1. SPIDER'S WEB
  2. Gry
  3. Tech
  4. Technologie

Widzieliśmy już nowe Call of Duty. Nadchodzi II wojna światowa i najładniejsza grafika w historii serii

krzyż na giewoncie

Call of Duty: Vanguard zabierze nas znowu na front II wojny światowej, a gracze wcielą się tym razem w żołnierzy będących protoplastami współczesnych służb specjalnych. Wiedzieliśmy już urywki kampanii dla jednego gracza, która zapowiada się naprawdę smakowicie.

Wiemy już całkiem sporo na temat świata przedstawionego w Call of Duty: Vanguard, który będzie nową areną zmagań czwórki głównych bohaterów kolejnej odsłony cyklu CoD od Sledgehammer Games. Grę, która wraca do realiów II wojny światowej, projektowano z myślą o pecetach oraz konsolach obecnej i poprzedniej generacji, a jej premierę zaplanowano na 5 listopada 2021 r.

Sgt. Arthur Kingsley to pierwszy z bohaterów Call of Duty: Vanguard, którego poznaliśmy

Call of Duty: Vanguard to taka luźna kontynuacja Call of Duty: WWII

Po raz kolejny produkcja od Sledgehammer Games odpowiedzialnego za m.in. Call of Duty: WWII zabierze nas na fronty II wojny światowej, aczkolwiek ich nowe Call of Duty: Vanguard to jedynie luźna kontynuacja poprzedniej gry tego studia z cyklu CoD. W nowej kampanii pojawi się czwórka zupełnie nowych bohaterów, którzy razem stworzą pierwszy w historii oddział sił specjalnych.

Cieszy mnie przy tym niezwykle fakt, że tak jak w przypadku Call of Duty: Black Ops IIII deweloperzy porzucili kampanię na rzecz pierwszej (i niestety niezbyt udanej) iteracji swojego trybu battle royale, który poprzedzał Call of Duty: Warzone, tak to była tylko jednorazowe odstępstwo od normy. Po prezentacji czuć, że w historię stojącą za czterema żołnierzami włożono mnóstwo serca.

Niezwykle cieszy, że Call of Duty: Vanguard stawia na kampanię dla jednego gracza

W kogo wcielimy się w Call of Duty: Vanguard?

Call of Duty: Vanguard dąży do dochowania wierności realiom historycznym, ale bez przesadnego przywiązania się do szczegółów. Sledgehammer Games podkreśla, że to nie dokument, tylko gra fabularna z fikcyjną historią o tajemniczym Projekcie Feniks, która przypomina filmowego blockbustera. Na dawne lata patrzy się tu ze współczesnej perspektywy i chodzi przede wszystkim o dobrą zabawę.

W grze będziemy kontrolowali na zmianę czterech różnych żołnierzy, którzy wspólnie stworzą oddział do zadań specjalnych. Weterani, których poznamy de facto już po zakończeniu II wojny światowej, mają bardziej przypominać młotek niż skalpel, a ich głównym przeciwnikiem będą członkowie partii nazistowskiej, na czele z Heinrichem Freisingerem, szefem Gestapo. Protagonistami są zaś:

  • Sgt. Arthur Kingsley z 9. batalionu spadochroniarzy (Wielka Brytania) — urodzony przywódca, dla którego inspiracją był Sidney Cornell;
  • Lt. Polina Petrova, 138. dywizja karabinowa (Turcja) — snajperka, dla której inspiracją była Lyudmila Pavlichenko, która zabiła podczas II WŚ co najmniej 309 wrogów;
  • Cpt. Wade Jackson, szósta eskadra zwiadowcza (Stany Zjednoczone) — dla którego pierwowzorem był Vernon „Mike” Micheel, czyli bohaterski pilot;
  • 2Lt. Lucas Riggs, 20. batalion (Australia i Nowa Zelandia) — inspirowany Charlesem Uphamem, który jako jedyny żołnierz podczas IIWŚ otrzymał dwukrotnie Krzyż Wiktorii.

W historii spodziewam się licznych flashbacków oraz zwrotów akcji i przedstawienia zarówno wielu bitew inspirowanych tymi prawdziwymi, jak i tego, że przyjrzymy się sytuacji zaraz po wojnie. Tryb wieloosobowy połączony z battle royale, w którym obserwowalibyśmy kolejne pokolenia specjalnych agentów, mógłby być tutaj całkiem niezłym epilogiem.

Call of Duty: Vanguard zabierze nas na cztery linie fronty II wojny światowej

Niezwykle do gustu przypadł mi też pierwszy zwiastun Call of Duty: Vanguard, który pokazuje różnorodne miejsca akcji.

Z jednej strony mamy zniszczone wojenną zawieruchą lasy, a z drugiej obserwujemy zderzające się samoloty. Nie zabrakło tutaj też czołgów i widowiskowo eksplodującego lotniskowca oraz zderzających się samolotów, a w tle mamy zabarwione na pomarańczowo od pożarów niebo, a w grze odwiedzimy nie tylko front wschodni, ale również ten zachodni, północną Afrykę oraz region Pacyfiku.

Kinowy trailer pozbawiony był, jak to zwykle bywa, surowego gameplayu, ale na szczęście podczas pokazu mogłem zobaczyć, jak wygląda jedna z pierwszych misji. Wcielimy się w niej w Arthura „Kinga” Kinsleya, który 5 czerwca 1944 r., czyli w przeddzień D-Day i lądowania aliantów w Normandii będącego wstępem operacji Overlord, trafia pod osłoną nocy do pełnego Niemców miasteczka.

Oprawa graficzna Call of Duty: Vanguard robi wrażenie

Jeśli tylko Call of Duty: Vanguard będzie tak dobrze wyglądać w wersji na konsole nowej generacji, jak na tym pierwszym gameplayu, to będę ukontentowany.

W ramach zaprezentowanej mediom misji już zaraz po lądowaniu w wodzie po skoku ze spadochronem coś idzie nie tak, dlatego Arthur odcina spadochron i musi improwizować. W drodze do okolicznego młyna z początku skrada się lesie, który jest jak zwykle pełny skryptów sprytnie zakamuflowanym korytarzem, a na mnie największe wrażenie zrobiła tutaj gra świateł.

Zdaję sobie przy tym sprawę, że klip był wyreżyserowany tak, by zachwycać, ale i tak trudno wyjść z podziwu, gdy patrzę na to nocne niebo przykryte mrowiem samolotów. W chwilach, gdy gdzieś w tle bucha ogień lub w okolicy pada światło reflektorów, Call of Duty: Vanguard pokazuje pazur. Nie mogę się doczekać, aż położę ręce na swojej kopii — tym bardziej że kampania to dopiero początek.

Multiplayer w Call of Duty: Vanguard

Niestety jak na razie Activision nie chce zbyt wiele mówić o zmaganiach wieloosobowych, ale wiemy już, że dostaniemy aż 20 map na start, z czego aż 16 będzie przystosowane do klasycznych rozgrywek 6 na 6. Mechanika ma być nieco inna niż do tej pory — bardziej taktyczna, a do uzyskania przewagi na polu bitwy będziemy musieli wykorzystywać zarówno starannie dobrany i wyszykowany sprzęt, jak i otoczenie reagujące na poczynania gracza.

Deweloperzy obiecują, że walka w otoczeniu, które można trwale zniszczyć, będzie miała inne tempo niż w poprzednich odsłonach serii i pojawią się nowe tryby rozgrywki. Na najciekawszy zapowiada się ten o nazwie Champion Hill, ale Sledgehammer Games nie jest jeszcze gotowe, by się nim chwalić. Czekamy też na informacje, w jaki konkretnie sposób Activision zintegruje Call of Duty: Vanguard z battle royale Call of Duty: Warzone i co dalej z trybem Zombies.

PS Na koniec warto pochwalić Sledgehammer Games za to, że nie chowa głowy w piasek w związku z ostatnimi problemami Activision Blizzard. Jeszcze przed rozpoczęciem właściwej prezentacji Call of Duty: Vanguard, twórcy odnieśli się do pozwania swojego wydawcy przez stan Kalifornia. Studio nie może komentować sprawy wprost, ale nie przemilczało tematu i wyraźnie zaznaczyło, że wspiera wszystkich niezależnie od ich rasy, płci, orientacji seksualnej itp.