Prezes Microsoftu kłania się Apple'owi i Intelowi. "Bez was by nas nie było"
Satya Nadella nieczęsto pozwala sobie na tak otwarte refleksje o przeszłości firmy. A już na pewno rzadko zdarza się, by CEO giganta z Redmond publicznie komplementował konkurentów.

Nadella stwierdził wprost, że największe produkty Microsoftu narodziły się dzięki temu, że firma potrafiła „jechać na sukcesie innych” zamiast traktować rywali jak wrogów, których trzeba za wszelką cenę pokonać. To dość odświeżające podejście, zwłaszcza w czasach, gdy Big Tech najchętniej opowiada o sobie jako o samotnych wizjonerach zmieniających świat.
„Bez Intela nie byłoby Windowsa. Bez Maca nie byłoby Office’a”
Nadella przypomniał, że w latach 80. i 90. pojęcie „Wintel” było wręcz powszechnie stosowane. MS‑DOS powstawał z myślą o komputerach IBM z procesorami Intela, a później Windows stał się naturalnym wyborem dla pecetów x86. To właśnie ta symbioza wyniosła Microsoft na szczyt rynku komputerów osobistych. Bez niej - jak twierdzi CEO - historia mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej.
Czytaj też:
Jeszcze ciekawszy jest jednak wątek Apple’a. Nadella zauważył, że pierwsze wersje Worda i Excela w wersji graficznej debiutowały… na Macu. I to nie dlatego, że Microsoft chciał zrobić Apple’owi przysługę, tylko dlatego, że System 1 był wtedy po prostu lepszy i bardziej przyjazny niż Windows 1.0. Trudno się dziwić - w tamtym czasie macOS (a właściwie jego praprzodek) był pionierem interfejsów graficznych, podczas gdy Windows dopiero raczkował.
To Apple było więc poligonem doświadczalnym dla Office’a. A Office - jak wiemy - stał się jednym z najważniejszych produktów w historii Microsoftu.
Microsoft zmienia priorytety. „Fabryka oprogramowania” to za mało
W rozmowie Nadella przyznał też, że firma odchodzi od dawnej wizji Billa Gatesa, według której Microsoft miał być przede wszystkim „fabryką software’u”. Dziś to już nie wystarcza - i trudno się z tym nie zgodzić patrząc na to, jak dynamicznie zmienia się rynek.

Microsoft stawia teraz na trzy filary: bezpieczeństwo, jakość i transformację AI. To ostatnie brzmi oczywiście jak korporacyjny slogan, ale faktem jest, że firma inwestuje w sztuczną inteligencję ogromne środki. Problem w tym, że inwestorzy zaczynają się niecierpliwić - ostatnie wyniki Azure’a i Microsoft 365 były poniżej oczekiwań, a zwrot z inwestycji w AI wciąż nie jest tak spektakularny, jak obiecywano.
To właśnie dlatego Microsoft zapowiada duże zmiany w Windowsie 11 w bieżącym roku, a nawet… przegląd strategii dotyczącej Copilota. Firma rozważa uproszczenie doświadczenia użytkownika, a niektóre aplikacje - jak Notatnik czy Paint - mogą stracić integrację z AI. To dość znamienne biorąc pod uwagę, że jeszcze niedawno Copilot miał być wszędzie.
Apple też nie ucieknie od Office’a
Co ciekawe, wątek Apple’a wrócił w rozmowie w jeszcze jednym kontekście. Podczas prezentacji MacBooka Neo za 2500 zł Apple sam podkreślał, że Word, Excel i PowerPoint to najczęściej używane aplikacje na ich komputerach. To dość zabawny paradoks: firma, która od lat próbuje promować własne narzędzia biurowe wciąż musi pokazywać Microsoft 365 jako koronny dowód produktywności.
Nadella nie musi tego mówić głośno - fakty mówią same za siebie.
Czy Microsoft naprawdę zawdzięcza sukces konkurentom?
Łatwo byłoby uznać słowa Nadelli za PR‑owe kokietowanie, ale trudno odmówić im sensu. Historia technologii to nie opowieść o samotnych geniuszach, tylko o ekosystemach, zależnościach i wzajemnych inspiracjach. Intel dał Microsoftowi platformę, na której Windows mógł stać się standardem. Apple dało mu środowisko, w którym Office mógł dojrzeć, zanim trafił na masowy rynek PC. A Microsoft - cóż, Microsoft wykorzystał te okazje lepiej niż ktokolwiek inny.
Warto też pamiętać, że w latach 90. Bill Gates wielokrotnie powtarzał, że firma jest „o jeden błąd od katastrofy”. To nie była przesada. W tamtych czasach nic nie było przesądzone.
Dziś Microsoft jest wart ponad 3 biliony dolarów, ale stoi przed zupełnie innymi wyzwaniami niż w czasach „Wintela”. AI, presja inwestorów, rosnąca konkurencja ze strony Apple’a i Google’a, a do tego konieczność odświeżenia Windowsa - to wszystko sprawia, że firma musi na nowo zdefiniować swoją tożsamość.
Może właśnie dlatego Nadella wraca do historii. Bo historia Microsoftu pokazuje jedno: największe sukcesy przychodziły wtedy, gdy firma potrafiła współpracować, adaptować się i korzystać z cudzych przewag, zamiast udawać, że ich nie ma. A to - paradoksalnie - może być najlepsza wskazówka na przyszłość.



















