1. SPIDER'S WEB
  2. Kosmos
  3. Nauka
  4. Tech

A jednak! Chiński satelita jednak oberwał od rosyjskiej rakiety w marcu

smieci kosmiczne
252 interakcji
dołącz do dyskusji

W erze powstawania kolejnych megakonstelacji satelitów na orbicie okołoziemskiej, a tym samym lawinowego wzrostu liczby obiektów okrążających Ziemię o ryzyku związanym ze zderzeniami takich obiektów mówi się bezustannie. Dopóki jednak używamy słów „może dojść”, „grozi” czy „istnieje ryzyko” jakoś nikt nie bierze tego na poważnie.

18 marca 2020 r. Siły Kosmiczne Stanów Zjednoczonych poinformowały, że udało im się zarejestrować dezintegrację chińskiego satelity wojskowego Yunhai 1-02, który na orbicie znalazł się zaledwie 1,5 roku wcześniej. Jak dotąd jednak nie było wiadomo, czy doszło do eksplozji któregoś ze zbiorników na pokładzie sondy, czy też przyczyna jej uszkodzenia była inna.

A więc jednak doszło do zderzenia

Astrofizyk Jonathan McDowell z Centrum Astrofizyki Harvard-Smithsonian, który zajmuje się monitorowaniem satelitów znajdujących się na orbicie okołoziemskiej, zauważył ostatnio w systemie Sił Powietrznych nową informację, która pozwoliła rozwikłać zagadkę zniszczenia Yunhai 1-02.

Przy obiekcie oznaczonym w katalogu numerem 48078 pojawił się komentarz „zderzenie z satelitą”. 48078 to niewielki obiekt o rozmiarach rzędu 10-50 cm, który jest odłamkiem rakiety Zenit-2, która trafiła w przestrzeń kosmiczną w 1996 roku.

Analiza orbity tego obiektu wykazała, że 18 marca br. obiekt 48078 znajdował się na wysokości 780 km, tam, gdzie znajdował się satelita Yunhai 1-02, a więc to właśnie on najprawdopodobniej zderzył się z chińskim satelitą. Po zderzeniu Siły Powietrzne zarejestrowały ponad trzydzieści odłamków powstałych w zderzeniu, przy czym trzeba zakładać, że powstało także znacznie więcej odłamków mniejszych, które pozostają poza zasięgiem rozdzielczości systemów śledzenia.

Przygotujmy się na więcej

Zderzenia na orbicie okołoziemskiej należą do rzadkości. Poprzednie potwierdzone zderzenie miało miejsce na początku 2009 roku. Problem jednak w tym, że wtedy na orbicie znajdowało się łączenie ok. 2000 satelitów. W ciągu najbliższych kilku lat ta liczba może się powiększyć nawet dziesięciokrotnie.

Jak jednak zauważa McDowell, gdy na orbicie będzie dziesięć razy więcej satelitów, to zderzeń między nimi będzie nawet sto razy więcej. To akurat bardzo poważny problem, bowiem w każdym zderzeniu satelitów na orbicie dwa (zderzające się) obiekty zamieniają się w setki mniejszych, niesterowalnych obiektów, które z kolei zagrażają zderzeniem z innymi satelitami i innymi odłamkami. Czarne scenariusze mówią zatem, że już za kilka lat większość śmieci na orbicie będą stanowiły odłamki powstałe w zderzeniach innych satelitów. Każdy z tych odłamków stanowi osobne zagrożenie dla innych aktywnych satelitów.

Aktualnie na orbicie okołoziemskiej znajduje się niemal milion odłamków o rozmiarach 1-10 cm i 128 milionów odłamków o rozmiarach 1-10 mm. Niby niewielkie, ale trzeba pamiętać, że poruszają się one z prędkością 27600 km/h na wysokości ok. 400 km, czyli tam, gdzie znajduje się Międzynarodowa Stacja Kosmiczna i jej astronauci. Wystarczy sobie wyobrazić, co by się stało ze skafandrem kosmicznym (a tym samym astronautą), gdyby napotkał na swojej drodze taki malutki centymetrowy odłamek lecący z prędkością niemal 30 000 km/h. Czy ktoś jeszcze sądzi, że problem śmieci kosmicznych nie jest jednym z najważniejszych wyzwań współczesnego przemysłu kosmicznego?