Tech  / Felieton

Już miałem go w koszyku. 5 powodów, dla których nie kupiłem iPhone’a w Black Friday

650 interakcji
dołącz do dyskusji

Było blisko! Kolejny rok z rzędu omal nie zakupiłem iPhone’a. I kolejny rok z rzędu cieszę się, że ostatecznie rozsądek zwyciężył.

Już miałem go w koszyku. A nawet w dwóch koszykach, bo wahałem się między iPhone’em X na Amazonie, a iPhone’em XR w Orange, na którego z racji przenoszenia numeru i przepisania go na firmę mogłem uzyskać niebywale atrakcyjną ofertę.

Byłem zdecydowany – kupuję iPhone’a. Ostatecznie jednak nie kupiłem. Black Week się skończył, a ja wiem, że to była dobra decyzja.

To już trzeci rok, w którym nie kupiłem iPhone’a.

Jabłuszko chodzi za mną od czasu, gdy jeszcze pracowałem na MacBooku Air. Kiedy iPhone 6 w końcu zyskał wyświetlacz o przystającej do współczesności przekątnej, po raz pierwszy byłem bardzo, bardzo bliski zakupu.

Ta sama historia powtórzyła się przy iPhonie 7 i rok temu, gdy połowa redakcji Spider’s Web zaopatrywała się w nowe iPhone’y X.

Dlaczego tak bardzo chciałem iPhone’a? Powodów jest kilka. Przede wszystkim, pomimo nielicznych wpadek, iPhone to nadal wzór bezproblemowego działania w świecie urządzeń mobilnych. A dla mnie smartfon jest narzędziem pracy, więc najważniejszym, czego od niego wymagam, jest bezawaryjność i niezawodność. Niestety przetestowawszy dziesiątki smartfonów z Androidem muszę z przykrością stwierdzić, że nadal nie oferują tego samego poziomu niezawodności, co iPhone.

Po drugie, pomimo tego, że Android przewyższył iOS-a już dawno jak system operacyjny, nadal jest za nim daleeeeeeko w tyle, jeśli chodzi o jakość aplikacji. Programiści konsekwentnie traktują Androida jako „tę gorszą” platformę, oferując na Zielonego Robota mniej dopieszczone, uboższe i brzydsze wersje tych samych aplikacji. Nie mówiąc już o dziesiątkach aplikacji, których na Androida zwyczajnie nie ma. Jest co najmniej pięć takich programów, których zapewne używałbym każdego dnia na iPhonie, gdybym go kupił.

W końcu dochodzi – nie boję się tego powiedzieć – aspekt psychologiczny. Wśród ludzi branży kreatywnej iPhone jest „tym czymś”. Smartfonem numer jeden. Czy to w muzyce, czy w fotografii, profesjonaliści używają smartfonów i komputerów Apple’a. Jedni powiedzą, że to tylko moda. Ja powiem, że profesjonaliści branży kreatywnej korzystają ze sprzętów Apple’a z dwóch wyżej wymienionych powodów – niezawodności i jakości oprogramowania.

Nie bez znaczenia dla mojej iPhone’owej „chcicy” jest też ustawiczny mobbing (kolegia redakcyjne na FaceTime, teksty do sprawdzenia wysyłane w formacie .pages) i szykany ze strony pozostałych prowadzących Spider’s Web, którzy na wspólnym slackowym kanale regularnie dają mi do zrozumienia, że czas kupić „porządny telefon”. Niedoczekanie!

iPhone X iOS 11.3 Siri powiadomienia

Pięć powodów, dla których nie kupiłem iPhone’a

1. Mam już świetny telefon, który spełnia więcej niż 90 proc. moich oczekiwań.

Na co dzień używam obecnie Xperii XZ3 od Sony, wpieranej czasem przez LG V30. Ten zestaw zaspokaja większość moich smartfonowych potrzeb – Xperia XZ3 to doskonały smartfon do konsumpcji wideo. Wydajności nie brakuje żadnemu z nich. LG V30 powala resztę rynku, jeśli chodzi o jakość dźwięku w słuchawkach, a do tego udowodnił mi już wielokrotnie w czasie wyjazdów służbowych, że mogę na nim polegać.

Jedynym czego mi brakuje w obydwu urządzeniach, to lepszy aparat. Ale czy brak mi go na tyle, by wydać prawie 4000 zł na iPhone’a? Zdecydowanie nie. Tym bardziej, że gdybym zmieniał telefon tylko z tego powodu, kupiłbym tańszego o blisko połowę Galaxy S9.

2. Ceny nowych iPhone’ów przekraczają granicę zdrowego rozsądku.

Skoro mowa o tańszym o połowę Samsungu Galaxy S9… no właśnie. Cena iPhone’a, czy to ubiegłorocznego X-a, czy tegorocznego XR-a, jest – mówiąc wprost – poroniona. Nie da się jej niczym usprawiedliwić. Skoro tak fantastyczne telefony jak SGS9 czy Huawei P20 Pro mogą kosztować blisko połowę mniej, to naprawdę nie widzę racjonalnego uzasadnienia dla cen smartfonów Apple’a.

Cenę 4000 zł za smartfon uznaję za dopuszczalną w przypadku tylko jednego telefonu – Note’a 9, który rzeczywiście za te pieniądze daje więcej niż jakikolwiek inny smartfon. W przypadku Apple’a możemy wybrać tylko między drogim, droższym i najdroższym iPhone’em, bez realnych korzyści wynikających z rosnącej ceny.

3. Nie planuję zakupu Maca w przewidywalnej przyszłości.

Ten argument ostatecznie przeważył za nie-kupieniem iPhone’a. Bo widzicie, używanie iPhone’a nieposadając Maca, to jak kupić Ferrari, by jeździć nim tylko po zakupy do pobliskiej Biedronki. Niby można, ale… po co, skoro nigdy nie wykorzysta się pełni możliwości.

Chciałbym kupić Maca, nie przeczę. Sęk w tym, że najtańszy Mac, który miałby wydajność choćby zbliżoną do mojej obecnej „skrzynki” kosztuje obecnie… minimum 15 tys. złotych. Nie potrafię przed samym sobą usprawiedliwić wymiany w 100-proc. sprawnego, przepotężnego desktopa na laptopa Apple’a tylko dlatego, że miałbym na nim kilka aplikacji, których chciałbym używać, ale bez których w sumie całkiem nieźle sobie radzę.

4. W tym samym duchu nie potrafię usprawiedliwić zakupu iPhone’a

Jak pisałem wcześniej, smartfony z Androidem, których obecnie używam, spełniają jakieś 90 proc. moich codziennych potrzeb. Czy dla pozostałych 10 proc. warto wydawać tyle pieniędzy? Odpowiedź mogła być tylko jedna.

Czy żałuję, że nie mam na smartfonie kilku aplikacji, których regularnie zazdroszczę posiadaczom iPhone’ów? Oczywiście. Czy mogę żyć bez tych kilku aplikacji? Oczywiście.

Pozostaje jeszcze kwestia wspomnianej wcześniej niezawodności. Czy iPhone będzie bardziej niezawodny od posiadanych przeze mnie Androidów? Z pewnością. Ale czy uciążliwości Androida są na tyle dotkliwe, by rzucać wszystko i wydawać górę pieniędzy na iPhone’a? Nie sądzę.

5. Ktoś musi utrzymywać równowagę mocy.

To już z przymrużeniem oka, ale nie przeczę, że to dość istotny argument. Stali czytelnicy zapewne wiedzą, że ponad połowa redakcji Spider’s Web biega z iPhone’ami w kieszeniach i pracuje z Macami na biurkach.

Na swój sposób cieszę się, że nie należę do tego grona, bo dzięki temu mogę zachować (wybaczcie mi, koleżanki i koledzy) stosownie szeroką perspektywę sprzętową, jaka przystoi osobie recenzującej na co dzień elektronikę. Wejście do świata iPhone’a – widzę to po innych – oznacza istotne zamknięcie się na produkty i rozwiązania konkurencji.

A ja chcę jak najdłużej pozostać otwarty na każdą nowinkę, bo na rynku pojawia się w tej chwili tak wiele kapitalnych urządzeń mobilnych, że aż żal nie dawać im szansy tylko dlatego, że daliśmy się oczarować „magii jabłuszka”.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst