mówi coś o precyzji.
14 dni na jednym ładowaniu. 32 godziny z włączonym GPS-em w trybie treningowym.

Przy codziennym treningu, całodobowym monitorowaniu tętna i analizie snu każdej nocy bateria wystarcza na 7 do 10 dni. W praktyce oznacza to, że na tygodniowe wypady za granicę ładowarka jest zbędna. A na leśnych biegach koperta z tytanu klasy lotniczej, szkło Kunlun drugiej generacji i szczelność IP69 oznaczają, że deszcz i błoto to dla zegarka żadne wyzwanie. Waży 43,5 grama z paskiem, więc sprawdzałem kilka razy w trakcie biegu, czy nadal tam jest. Na szczęście go nie zgubiłem - po biegu musiałem przecież zapłacić za wodę dzięki integracji zegarka z aplikacją Curve Pay.

Spójność - to właśnie wyróżnia nowego Runnera 2
Zegarek zbiera tętno, HRV, sen, saturację, poziom stresu, moc biegową, symetrię kroku, czas kontaktu z podłożem, próg mleczanowy - i łączy to w jeden obraz. Nie przerzuca surowych danych do samodzielnej interpretacji. Mówi: oto stan twojego ciała, oto rekomendacja, oto plan. I trzyma tę spójność przez cały dzień, od pobudki do treningu, od treningu do snu.
Analiza techniki biegu po sesjach pokazuje rzeczy, o których nie miałem pojęcia. Moja prawa noga pracuje mocniej niż lewa - w sposób, który przy długich dystansach sumuje się w przeciążenia. Krok skraca się pod koniec trudniejszych sesji. Czas kontaktu z podłożem rośnie kiedy jestem zmęczony - co oznacza, że zaczynam deptać zamiast biec. Mam to teraz czarno na białym i mogę nad tym pracować systematycznie, zamiast odkrywać to po fakcie, kiedy boli kolano.

W swoim tempie - i to jest właśnie klucz
Rok temu popełniłem błąd, który popełnia spora część biegaczy: byłem zbyt optymistyczny co do własnych możliwości i zbyt mało cierpliwy wobec procesu. Chciałem szybkich wyników, nie chciałem słuchać kiedy organizm mówił zwolnij. Zapłaciłem za to pół roku przerwy i utraconym startem.
HUAWEI WATCH GT Runner 2 jest zbudowany wokół filozofii, która to rozumie. Pilnuje, żebyś nie przekraczał granic zanim jesteś na to gotowy. Daje plan dopasowany do możliwości. Wracam do maratonu. Plan jest w zegarku. Dane zbieram każdego dnia. I po raz pierwszy od dawna czuję, że nie biegnę na oślep. We własnym tempie, ale tym razem z wiedzą, jakie to tempo powinno być.



















