Bezpieczeństwo  / Felieton

Chopin, mamy problem! Czyli o jednym z ważniejszych wydarzeń mijającego tygodnia

- Chopin, mamy problem! Coś nam tu koło skrzydła lata.

Tak mniej więcej (choć bardziej mniej niż więcej) brzmiały słowa pilota samolotu Lufthansy, lecącego niedawno z Monachium do Warszawy. Pilot dostrzegł w odległości stu metrów od swojej maszyny bujającego się drona.

Takie czasy – kiedyś piloci meldowali o UFO, dziś o dronach. Zawsze uważałem, że samoloty są niebezpieczne nawet, gdy nic dookoła nich nie lata – żadne ptaki, drony czy też UFO. Wolałbym więc nie znaleźć się na pokładzie owego samolotu Lufthansy, który mógł zaliczyć stłuczkę z dronem. Albo coś nawet znacznie gorszego.

Dla mnie to było jedno z ważniejszych wydarzeń mijającego tygodnia. Nagle do naszej rzeczywistości powoli zakrada się – a właściwie wlatuje - nowe niebezpieczne zjawisko.

Pilot Lufthansy natychmiast powiadomił wieżę na lotnisku Chopina o zagrożeniu. Drona – i jego operatora – zaczęła szukać policja. Wysłano nawet wojskowy śmigłowiec, choć nic nie wiemy na temat tego, czy planowano drona zestrzelić. W każdym razie nie popędził za nim żaden z naszych F-16.

Drona w powietrzu już nie namierzono, ale policja po jakimś czasie odnalazła jego prawdopodobnego operatora. To 39-letni mieszkaniec okolic Piaseczna – od tej strony do lądowania podchodził samolot Lufthansy – który przyznał się, że mniej więcej w tym czasie używał swojego drona. Człowiek nigdy wcześniej nie karany, nie notowany. Mógł nawet nie wiedzieć albo nie rozumieć, jakie stwarza zagrożenie. Dziś – jak sugeruje policja – grozi mu nawet 8 lat więzienia. Zwyczajny obywatel, który za blisko podleciał do samolotu. To się porobiły czasy – kiedyś można było co najwyżej za blisko podejść do śmigła. A dziś każdy może podlecieć i śmigło mu głowy nie rozpłata.

dron-03

Może więc w ogóle należy zakazać posiadania dronów? Albo wydawać na nie pozwolenia tak jak na broń? Wymagać od każdego operatora lotniczego „prawa jazdy”? Dopuszczać do sprzedaży tylko drony wyposażone w transpondery, identyfikujące urządzenie po cyfrowym „numerze rejestracyjnym”?

Łatwo udowodnimy, że drony to fantastyczne urządzenia dla wszelkich chuliganów.

Z dronami jest bowiem taki problem, że mogą sprowadzić na kogoś śmiertelne niebezpieczeństwo, nie narażając przy tym operatora.

Kiedy na ulicy jadąc samochodem wymusimy pierwszeństwo, przeważnie sami też zostaniemy poszkodowani w wypadku. A pilot drona może w powietrzu wykonywać dzikie harce, spokojnie popijając piwo (tanie, bo wykosztował się na drona) i samemu w żaden sposób nie ryzykując. Dron to niemal czapka-niewidka pozwalająca rozrabiać bez pokazywania swojej twarzy.

Incydent w okolicach warszawskiego Okęcia pokazał przy okazji, że dość bezradna jest w takim przypadku ochrona lotniska. Gdyby do lądującej maszyny zbliżył się nieprzyjacielski samolot można by go zestrzelić, zanim powróci na swoje lotnisko. Dron może zniknąć niepostrzeżenie. Narozrabiać i kilkadziesiąt sekund później wylądować w dowolnym miejscu. Policji udało się namierzyć prawdopodobnego operatora, ale przecież dron sobie spokojnie odleciał, nie znaleziono go w powietrzu.

Wygląda na to, że operator drona, który wywołał popłoch na lotnisku Chopina, nie zdawał sobie sprawy z niebezpieczeństwa, jakie stworzył. I to jest clou sprawy.

Drony wydają się niewinnymi zabawkami, które można kupić w najbliższym supermarkecie elektronicznym, a okazują się niebezpiecznymi narzędziami.

Ale przecież piła elektryczna też jest niebezpieczna. Też nią można sobie albo komuś odciąć rękę. Nikt jednak z tego powodu nie będzie postulował, żeby zakazać sprzedaży pił elektrycznych.

dron-01

Tylko że między dronem a piłą elektryczną istnieje jedna ważna różnica. Niemal każdy zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa używania piły elektrycznej. Będzie więc posługiwał się nią bardzo ostrożnie – przynajmniej dopóki nie filmuje jakiejś teksańskiej masakry. A drony to wciąż coś zupełnie nowego i mało kto zdaje sobie sprawę, ile mogą wyrządzić szkód.

To jest być może jeden z głównych problemów związanych z dronami - jeszcze przez długo ich ceny będą spadać, powodując, że urządzenia będą coraz bardziej dostępne. Ale jednocześnie na tyle egzotyczne dla kupujących, że ci nie będą zdawali sobie sprawy z niebezpieczeństw, jakie potencjalnie mogą powodować.

Kto bowiem wypuszczając w ogródku drona liczy się z tym, że utraci nad nim kontrolę i dron spadnie komuś na głowę? Albo uszkodzi linię energetyczną? Zderzy się z samolotem?

Rosjanie niedawno zasłynęli akcją przestrzegającą przed bezmyślnym robieniem sobie selfie – najwyraźniej mieli u siebie sporo takich niebezpiecznych wypadków. Przyznam szczerze, że zrobili na mnie wrażenie tą akcją. Bo to pokazuje, jak władza dostrzega niebezpieczeństwa związane z nowoczesnymi technologiami, nawet tak banalnymi, jak kamerki umieszczone na kijkach do selfie. Nie wystarczy zakazać ludziom używania kijków do selfie w parkach rozrywki. Równie ważne jest tłumaczenie, dlaczego używanie ich niekiedy bywa niebezpieczne.

Dlatego moja sugestia o zakazie używania dronów to tylko prowokacja do zastanowienia się nad rosnącą rolą tych urządzeń w naszej codzienności.

Mnożenie zakazów niewiele z reguły daje. Mieliśmy już prostsze i tańsze urządzenia, którymi sprowadzano niebezpieczeństwo dla lądujących samolotów. Laserowe celowniki nie raz oślepiały pilotów podchodzących do lądowania. Trudno jednak zakazywać sprzedaży tych prostych urządzeń.

dron-02

Z zadowoleniem przyjąłbym publiczną akcję informującą o tym, gdzie dronami latać nie wolno. Albo nawet obowiązek dołączania takiej informacji do każdego sprzedanego drona. Istnieje co prawda zasada ignorantia iuris nocet – nieznajomość prawa szkodzi osobie, która się do niego nie stosuje. Ale przecież zależy nam nie na tym, żeby karać ludzi niefrasobliwie pilotujących drony, co na tym żeby po prostu tego nie robili. A jestem przekonany, że wielu z nich nie jest wcale podniebnymi chuliganami, tylko po prostu brakuje im nieco wiedzy i z pewnością wyobraźni.

Nie powinniśmy też dramatyzować, że Polacy pod względem „droniarstwa” odstają negatywnie od reszty świata. BBC podało, że według danych Urzędu Lotnictwa Cywilnego w Wielkiej Brytanii pomiędzy marcem 2014 a majem 2015 roku zdarzyło się w okolicach lotnisk sześć niebezpiecznych sytuacji z udziałem dronów. Raz dron znalazł się w odległości zaledwie kilku metrów od skrzydła Airbusa 320.

Przy okazji muszę przyznać, że coraz częściej nudzi mnie wykorzystywanie dronów w fotografii i filmowaniu.

Kolejne nagrania stają się okrutnie sztampowe. Najazd z tyłu na biegnącego człowieka, pedałującego kolarza, szusującego narciarza czy pędzący samochód widziałem w ostatnich miesiącach tyle razy, że każdym osobnym ujęciem obdarzyłbym wszystkich Chińczyków. Filmy kręcone dronem stały się powtarzalne i nudne jak pornografia.

Niedługo pewnie w sprzedaży pojawią się nowe drony do selfie. Jakieś maleństwa, które podrzucimy nad głową, pofruwają nad nami kilkadziesiąt sekund i nakręcą selfie. A to z piramidami w tle, a to z wieżą Eiffle’a, a to z Pałacem Kultury. To się dopiero będzie działo, gdy zaczną się ze sobą zderzać! Pewnie wtedy w miejscach turystycznych zostanie wprowadzony obowiązek chodzenia w kaskach.

Piotr Lipiński – reporter, fotograf, filmowiec. Pisze na zmianę o historii i nowoczesnych technologiach. Autor kilku książek, między innymi „Bolesław Niejasny” i „Raport Rzepeckiego”. Publikował w „Gazecie Wyborczej”, „Na przełaj”, „Polityce”. Wielokrotnie wyróżniany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i nominowany do nagród „Press”. Laureat nagrody Prezesa Stowarzyszenia Filmowców Polskich za dokument „Co się stało z polskim Billem Gatesem”. Bloguje na PiotrLipinski.pl. Żartuje na Twitterze @PiotrLipinski. Nowa książka „Geniusz i świnie” – o Jacku Karpińskim, wybitnym informatyku, który w latach PRL hodował świnie – w wersji papierowej oraz ebookowej.

Czytaj również: 

* Pierwsze zdjęcie pochodzi z Shutterstock. Autorem pozostałych jest Marcin Połowianiuk.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst