Gry  / Relacja

Nigdy nie bawiłem się tak dobrze w CoD: Warzone. Nowy tryb zombie to najlepsze, co przydarzyło się grze

Werdańsk z Call of Duty: Warzone stał się właśnie nieco straszniejszy. Wielką mapę do rozgrywek battle royale skąpała ciemność, a żywe trupy zaczęły pojawiać się na ulicach aglomeracji. Niektórzy gracze byli również przekonani, że widzieli Jigsawa.

Jigsaw z serii Piła oraz Leatherface z Teksańskiej masakry piłą mechaniczną to nie są postaci, których spodziewasz się w jakiejkolwiek odsłonie Call of Duty. Mimo tego oba upiorne, bezlitosne byty zawędrowały do Warzone, zwiastując nadchodzący horror. Werdańsk został skąpany w mroku, a gracze zaczęli się czuć dziwnie nieswojo. Duży na to wpływ mają dziwne dźwięki dochodzące z piwnic i podziemnych korytarzy, a także dziwaczne cienie na granicy zasięgu wzroku.

Mapa w Warzone zmieniła się w cudowny - chociaż niepokojący - sposób.

Z okazji Halloween gracze rozgrywają moduł battle royale nocą. Nie jest to niestety gęsta niczym smoła, czarna noc z Modern Warfare, ale klimat i tak zmienia się radykalnie. Wycie wilków, dziwne szepty i budująca napięcie muzyka pompują popkulturowy film grozy, który zaczyna wylewać się z ekranu. Arena do sieciowych zmagań 150 graczy zamienia się w plan horroru, a żaden z graczy nie chce być tym, który ginie pierwszy.

Twórcy Warzone dodali wiele świetnych ozdobników (oszpetników?) do Werdańska. Gdy razem z drużyną broniliśmy tartaku, dosłownie kilka metrów obok przejechał pociąg widmo. Zdobywając salę szpitalną zobaczyłem zjawę, lewitującą między pomieszczeniami. W domach i mieszkaniach telewizory włączają się same, a uważny widz dostrzeże na ekranie laleczkę z Piły. Na tle tak smakowitych kąsków poustawiane tu i tam dynie nie robią już na nikim wrażenia.

Producenci umiejętnie bawią się startą formą z graczami. Niemal dostałem zawału, gdy otwierałem skrzynię z zaopatrzeniem, a na ekranie pojawiła się jakaś demoniczna facjata. Typowy chamski jump scare, ale zupełnie nieoczekiwany. Takich detali jest teraz w Wedrańsku pełno. Przez to warto ponownie zwiedzić mapę Warzone, chociaż ta na pierwszy rzut oka nie zmieniła się w żaden radykalny sposób.

Człowiek człowiekowi wilkiem, a zombie zombie zombie.

Sezonowy tryb Halloween nie mógłby się odbyć bez zombie. Żywe trupy pojawiają się w Warzone, w kapitalny sposób urozmaicając rozgrywkę. Zombie nie są bowiem grupami NPC do łatwego ubicia. W śmierdzącą, odchodzącą płatami skórę żywego trupa wciela się każdy z pokonanych graczy. Zasilając szeregi piekła, nieumarli polują na pozostałych żołnierzy, rozrywając ich własnymi łapami.

Sterowanie zombie jest REWELACYJNE. Wszystko dzięki gigantycznym skokom, jakie możemy pokonywać w skórze potwora. Czułem się jak wilkołak z Underworlda albo Alex Mercer z Prototype. Susy na kilkaset metrów (nie przesadzam!) umożliwiają dotarcie na najwyższe dachy i balkony. Niczym Predator, obserwujemy akcję pod nami, czekając na dogodny moment do ataku. Szukamy gracza, który na chwilę odłączył się od grupy i atakujemy z góry, jak gilotyna opadająca na ofiarę.

Podoba mi się balans panujący między zombie oraz żołnierzami. Żywe trupy mają mało wytrzymałości. Seria z karabinu wystarczy, aby powalić nieumarłego. Dlatego polując na graczy, musimy być sprytni. Zachodzić ludzi od tyłu. Atakować z powietrza. Znajdować się poza zasięgiem wzroku. Zabawa w takiego łowcę daje gigantyczną frajdę. Nie sądziłem, że sezonowy moduł może być tak dopracowany i tak satysfakcjonujący. Aż trudno oderwać się od gry.

A teraz najciekawsze - zabijając dwóch żołnierzy jako zombie, ponownie wracamy do świata żywych, z pełnym wyposażeniem. Nie dość, że nasza śmierć jest nagradzana niezwykle przyjemnym trybem nieumarłego, to jeszcze możemy znowu wrócić do rywalizację o dominację nad Werdańskiem. Co za tym idzie, nawet mniej skuteczni gracze (tak, to ja) nie odbijają się od gry jak od ściany. Żyjesz? Jest super. Zginąłeś? Jest jeszcze lepiej.

Kupować czy nie kupować, oto jest pytanie.

Jedną z najbardziej kontrowersyjnych nowości związanych z sezonowym wydarzeniem są tematyczne skórki operatorów. Jigsaw z serii Piła oraz Leatherface nie są postaciami, których gracz spodziewa się w Call of Duty. Być może właśnie dlatego zdobycie tych skinów jest takie kuszące. Niestety, każdy z nich to wydatek 2400 punktów - jakieś 84 złote. Zawrotna cena. Z drugiej strony, samo Warzone jest darmowe, więc jeśli ktoś chce w ten sposób wesprzeć producentów swojego ulubionego battle royale, teraz ma ku temu świetną okazję.

Unikalne skórki z muzeum horroru mogą być kuszące również z tego powodu, że Warzone zostaje z nami na dłużej. Producenci nowego Call of Duty nie będą zakopywać tego projektu wraz z premierą kolejnego tytułu. Wręcz przeciwnie: Warzone ma być rozwijane równorzędnie z nowymi odsłonami CoD-a, wzbogacane o kolejne elementy gier z tradycyjnego cyklu wydawniczego. Co za tym idzie, Leatherface’em i Jigsawem będziemy mogli straszyć innych graczy przez wiele kolejnych lat, już na PS5 oraz XSX.

Wydarzenie z okazji Halloween to także okazja do rozdania kilku gadżetów za darmo. Twórcy ukryli na wielkiej mapie skrzynki, w których znajdziemy nową zawartość powiązaną z tym amerykańskim świętem. Motywy broni, spraye, breloki, zegarki - każdy powinien znaleźć coś dla siebie, o ile interesuje go tak dogłębna identyfikacja z operatorem oraz noszonym przez niego sprzętem.

Halloween w Warzone potrwa do 3 listopada 2020 r.

Jeśli moduł battle royale od twórców Call of Duty przypadł wam do gustu, z całego serca zalecam powrót do Werdańska. Zmodyfikowany tryb z zombie to rewelacyjna zabawa. Do tego w pełni darmowa. Rozgrywka w skórze nieumarłego wciąga i daje masę, masę satysfakcji. Nie przypuszczałbym, że sezonowe wydarzenie będzie aż tak grywalne i wciągające. Haunting of Verdanks to najlepsze urozmaicenie Warzone z jakim miałem do czynienia.

przeczytaj następny tekst