Leon XIV: papież epoki algorytmów. Dolina Krzemowa może mieć z nim problem

Robert Francis Prevost to papież kompromisu, centrum, dialogu. Patrząc na kierunek, w którym zmierza świat – tak mocno napędzany przez nowe technologie – trudno o lepszy wybór. Tak jak Leon XIII chciał być papieżem robotników, tak Leon XIV może stać się papieżem prekariatu; papieżem, który chce dać nadzieję wszystkim tym białym kołnierzykom, którym sztuczna inteligencja odbiera poczucie przyszłości.

Leon XIV: papież epoki algorytmów. Dolina Krzemowa może mieć z nim problem

Rok 1968. Papież Paweł VI ogłasza głośną encyklikę Humanae vitae, w której potępia stosowanie antykoncepcji hormonalnej, innych form kontroli urodzeń, sterylizacji i aborcji, a promuje naturalne metody regulacji urodzin. Papieskie orędzie, wydane w środku rewolucji seksualnej, która wówczas rozpalała Zachód, było odczytywane nie tylko jako głos sprzeciwu, ale wręcz jako cofnięcie się z kierunku zmian ku nowoczesności, jakie Kościołowi miał nadać Sobór Watykański II. Paweł VI w rzeczywistości próbował wejść w dialog z rzeczywistością – pokazać, że rozumie zmiany społeczne, ale jednocześnie pozostaje wierny doktrynie. Wiedział, że świat „odjeżdża Kościołowi”.

W 2025 roku może wydawać się to dziwne, ale rzeczywiście Paweł VI starał się prowadzić Kościół po wzburzonych wodach nowoczesności. Rozumiał znaczenie mediów, pielgrzymek po świecie, dialogów. Kolejni papieże raczej próbowali okopać się w twierdzy instytucji. Jan Paweł II był wielkim mówcą, charyzmatycznym przywódcą, ale w głębi nie rozumiał nowoczesnego świata. Także „skromny pracownik winnicy Pańskiej”, Benedykt XVI, jak i Argentyńczyk Franciszek, byli ślepi na globalne zmiany. Pierwszy skupił się na teologicznych rozważaniach, drugi na gestach – pięknych, ale często pustych.

Mam wrażenie, że dopiero Leon XIV jest papieżem, który nie chce, aby Kościół jedynie trwał, lecz by aktywnie dialogował ze światem i był latarnią dla swoich wiernych.

Przyznam, że od momentu wyboru w Watykanie myślałem nad tekstem o nowym papieżu i sztucznej inteligencji. Potrzebowałem jednak dystansu. Czasu, by nowy papież przestał być sensacją, ciekawostką, gadżeciarzem (o, papież ma smartwatcha!) i zajął się prawdziwą pracą. Stał się przezroczysty; przemówiły przez niego słowa, a nie spekulacje czy medialne etykiety.

Papież trzech światów

Wróćmy do szalonej końcówki lat 60. XX wieku. Po Soborze Watykańskim II i w epoce rewolucji seksualnej tysiące księży i zakonników porzucało stan duchowny. Zakony przeżywały kryzys tożsamości, seminaria – dramatyczny spadek liczby powołań.

A jednak w 1969 roku, mając zaledwie czternaście lat, Rob Prevost wstąpił do niższego seminarium augustianów w Holland w stanie Michigan. Młody Prevost dojrzewał religijnie w czasie instytucjonalnego niepokoju. W samych Stanach Zjednoczonych lata 70. to także czas wielkiego społecznego i politycznego fermentu (na marginesie: polecam dokument Rok 1975 na Netfliksie – pokazuje tę dekadę znakomicie).

Po ukończeniu szkoły średniej kontynuował formację w augustiańskim Villanova University pod Filadelfią, studiując matematykę i filozofię. Student zdyscyplinowany, raczej introwertyczny, znany z metodycznego podejścia do nauki i życia wspólnotowego. W 1977 roku złożył śluby wieczyste – choć, jak przyznawał później, nie bez wahań. Kapłaństwo nie było dla niego romantycznym ideałem. Było zobowiązaniem wymagającym przemyślenia do końca.

W 1982 roku przyjął święcenia kapłańskie. Zamiast pozostać w Stanach Zjednoczonych, niemal natychmiast wysłano go do Peru - kraju dotkniętego kryzysem gospodarczym i narastającą przemocą ze strony Świetlistego Szlaku. To tam, z dala od amerykańskich debat kościelnych, ukształtował się jego styl duszpasterski: pragmatyczny, nastawiony na słuchanie, nieufny wobec ideologii, a jednocześnie głęboko zakorzeniony w strukturach instytucjonalnych Kościoła.

W styczniu 2023 roku papież Franciszek mianował Prevosta prefektem Dykasterii ds. Biskupów – jednego z najważniejszych urzędów w Kurii Rzymskiej. Prevost nie należał do watykańskich ideologów, ale rozumiał logikę kurialną: procedury, język kompromisu, cierpliwość. Był postrzegany jako człowiek lojalny wobec doktryny i wrażliwy na lokalne uwarunkowania.

Zaraz po wyborze Leon XIV został nazwany „pierwszym papieżem z USA” i „papieżem panamerykańskim” – bo łączył obie Ameryki. A także „papieżem trzech światów”: Stanów Zjednoczonych, Peru i Rzymu. W gruncie rzeczy obywatel trzech państw, tymczasowo Watykanu, pracując w Stolicy Apostolskiej.

Papież Leon XIV na okładce tygodnika "Time". 26 maja 2025.

Ale tym, co naprawdę wyróżnia Roberta Prevosta, 267. papieża i 9. suwerena Państwa Watykańskiego, jest rozumienie świata.

Amerykanin z Chicago, augustianin, kanonista, długoletni administrator. Człowiek bez medialnej charyzmy, bez teologicznych manifestów, bez rewolucyjnych zapowiedzi. A jednak bardzo szybko okazało się, że jego cichy pontyfikat dotyka jednego z największych wyzwań współczesności: sztucznej inteligencji. Nie jako gadżetu, lecz jako wyzwania antropologicznego, społecznego i duchowego.

Czy jednak to się uda?

– Chrześcijański opis świata nie ma prestiżu naukowego, a po niezliczonych procesach o pedofilię księży trudno mówić o autorytecie moralnym katolicyzmu. Od czasu Darwina refleksje teologów, próbujących ułożyć chrześcijańską opowieść w sposób zgodny z wiedzą naukową i wiarygodny dla współczesnego człowieka - są cenzurowane i nie stają się częścią masowego nauczania. Po niezliczonych procesach o pedofilię księży trudno także mówić o autorytecie moralnym katolicyzmu – zauważa Dariusz Kot, badacz nurtów poreligijnych i publicysta „Tygodnika Powszechnego” oraz „Więzi”.

"Kot uważa, że czas na nową „teologię wyzwolenia”, która mogłaby krytykować technokratyczną oligarchię. Inna opcja to rehabilitacja „kosmicznej Chrystologii” de Chardina, w której zbawienie dotyczy kolektywnie całej ludzkości – alternatywa dla projektów longtermistów.

– Katastrofa AGI jest już tak bliska, że nie możemy odrzucić oferty pomocy ze strony globalnej instytucji, jaką jest Kościół. Czy jednak papież i biskupi zdążą zmienić teologiczne priorytety wystarczająco szybko? – pyta Kot.

Młyny Boże, to znaczy kościelne, mielą wolno, ale dokładnie. Czy jednak zanim teolodzy z papieżem znajda odpowiedzi na wyzwania codzienności, nie będzie za późno?

Rerum Novarum

Nie jest tajemnicą, że inspiracją do przyjęcia imienia Leon XIV przez kardynała Prevosta była encyklika Rerum Novarum (łac. „Rzeczy nowe”) Leona XIII z 1891 roku. Dokument powstał w czasie gwałtownych przemian społecznych i gospodarczych wywołanych rewolucją przemysłową. Zmieniła ona radykalnie strukturę ówczesnych społeczeństw.

Dynamiczny rozwój produkcji maszynowej i systemu fabrycznego przyniósł wzrost bogactwa i wydajności, ale jednocześnie doprowadził do upadku wielu form zatrudnienia w rolnictwie i masowej migracji ludności do przeludnionych miast o fatalnych warunkach sanitarnych. Praca była ciężka, niebezpieczna i nisko opłacana. Dysproporcje majątkowe prowadziły do ostrych napięć społecznych i sprzyjały ideom komunistycznym.

W odpowiedzi na te wyzwania Leon XIII ogłosił encyklikę Rerum Novarum. Pierwszy tak jednoznaczny papieski dokument poświęcony sprawiedliwości społecznej. Leona XIII, najdłużej urzędującego papieża w historii, niepokoiły rosnące wpływy ideologii komunistycznej. Kościół przegrywał z Marksem walkę o rząd dusz. Romantyczne, ludowe zwroty drugiej połowy XIX wieku podważały autorytet papieża. Parafrazując klasyka: z czym do ludu?

W swojej encyklice Leon XIII wskazywał, że „wąska grupa niezwykle bogatych” nałożyła na „ogromne rzesze ubogich pracowników” ciężar niewiele różniący się od niewolnictwa. Społeczeństwo zostało głęboko podzielone między skrajnym bogactwem a dotkliwą nędzą. Koniec feudalizmu i rodzący się kapitalizm oznaczały galopujące nierówności. Brzmi znajomo. Dziś technofeudalizm zastępuje klasyczny kapitalizm.

Leon XIII odrzucał komunizm, atrakcyjny dla robotników naciskanych przez automatyzację. Podkreślał prawo ludzi pracy do owoców własnego wysiłku. Godziwa płaca, czas na życie rodzinne i religijne, prawo do zrzeszania się w chrześcijańskich związkach zawodowych. Brzmi lewicowo, a nawet lewacko, ale pod koniec XIX wieku Kościół nie miał wyjścia. W czasie, gdy Nietzsche ogłosił „śmierć Boga”, nie mógł położyć się na katafalku obok Idei. Musiał zejść do profanum.

Przyniosło to efekt. Tezy papieża trafiły pod strzechy. Z biegiem czasu znalazły odzwierciedlenie w konkretnych rozwiązaniach społecznych i prawnych. W Stanach Zjednoczonych jednym z pierwszych orędowników płacy minimalnej był ksiądz i ekonomista John A. Ryan, który wprost odwoływał się do nauczania Leona XIII. Idee zawarte w jego pracy Płaca minimalna a sprawiedliwość dystrybutywna wykorzystano w programach Nowego Ładu, gdy Ryan stał się bliskim współpracownikiem prezydenta Franklina D. Roosevelta.

Grobowiec Leona XIII w Bazylcie św. Jana na Lateranie.

Oddziaływanie Rerum Novarum nie ograniczało się do USA. W Australii wpłynęło na środowiska polityczne, które doprowadziły do wprowadzenia płacy minimalnej. W Meksyku stało się impulsem do powstania katolickich związków zawodowych i organizacji samopomocowych. Dokument kształtował katolicki aktywizm społeczny, promując rozwój ani bezkrytycznie kapitalistyczny, ani marksistowski.
W efekcie powstały silne, aktywne politycznie organizacje katolickie.

Rzeczy najnowsze

Jakie będą rzeczy nowe Leona XIV? Papież wie, że nowa rewolucja przemysłowa ma swoje wyzwania. Rządzą już nie tyle władcy kapitału, ile książęta danych; magnaci z Doliny Krzemowej, a nie przemysłowcy z Detroit, Paryża czy Manchesteru.

Tamta encyklika była odpowiedzią Kościoła na rewolucję przemysłową, która rozrywała tkankę społeczną XIX wieku, przekształcała ludzi w zasoby, a pracę w towar. Dzisiejsza rewolucja – cyfrowa – nie jest mniej gwałtowna. Różni się tylko tym, że nie stawia maszyn w fabrykach, lecz algorytmy w umysłach, w relacjach i w procesach decyzyjnych. Jeśli Leon XIII pytał, kim jest robotnik w świecie maszyn, Leon XIV pyta: kim jest człowiek w świecie, w którym maszyny zaczynają podejmować decyzje.

Już zaraz po wyborze, w jednym z pierwszych przemówień, papież mówił o wyzwaniach, jakie sztuczna inteligencja stawia społeczeństwu – nie tylko biznesowi! Podczas grudniowej konferencji Sztuczna inteligencja i troska o nasz wspólny dom podkreślał, że zdolność dostępu do ogromnych zasobów danych i informacji nie oznacza automatycznie umiejętności nadawania im sensu i odkrywania ich wartości.

Jak zaznaczał, to drugie wymaga gotowości do konfrontacji z tajemnicą oraz fundamentalnymi pytaniami ludzkiej egzystencji – nawet jeśli kwestie te bywają marginalizowane lub wyśmiewane przez dominujące modele kulturowe i ekonomiczne.

„Dobrostan społeczeństwa” – kontynuował – „zależy od zdolności młodych ludzi do rozwijania własnych talentów oraz do odpowiadania na wyzwania współczesności i potrzeby innych z hojnością i otwartością umysłu”.

Zdaniem papieża konieczne jest także „odbudowanie i umacnianie zaufania do ludzkiej zdolności kierowania rozwojem” nowych technologii, takich jak AI, zamiast postrzegania tego procesu jako „nieuchronnego biegu wydarzeń”.

Tak, papież mógł brzmieć jak sceptyk AI, jak nowy luddysta – moglibyśmy go nawet zaprosić na łamy magazynu Spider’s Web+ – ale w rzeczy samej w głowie Ojca Świętego pojawiła się refleksja, że sztuczna inteligencja powinna służyć człowiekowi, a nie odwrotnie. Parafrazując „szefa” papieża, Jezusa: „technologii trzeba oddać to, co technologiczne, a człowiekowi to, co ludzkie”. Nie powinniśmy też z AI czynić sobie bożka, idola, Absolutu (tu już mocno zaleciało św. Pawłem).

W swoim wystąpieniu papież podkreślał także, że rozwój AI wymaga „skoordynowanych i uzgodnionych działań z udziałem polityki, instytucji, przedsiębiorstw, finansów, edukacji, komunikacji, obywateli i wspólnot religijnych”.

Leon XIV uważa – i słusznie – że sztuczna inteligencja jest zbyt ważna, by zostawić ją w rękach wyłącznie programistów i tech bossów.

Choć papież nie ma takiego „flow” z młodzieżą jak Jan Paweł II, to ma do niej konkretny przekaz. Nie mówi o żadnym nowym Westerplatte, ale podkreśla moralną odpowiedzialność w epoce AI. Podczas listopadowego spotkania z młodzieżą w USA wyjaśniał: „należy pomagać nowym pokoleniom i udzielać im wskazówek, jeśli chodzi o ich podejście do nowych technologii”.

Nie widzi w AI szatana, lecz narzędzie, które może być szalenie pomocne, jeśli użyje się go z rozwagą. Zasadniczym niepokojem Leona wydaje się proces, w którym rozwój technologii stopniowo usuwa człowieka z centralnego miejsca w podejmowaniu decyzji moralnych. Papież dostrzega, że rozwój AI jest nieunikniony, ale trzeba maksymalnie zminimalizować jego społeczne koszty.

Jeśli algorytmy uwagi przejmą kontrolę nad procesami poznawczymi najmłodszych, żadna regulacja rynku pracy nie uratuje społeczeństw przed duchowym wypaleniem. Papież nie mówi tego językiem neurobiologii czy psychologii poznawczej, ale trafia w sedno: człowiek, który nie potrafi się zatrzymać, zdziwić i pomyśleć, nie będzie w stanie rządzić technologią, bo po prostu odda jej władzę.

Warto podkreślić, że matematyczne wykształcenie i głęboka wrażliwość papieża pozwalają mu mówić o technologiach z precyzją i zrozumieniem. Bez zbędnego patosu, ale też bez lania wody. Leon XIV nie jest alarmistą. Nie jest technofobem lamentującym nad rozwojem maszyn. Wręcz przeciwnie – jawi się jako przenikliwy głos, który buduje most między tradycją a przemianami technologicznymi.

Nie przemawia przez niego wyłącznie intuicja, jaką miał jego poprzednik. Franciszek wiedział, że AI może namieszać – ostrzegał i zalecał czujność – jednak bał się jej. Papież z USA chce rozwoju, ale na transparentnych i jasnych zasadach. Choć Amerykanin, myśli w tym kontekście niemal po europejsku: najpierw regulacje, troska o społeczeństwo, potem rozwój.

Papież Leon XIV tuż po wyborze w maju 2025 r.

Papież prekariuszy

Tak jak Leon XIII chciał być papieżem robotników, tak Leon XIV może być papieżem prekariatu – papieżem, który chce dać nadzieję (a może i realną ochronę) wszystkim tym białym kołnierzykom, którym AI odbiera perspektywy.

Warto podkreślić kluczową rzecz: AI (a dokładniej ludzie ją tworzący i wykorzystujący) nie odbiera ludziom pracy od razu. To proces powolny – gotowanie żaby w wywarze z łez, upokorzeń i mozołu. Sztuczna inteligencja sprawia, że twoja siła przetargowa na rynku pracy spada. Zgadzasz się na gorsze warunki, niższe stawki.

Widać to na przykładzie pracy kierowców taksówek. Uberyzacja przewozów nie wysłała taksówkarzy na zieloną trawkę. Sprawiła tylko, że pracują więcej za mniej, konkurując z nisko opłacanymi robotnikami. Prekaryzacji ulegają kolejne zawody: dziennikarze, prawnicy, księgowi. Tam, gdzie AI może odebrać choćby część twojego talentu, warsztatu czy sznytu, twoje zajęcie traci na wartości.

Leon XIV, co warte podkreślenia, pochodzi z kraju, w którym proces jest widoczny jak na dłoni. Stany Zjednoczone – poza tym, że to państwo bandyckie – to bogaty kraj biednych ludzi. Z którego wywodzą się największe firmy świata, gdzie mieszkają najbogatsi ludzie globu (9 z 10 najbogatszych w 2025 roku to Amerykanie), a jednocześnie 23 proc. obywateli odkłada lub pomija wizyty u lekarza z powodu kosztów.

To światowy lider na glinianych nogach, który depcze własnych obywateli.

Leon XIV widzi, że przedsiębiorstwa działające w sektorze AI uwidoczniły i pogłębiły pewne patologie globalnego kapitalizmu – tania siła robocza, wyzysk w Azji i Afryce, marginalizacja dawnej klasy średniej. To już nie „murzyni z lepianek”, lecz graficy, aktorzy, artyści. O wyzysku branży kreatywnej w Dolinie Niesamowitości pisał Paweł Kicman w artykule Biedni twórcy superbohaterów. Oto jak wyzyskuje Marvel.

Leon XIV dostrzega, że ci, którzy jeszcze niedawno wierzyli w amerykański sen, mogą stać się nowymi, wykształconymi biednymi. „Gdy bajecznie bogaci staną się jeszcze bogatsi, a biedni będą pracować na trzy etaty” – jak mówi Geoffrey Hinton, noblista i jeden z ojców współczesnej AI – cierpiący lud będzie szukał wsparcia. Albo w ruchu MAGA, albo w Kościele.

Dla przyszłości świata, co może szokować antyklerykałów, lepiej jeśli przegrani skierują wzrok ku krzyżowi, a nie pochodni.

Choć nie wiadomo, jakie konkretne zalecenia w sprawie AI ogłosi Leon XIV, doświadczenie historyczne sugeruje jedno: jeśli zdoła zmobilizować globalną wspólnotę katolików do sprzeciwu wobec dehumanizujących aspektów rozwoju AI z taką determinacją, z jaką jego poprzednik przeciwstawił się wyzyskowi epoki industrialnej, Dolina Krzemowa może napotkać nową, moralną i duchową siłę.

Aggiornamento

Postawienie sztucznej inteligencji w samym sercu nowego pontyfikatu, choć na pierwszy rzut oka może wydawać się zaskakujące, następuje w wyjątkowo sprzyjającym momencie. Dwa lata po tym, jak rozmowy z ChatGPT stały się powszechne, świat zdaje się nieprzygotowany do poważnej konfrontacji z wyzwaniami stworzonymi przez maszyny obdarzone zdolnościami poznawczymi – a tym bardziej do poszukiwania skutecznych odpowiedzi. Publiczny dyskurs na temat AI został zdominowany przez transhumanistyczną logikę kapitalizmu, szczególnie silnie zakorzenioną w Dolinie Krzemowej oraz wśród elit finansowych, sprawujących realną kontrolę nad globalnymi firmami technologicznymi.

W czasie, gdy w różnych częściach świata rodzą się quasi-religijne wspólnoty skupione wokół AI, tradycyjny i często postrzegany jako zachowawczy Kościół katolicki może paradoksalnie odegrać rolę stabilizującego, racjonalnego głosu w narastającej technologicznej euforii.

Czy jednak tak skostniała instytucja jak Kościół naprawdę rozumie dziejową rolę sztucznej inteligencji? Pytam o to filozofa technologii, dr. hab. Michała Krzykawskiego, profesora Uniwersytetu Śląskiego, prywatnie apostatę i ateistę.

– Nie wierzę, aby Kościół był intelektualnie gotowy na to, aby zmierzyć się z tematem nowych technologii. Bo taka gotowość musiałaby oznaczać jakąś odnowę, rewolucję. Nie w wymiarze społecznym, lecz teologicznym, doktrynalnym – w sensie odnowy myśli czy rozumienia relacji między człowiekiem a techniką, religijnością a cyfrowością, chrześcijaństwem i innymi monoteizmami a kapitalizmem. O kwestii ciała, oddzielenia duszy od ciała, czy nieśmiertelności nie wspominając. Nie mam poczucia, że Leon XIV mówi tu coś w duchu takiej odnowy. Przynajmniej na razie. Fakt, że Leon XIV jest jednocześnie filozofem i matematykiem, jest w w sumie dość intrygujący – wyjaśnia filozof.

Jego zdaniem jednak pewna nadzieja jest. Papież – chociaż mówi o AI, a nie udaje, że tematu nie ma – wysuwa swój głos. Czy ma znaczenie?

– Chciałbym, żeby głos papieża zabrzmiał na przykład w sprawie quasi-teologicznych struktur narracji napędzających rozwój nowych technologii w Dolinie Krzemowej, popularnych tam „filozofii”, takich jak techno-mesjanizm, czy zapędów Petera Thiela, który mówi o Antychryście i chce ratować Zachodnią duszę, wierząc w wyższość kulturową Zachodu nad innymi kulturami i nie pałając sympatią do demokracji. A jego kolega z firmy Anthropic Alexander Karp mówi wręcz wprost, że ceną za demokrację jest inwigilacja – dodaje Krzykawski.

Filozof postuluje odwagę. O sztucznej inteligencji nie można mówić bojąc się.

– Jeśli fundamentalne pytania mielibyśmy stawiać w strachu, byłoby to niebezpieczne, bo w strachu, zwłaszcza tym panicznym, nie da się myśleć. Sztuczna inteligencja powinna nas w najwyższym stopniu niepokoić. Bo myśl rodzi się z niepokoju, a nie z paniki. W panice trzeźwa myśl ustaje, a jej miejsce zajmują absurdalne scenariusze technologicznej przyszłości, zupełnie niegodne naszego strachu i przesłaniające nam realne wyzwania związane z rozwojem AI – zauważa. Tak jak kiedyś straszono nas Bogiem mściwym, tak dziś niektórzy straszą technologią.

Dariusz Kot dodaje, że przecież „chrześcijaństwo zachowało wiele z pogańskich wierzeń, którym nadało nowe nazwy”.

– Matki Boskie i święci zastąpili dawne boginie plonów i demony, które mogą nam pomóc oswoić się z nowym światem – znów zamieszkałym przez nie-ludzkie wyższe umysły, których nie rozumiemy, ale których obecność i władza nad naszym życiem wymaga uznania – podkreśla badacz.

Fragment malowidła Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej w Watykanie.

– Ciekawie o tych kwestiach pisał Jacques Derrida w eseju "Wiara i wiedza", choć, jak to u Derridy, styl pisania jest dość wymagający i może być za wysokim progiem wejściowym. Ale z grubsza chodziło mu o to, że względem maszyny, techniki czy tego, co w jego czasach nazywano technologiami teleinformatycznymi religia zachowuje podwójne i paradoksalne stanowisko: zwalcza powiązane z tymi technologiami „nowoczesne siły abstrakcji”, jak je nazywał Derrida – podkreśla z kolei Krzykawski.

A jednocześnie te siły podbija, intensyfikuje, nieustannie i na nowo afirmuje, przyczyniając się do zjawisk ściśle powiązanych z siłami kapitału: delokalizacją, formalizacją, standaryzacją czy ekonomiczną globalizacją.

– Derrida używał w tym kontekście określenia le mal d’abstraction, które można przełożyć na różne sposoby: choroba abstrahowania, zło abstrahowania czy niedostateczność abstrakcji. Zło abstrakcji jako niedostatek dobra. Pozwoliło mu to w nowym świetle spojrzeć na starą kwestię zła. A jednocześnie pokazać, że religii nie da się rozumieć niezależnie od techniki, nawet jeśli religia nie ustaje w wysiłkach, aby wymazać jej znaczenie. Ale jest w nią uwikłana, podobnie jak człowiek i bogowie, których wytwarza. Co to wszystko znaczy dzisiaj, gdy te abstrakcje skonkretyzowały się w maszynach obliczeniowych, które przesycają nasz świat życia codziennego, co czasem zamienia go w prawdziwe piekło – podsumowuje Krzykawski. 

Bóg AI

Zanim nowy papież zwróci się do teologów z pytaniem o kształt świeckiej debaty dotyczącej inteligentnych maszyn, warto uświadomić im, że dominujące dziś narracje – ekonomiczna oraz polityczna – są nie tylko wewnętrznie sprzeczne, lecz także rażąco niekompletne.

Kot zauważa, że Kościół działa podobnie do oddolnych inicjatyw, których celem jest regulowanie i kontrolowanie rozwoju AI. Zarówno te ruchy, jak i Kościół, „podważają dominujące założenia o samoregulującym się rynku, rzekomej neutralności technologii oraz dobrej wierze zarządów największych koncernów”.

Pytam dr. Krzykawskiego, czy Leon XIV – papież dialogu, umiarkowany – może mieć wpływ na regulacje i co społeczna nauka Kościoła może wnieść do współczesnej filozofii technologii.

– Odwróciłbym to pytanie i zapytał, co współczesna filozofia techniki może wnieść do społecznej nauki Kościoła, żeby ta nauka pomogła nam, filozofom i filozofkom techniki, zwalczać techno-społeczną ślepotę. Ten styk społeczeństwa z technologią pozostaje dziwnie nieprzejrzysty, choć żaden system społeczny nie może istnieć bez systemu technicznego. Współczesna filozofia techniki dostarcza narzędzi teoretycznych i praktycznych, które tę nieprzejrzystość rozświetlają i pozwalają lepiej rozumieć naszą współczesną kondycję – zauważa dr Krzykawski.

Choć inicjatywy skoncentrowane na bezpieczeństwie AI – takie jak międzynarodowy ruch Pause AI czy bardziej konfrontacyjny Stop AI, znany z blokowania dostępu do siedzib firm powiązanych z Samem Altmanem – pozostają na marginesie głównego nurtu debaty, przyciągają młodych, silnie zaangażowanych aktywistów. Ich ambicją jest wywarcie realnej presji na rządy, aby zmusić przedsiębiorstwa technologiczne do przeprowadzania rzetelnych i wiarygodnych testów bezpieczeństwa przed wprowadzeniem kolejnych generacji systemów AI na rynek.

Sam Kościół też ma swoją wizję projektowania AI. W rozmowie ks. Grzegorz Strzelczyk, doktor teologii dogmatycznej i adiunkt w Katedrze Teologii Dogmatycznej i Duchowości Uniwersytetu Śląskiego, podkreśla, że… sztuczna inteligencja powinna być kształtowana na wzór Jezusa.

Choć może się to wydawać przesadą, a tezę ks. Strzelczyka można odrzucić stwierdzeniem „Kościół znów wpycha się tam, gdzie go nie chcą”, logika duchowa ma sens.

– Teologia chrześcijańska może pomóc wybrać odpowiednią etykę, kierując się intuicją Logos: choć jest Bogiem i potężniejszy od człowieka, uniżył się, przyjął perspektywę człowieka i służył mu. Jezus jest miłosierny, także wobec swoich oprawców – tłumaczy ks. Strzelczyk.

Miłosierna sztuczna inteligencja to nic innego jak pokorna, służąca człowiekowi i rozumiejąca go AI. Człowiek staje się dla niej priorytetem.

Pytałem ks. Strzelczyka, czy AI może uznać człowieka za swojego Boga.

– To teological fiction, ciekawe ćwiczenie umysłowe, ale oparte na bardzo miernych przesłankach. Tak naprawdę niewiele jeszcze wiemy o AI ogólnego zastosowania – wyjaśniał. Jedyną drogą jest „sztuczna inteligencja, która nie jest Bogiem, ale też nie jest bożkiem”.

Jak zauważa dr Krzykawski, AI nie musi być destrukcyjna dla pozycji człowieka w świecie.

Człowiek jest w o wiele większym stopniu istotą techniczną niż biologiczną, ale gdy zapominamy o naszej biologiczności i cielesności, tracimy poczucie granic, sensu, realizmu. Brniemy w naukowe fikcje, zamiast budować solidną myśl humanistyczno-techniczną, która pozwala zrozumieć miejsce człowieka w świecie. Fikcje same w sobie nie są złe, nasz mózg to maszyna wytwarzająca fikcje, problem pojawia się, gdy zamieniają się w iluzje, zagłuszając myślenie krytyczne i mądrość praktyczną – zauważa.

Filozof postuluje odwagę. O sztucznej inteligencji nie można mówić bojąc się.

– Jeśli fundamentalne pytania mielibyśmy odkładać w strachu, byłoby to niebezpieczne, bo w strachu nie da się myśleć. Myśl rodzi się z niepokoju, a nie z paniki. Kiedy ogarnia cię strach, trzeźwa myśl ustaje – zauważa. Tak jak kiedyś straszono nas Bogiem mściwym, tak dziś niektórzy straszą technologią.

 class="wp-image-5687155"
Okładka oficjalnego dziennika watykańskiego tuż po wyborze papieża.

L’Osservatore Romano

W watykańskich korytarzach, gdzie tradycja ciąży niczym ołów, a historia oddycha przez kamień, może rodzić się refleksja nad AI – która nawet największym ateuszom i antyklerykałom, tym którym los zwykłego człowieka nie jest obojętny, daje przeciwwagę dla taniego entuzjazmu Doliny Krzemowej.

Być może właśnie na tym polega dziś chrześcijańskie dziedzictwo: nie na obronie przeszłości, lecz na obronie człowieka przed przyszłością, która nie pyta o zgodę.

Jeśli tak, Leon XIV jest papieżem dokładnie na swoje czasy. Czekam na dalsze jego działania. Jego słowa, w 2026 roku, w dobie sekularyzacji i laicyzacji, mogą brzmieć jak wołanie na puszczy, ale niech będzie, że Rzym przemówił. Roma locuta, causa (non) finita.