Twój admin wygrał. Rewolucja w mailach przełożona
Microsoft znów zmienia plany dotyczące nowego Outlooka. Przymusowa przesiadka? Nie tak szybko.

Microsoft najwyraźniej postanowił, że nie będzie nam się nudzić. Firma po raz kolejny zmienia harmonogram przełączania użytkowników klasycznego Outlooka na nową wersję aplikacji. Jeszcze niedawno zapowiadała, że już w kwietniu użytkownicy zostaną automatycznie przeniesieni na nowego klienta poczty. Teraz termin ten został przesunięty. I to do marca przyszłego roku.
Nowy Outlook miał być w firmach obowiązkowy „już za chwilę”. No to nie będzie
Microsoft od miesięcy przygotowuje grunt pod zastąpienie klasycznego Outlooka (tego z czasów Office’a) nową aplikacją opartą na technologii webowej. Nowy Outlook to w praktyce webowa aplikacja Outlook.com, zamknięta w aplikacji PWA i spięta z usługami Microsoft 365. Firma konsekwentnie rozwija ją od 2022 r., a w 2023 r. zaczęła coraz mocniej naciskać na użytkowników, by ją testowali.
Czytaj też:
Jesienią 2023 r. Microsoft ogłosił, że nowy Outlook zacznie być domyślnie włączany dla użytkowników Windowsa 11, a klasyczna aplikacja będzie stopniowo wycofywana. W praktyce oznaczałoby to, że wielu użytkowników mogłoby obudzić się pewnego dnia i zobaczyć zupełnie nowy interfejs poczty - niezależnie od tego, czy mieli na to ochotę.
Teraz jednak firma wycofuje się z tego planu. Przynajmniej na razie.
Microsoft: „Zmiana planów”. Użytkownicy: „A może by tak ustalić jeden plan?”

Microsoft tłumaczy zmianę planów „informacjami zwrotnymi od użytkowników”. I trudno się dziwić - nowy Outlook wciąż nie oferuje pełnej funkcjonalności klasycznej aplikacji. Brakuje m.in. obsługi PST, zaawansowanych reguł, niektórych integracji z Exchange czy funkcji offline, które dla wielu firm są absolutnie kluczowe.
W skrócie: Microsoft chciał przełączyć użytkowników, zanim nowy Outlook był gotowy. Użytkownicy powiedzieli „nie”. Microsoft się cofnął. A dlaczego Microsoft tak bardzo naciska na nowego Outlooka?
Powodów jest kilka, a wszystkie są bardzo „korporacyjne”.
Po pierwsze: unifikacja. Microsoft od lat próbuje ujednolicić swoje aplikacje pocztowe. Dziś mamy Outlooka klasycznego, Outlooka w przeglądarce, Outlooka na Windows, Outlooka na Maca, Outlooka na iOS i Androida… a każdy z nich działa trochę inaczej. Nowy Outlook ma być jednym klientem dla wszystkich platform.
Po drugie: koszty utrzymania. Klasyczny Outlook to ogromny, wieloletni projekt z masą legacy code. Nowy Outlook oparty na webowych komponentach jest tańszy w rozwijaniu i łatwiejszy w aktualizowaniu.
Po trzecie: integracja z Microsoft 365. Nowy Outlook jest mocno spleciony z usługami chmurowymi Microsoftu. To dla firmy idealny sposób, by jeszcze mocniej wciągnąć użytkowników w ekosystem 365.
Problem w tym, że użytkownicy niekoniecznie chcą być wciągani.
Czy nowy Outlook jest faktycznie taki zły?
Nie. Ale też nie jest jeszcze wystarczająco dobry, by zastąpić klasycznego Outlooka w środowiskach firmowych.
Dla zwykłego użytkownika - który chce tylko wysłać maila, sprawdzić kalendarz i może dodać jakieś zadanie - nowy Outlook jest całkiem przyjemny. Jest szybki, lekki, nowoczesny i spójny wizualnie z resztą Windowsa 11.
Ale dla power userów i administratorów - to wciąż półprodukt. Brakuje funkcji, które przez lata były standardem. A Outlook to nie aplikacja, którą można wymienić jak tapetę na pulpicie. To narzędzie pracy dla setek milionów ludzi.
Na razie użytkownicy mogą spać spokojnie. Przymusowej przesiadki nie będzie ani dziś, ani jutro, ani w najbliższych tygodniach. Ale nie łudźmy się - ta historia jeszcze się nie skończyła. To tylko kolejny odcinek.



















