Hurtownicy szturmują butelkomaty. Będzie jak z kasami?
Nie dogodzisz – albo butelkomaty odrzucają butelki, albo pożerają je bez opamiętania jak wygłodniałe potwory. Rozkręcanie się systemu kaucyjnego ma swoje bolączki.

Sklepy często mówią o rekordzistach, którzy przynoszą nawet po kilkaset opakowań i dzięki temu otrzymują ogromne zwroty kaucji, ale to raczej wciąż pojedyncze przypadki. Przeciętnie Polacy przynoszą po kilka opakowań. Zdarza się jednak, że ktoś gromadzi zapasy przez dłuższy czas – albo zbiera butelki i puszki z różnych miejsc – i np. raz w miesiącu pozbywa się zaległości. To irytuje niektórych użytkowników.
Na kolejki poskarżył się jeden z czytelników portalu trójmiasto.pl. Jak opisuje serwis, bywa tak, że "w godzinach popołudniowego szczytu do butelkomatu czeka nawet kilka osób".
Przyjeżdżają albo przychodzą ludzie, którzy mają po 2-3 worki butelek. Wrzucenie wszystkiego zajmuje im z 10 minut, przez co tworzy się kolejka. Część osób, które przychodzą z kilkoma butelkami, bo chcą oddawać je regularnie, musi czekać, bo "zbieracze garażowi" przyjeżdżają raz na miesiąc - wyjaśnił.
System kaucyjny jak pies, na którego kij zawsze się znajdzie
Trudno nie lekceważyć takich głosów. Z badań nt. systemu kaucyjnego wynikało, że konsumenci nawet jeśli są otwarci na system kaucyjny, to jednocześnie bywają przy tym wrażliwi na wszelkie utrudnienia. I nawet drobne bariery, "takie jak brak punktu zwrotu w pobliżu domu lub pracy, niejasne zasady przyjmowania opakowań czy obawa przed odmową, mogą skutecznie zniechęcić do udziału" – wynikało z raportu "Gotowość Polaków do systemu kaucyjnego. Indeks Gotowości Kaucja.pl 2025".
- Z perspektywy konsumenta kluczowa jest możliwość oddania opakowań „przy okazji”, bez konieczności planowania dodatkowych wizyt czy poświęcania czasu na dojazd do specjalnych punktów. Bliskość miejsca zwrotu oraz szybkość obsługi przy kasie są równie ważne jak jasne i zrozumiałe reguły, w tym brak konieczności okazywania paragonu. Dane pokazują, że kolejki i długi czas obsługi są jedną z głównych barier, które mogą podważyć zaufanie do systemu już na wczesnym etapie jego funkcjonowania – komentował Grzegorz Podziewski, dyrektor Centrum Innowacji Retail, COMP S.A.
Można żałować, że okres przejściowy, trwający od października do końca roku, pod tym względem został przespany. Opakowań brakowało, więc nie bardzo wiedzieliśmy, jakie nawyki będą wyrabiać klienci. Teraz mamy do czynienia z prawdziwym zrywem. Potwierdzają to dane ze sklepów. Biedronka ujawniła, że w grudniu oddano 183 tys. opakowań, w styczniu już przeszło 8 mln, a w lutym - 39 mln 412 tys. Skok jest więc gigantyczny, a my na żywym organizmie obserwujemy reakcje na zmiany.
Eksperci z firmy Tomra zwracali uwagę na doświadczenia innych państw, gdzie wprowadzano system kaucyjnym. Po okresie dynamicznego wzrostu liczba oddawanych opakowań stopniowo się normalizuje. Za przykład posłużyły Węgry, gdzie po pół roku działania systemu co tydzień odnotowywano wzrosty, nawet o ok. 50 proc. Przykładowo w 28 tygodniu zebrano ponad 10 milionów opakowań, a tydzień później już ponad 17 milionów.
Zapewne sklepy będą reagowały i tam, gdzie zwrotów jest najwięcej, a klienci przyjeżdżają z pokaźnymi workami, mogą stanąć większe automaty, radzące sobie z dużą liczbą butelek i puszek.
Nie trzeba patrzeć na inne państwa, które wdrożyły system kaucyjny. Wystarczy przypomnieć, jak wyglądała sytuacja z kasami samoobsługowymi. Najpierw stanowisk było niewiele, a z samoobsługi korzystali głównie ci, którzy mieli drobne zakupy. Dziś takiego rozgraniczenia już nie ma, a kasy samoobsługowe się rozrastają. Widać to nawet po przestrzeni na zakupy – to coraz większe półki, mieszczące naprawdę wiele produktów
Owszem, jest pewna różnica. Kasy samoobsługowe sieciom się opłacają
W końcu ze statystyk wynika, że rachunek klientów, którzy sami kasują zakupy, jest wyższy niż ten przy tradycyjnej obsłudze. Na dodatek można wydłużyć godziny otwarcia sklepów, bo chętni pracownicy na pewno przyjdą do pracy – to sami klienci.
Tyle że niefunkcjonalny automat może oznaczać odpływ klientów, którzy udadzą się tam, gdzie zbiórka jest wygodniejsza. To też więc nie tak, że skazani jesteśmy na małe, szybko zapychające się maszyny. A przynajmniej na to wskazuje logika.
Paradoks kolejek
Czasami mam wrażenie, że istnieją dobre kolejki i złe kolejki. W teorii nic takiego nie powinno mieć miejsca, bo przecież czas oczekiwania to czas oczekiwania, a niecierpliwość jest trudna do zniesienia niezależnie od lokalizacji. Oczywiście lepiej być w tłumie stojącym przed bramą wejściową na koncert niż do lekarza, ale pomijając pozytywne i negatywne emocje, podział ewidentnie istnieje.
Przez lata złą kolejką była ta na pocztę. Dobrą – do automatu paczkowego. Zdarza mi się widzieć, że odebranie przesyłki z maszyny blokuje kurier, który odbiera i wkłada paczki, ale jakoś nigdy w sieci nie wiedziałem wielkich narzekań na takie spowolnienie. Mało tego, sprzedawcy handlujący w sieci też potrafią zająć maszynę na kilka chwil, bo akurat wysyłają wiele zamówień. Tymczasem system kaucyjny już doczekał się pretensji adresowanych w stronę hurtowników albo złości, że jest przepełniony i pracownik musi opróżnić zawartość.
Kolejki do kas samoobsługowych są faktem, bo zdarza mi się w takich stać, ale głosy oburzenia jakoś mnie najwidoczniej omijają. System kaucyjny mimo młodego wieku już doczekał się za to samo krytyki. Nie spotkałem się z osobami głośno mówiącymi o tym, że zrezygnują z zakupów w danej sieci albo poszukają kasjera, bo samoobsługa jest niewygodna i zajmuje czas oraz naszą energię. Tymczasem kolejki mają być już dowodem na nieudolność systemu kaucyjnego.
Mam hipotezę wyjaśniającą kolejkowy paradoks. Przy kasie samoobsługowej jesteśmy sami sobie sterem, żeglarzem i okrętem. System kaucyjny bazuje na trochę innych emocjach – bardziej niż dla siebie (choć też, bo odzyskujemy kaucję) działamy dla reszty. I właśnie to rodzi opór i niezadowolenie?



















