REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Technologie
  3. Gry

Jestem w szoku, jak dobrze działa streaming gier. Porównujemy GeForce Now, Stadię i Xbox Cloud

Po roku przerwy sprawdziłem granie w chmurze przez GeForce Now i jestem w szoku. Jakość podniosła się w gigantycznym stopniu, a to skłoniło mnie do sprawdzenia, jak mają się usługi streamingu w 2022 r.

Porównujemy GeForce Now, Google Stadia i Xbox Cloud
REKLAMA

Usługi strumieniowania gier wprost z chmury są z nami już od kilku lat, a ich rozwój jest bardzo dynamiczny. Od dawna jestem zdania, że jest to przyszłość całej branży, a streaming docelowo zastąpi nam konsole i gamingowe pecety. Zamiast kupować nowy sprzęt, będziemy korzystać z abonamentu na dostęp do gier wprost z chmury.

REKLAMA

Granie w streamingu, czyli o co tu chodzi?

Na wstępie warto wytłumaczyć, czym właściwie jest granie w chmurze. Jest to system pozwalający na granie w tytuły, których nie instalujemy na własnym sprzęcie. Gra jest fizycznie zainstalowana i uruchomiona na serwerze mogącym leżeć w zupełnie innym kraju, a my gramy w swoim własnym domu, do tego na wybranym przez nas urządzeniu.

Całość działa oczywiście przez internet, więc do grania z chmury jest potrzebne dobre łącze. Liczy się nie tyle sama szybkość, co stabilność oraz opóźnienia. Sygnał od nas musi trafić do serwera, gdzie komputer musi przeliczyć i wyrenderować nowe klatki, a następnie przesłać je z powrotem do nas. To wszystko na żywo, dziś już z niemal zerowym opóźnieniem. O ile tylko mamy dobre łącze.

Taki system działania sprawia, że gry możemy odpalać na dowolnym urządzeniu wyposażonym w ekran, połączenie z internetem i kompatybilną aplikację. Jeżeli dany sprzęt ma moc wystarczającą do odpalenia YouTube'a, najpewniej poradzi sobie też ze streamingiem gier. Nie ma problemu, by zagrać w Cyberpunka 2077 na kilkuletnim smartfonie z niskiej półki, na chińskiej przystawce Smart TV, czy np. na MacBooku, który nie za bardzo lubi się z grami instalowanymi natywnie.

Sprawdziłem trzy główne usługi streamingowe dostępne w Polsce. Pierwszą jest GeForce Now

Trzy główne usługi to GeForce Now od Nvidii, Google Stadia, a także Xbox Cloud. Każda z tych usług prezentuje zupełnie inne podejście do dystrybucji gier i abonamentu.

GeForce Now to zasadniczo pecet w chmurze. W ramach subskrypcji kupujemy dostęp do maszyny z wybranego progu, a progi są trzy:

  • bezpłatny (komputer klasy podstawowej, maksymalnie 1h grania w jednej sesji),
  • Priority (komputer klasy premium, RTX On, sesja do 6 godzin, dostęp bez kolejek, jakość do 1080p w 60 fps); 49 zł za miesiąc lub 249 zł za pół roku,
  • RTX 3080 (komputer z kartą GeForce RTX 3080, RTX On, sesja do 8 godzin, dostęp bez kolejek, jakość do 4K/60fps lub 1440p/120fps); 99 zł miesięcznie lub 490 zł za pół roku.

Jest więc drogo, ale jakość to wynagradza, o czym za chwilę. W GeForce Now mamy zdecydowanie największą bazę dostępnych gier, a możemy grać w nasze tytuły, które kupiliśmy na platformach takich jak Steam, Epic, Origin, Ubisoft Connect, czy GOG. Nasze zapisy są synchronizowane w chmurze danej usługi. Do tego mamy wszystkie możliwości związane z usługą, np. osiągnięcia czy czat na Steamie.

GeForce Now uruchomimy w aplikacji na komputerach PC (Windows), Mac (macOS), na Androidzie, na urządzeniach z iOS, na Android TV, a także na wybranych telewizorach LG i niebawem również Samsunga. GeForce Now można też odpalić bez aplikacji, bezpośrednio z przeglądarki Chrome, Safari lub Edge.

Podsumowując, z GeForce Now możesz grać w swoje gry w streamingu nawet za darmo, i to dosłownie, bo możesz nie tylko skorzystać z darmowego planu, ale też grać w darmową grę, a tych przecież nie brakuje. Można skorzystać z bazy darmówek w samej usłudze GeForce Now, albo np. z darmowych gier zbieranych chociażby w sklepie Epic. Lista tytułów obsługiwanych przez GeForce Now jest ogromna i stale rośnie. Co każdy czwartek pojawia się 5 - 15 nowych tytułów, w tym często najświeższe gry. Widać, że Nvidia bardzo dba o rozwój usługi, choć za płatne plany życzy sobie sporo.

Stadia prezentuje całkowicie odmienny model sprzedaży

Google Stadia to nie tylko usługa streamingu, ale też cała osobna platforma. Usługa ma dwa warianty, czyli całkowicie darmowy plan z jakością do 1080p, a także opcjonalny płatny abonament Stadia Pro z jakością do 4K/60fps, wsparciem HDR, dźwiękiem 5.1 i dostępem do bazy gier. Stadia Pro kosztuje 40 zł miesięcznie.

A dlaczego Stadia jest osobną platformą? Ponieważ wymaga zakupu gier wewnątrz tej usługi. Jeśli chcesz grać w dany tytuł w chmury Stadia, musisz kupić go na Stadii, nawet jeśli wcześniej miałeś go np. na Steamie. Co więcej, w ogromnej większości przypadków nie ma tu synchronizacji postępów w grze. Ceny gier w Stadii są takie, jak w innych sklepach, ale często zdarzają się naprawdę dobre promocje. Stadia działa w przeglądarce Chrome, a więc jest dostępna właściwie na każdej platformie.

Stadia była przez długi czas moją ulubioną usługą streamingową, ale niestety widać, że Google traktuje ją coraz bardziej po macoszemu. Na start usługi pojawiło się kilka gier klasy AAA, w tym m.in. Cyberpunk 2077 czy Red Dead Redemption 2, ale obecnie w Stadii bardzo brakuje nowych gier z najwyższej półki budżetowej. Tak naprawdę znajdziemy tu nowości tylko ze stajni Ubisoftu. Platforma jest rozwijana o kolejne gry, ale są to głównie tytuły indie, czy wręcz porty gier mobilnych. Czuć tu zadyszkę, co nie wróży dobrze w kwestii rozwoju platformy. Niewątpliwą zaletą pozostaje bardzo dobry interfejs użytkownika i "konsolowe" doświadczenie. Klikamy i gramy, bez logowania się do żadnych zewnętrznych launcherów, jak ma to miejsce w GeForce Now.

Xbox Cloud to zawodnik, którego warto obserwować

Xbox Cloud cały czas działa jako beta, ale w pełni nadaje się do grania. Jest to część abonamentu Xbox Game Pass Ultimate kosztującego 55 zł miesięcznie. W tej cenie dostajemy zarówno streaming jak i gry, a konkretnie ok. 400 gier w ramach pakietu Game Pass. Baza jest bardzo rozległa, ale też zmienna, bo co miesiąc pojawiają się tu nowe tytuły, ale znikają starsze. Wbrew obiegowej opinii, do grania w Xbox Cloud nie trzeba mieć Xboxa ani peceta. Wystarczy sam abonament Xbox Game Pass Ultimate.

Xbox Cloud na ten moment oferuje rozdzielczość 1080p i płynność 60 fps. Usługa jest dostępna w aplikacjach (Windows, Android, iOS i na wybranych telewizorach Samsunga) oraz bezpośrednio w przeglądarce (Edge, Chrome i Safari) na stronie Xbox.com. Można więc grać na ogromnym przekroju urządzeń i systemów.

GeForce Now dosłownie szokuje jakością obrazu 4K

GeForce Now RTX 3080 [4K]
Google Stadia Pro [4K]
Xbox Cloud [1080p]

Nieskompresowane wersje powyższych zrzutów ekranu można pobrać pod tym adresem. Koniecznie oglądajcie je na dużym ekranie, najlepiej 4K.

Artykuł zacząłem od GeForce Now nie bez przyczyny, bo właśnie zacząłem testy abonamentu RTX 3080, czyli najwyższego i najdroższego planu w ramach streamingu Nvidii. Rok temu testowałem plan Founders, który u mnie działał średnio i zmiennie. Teraz, po roku, usługa nareszcie działa tak, jak powinna, ale jednocześnie w rozdzielczości 4K wygląda fenomenalnie.

Plan RTX 3080 w GeForce Now oferuje najlepszą grafikę w kwestii grania ze streamingu, wyprzedzając konkurencję o kilka długości. 4K w 60 fps wygląda wręcz obłędnie. Na dobrym łączu nie widać kompresji, szczególnie po tym, jak ustawi się na sztywno maksymalny bitrate, który wynosi 75 Mbps. Zużycie danych wynosi wówczas aż 22 GB na godzinę. Do tego w wybranych grach dochodzi obsługa RTX.

Co więcej, gry są uruchomione na pecetach, więc mamy komplet korzyści z tym związanych, a niedostępnych w innych usługach. Mam tu na myśli np. zmianę jakości grafiki w ustawieniach, pola widzenia w grze, czy nawet proporcji obrazu. Przykładowo, na pececie można grać w 16:9, a podczas gry na iPadzie wymusić renderowanie grafiki w 4:3, by zapełnić cały ekran tabletu. W innych usługach mamy na sztywno proporcje 16:9 i praktycznie żadnych ustawień graficznych. GeForce Now jako jedyny obsługuje też (częściowo) mody do gier, np. w ramach Steam Workshop.

Na tym tle 4K oferowane przez Stadię wypada blado, i to dosłownie, bo mamy nie tylko niedobory w samej rozdzielczości, ale też kodek stosowany przez Stadię sprawia, że kolory są sprane i brakuje im nasycenia. To sprawia, że Stadia ogrywana na telewizorze czy na monitorze nie wygląda najlepiej nawet w 4K, ale jedznocześnie bardzo mocno broni się na smartfonach i tabletach, gdzie zapewnia rewelacyjnie ostry obraz.

Xbox Cloud pod kątem jakości obrazu odstaje najbardziej, ale widać to nawet po specyfikacji, bo 1080p nie może konkurować z 4K. Co więcej, niższą rozdzielczość mocno widać też nawet na małych ekranach smartfonów. Jako darmowy dodatek do Game Passa jest to wartościowa ciekawostka, ale kupowanie Game Passa Ultimate tylko dla chmury na ten moment mija się z celem. Pamiętajmy jednak, że usługa nadal jest w fazie beta, a do tego szybko się rozwija.

A co z responsywnością gier ze streamingu?

Kluczowym parametrem jest jakość łącza. Ja testuję usługi na łączu światłowodowym z transferami 600 Mbps dla uploadu i taką samą wartością dla downloadu. Grając na komputerze i telewizorze korzystam z połączenia Ethernet, a w przypadku urządzeń mobilnych korzystam po prostu z Wi-Fi, w moim przypadku w wersji 5 (ac).

Wszystkie trzy usługi zapewniają przy moim łączu komfort, który umożliwia bezproblemowe granie w typowe gry akcji, takie jak np. Assassin’s Creed czy Wiedźmin 3. Małe opóźnienia czuć przy bardzo szybkich shooterach (np. Doom Eternal), które nadal są piętą achillesową każdej usługi streamingowej.

Na smartfonie w moim przypadku praktycznie nie czuć opóźnień względem łącza Ethernet, o ile mam w danym miejscu domu dobry zasięg Wi-Fi. Kiedy jestem na skraju zasięgu, pojawiają się duże problemy z graniem. Początkowo spada jakość obrazu, a następnie całość zaczyna zacinać.

Starałem się porównać opóźnienia pomiędzy poszczególnymi usługami nagrywając w slow-motion reakcje na naciśnięcia przycisków, ale nie miało to większego sensu, bo wyniki wychodziły właściwie identyczne. Jest to wielki sukces chmury Xbox Cloud, która jeszcze do niedawna odstawała od konkurentów pod kątem responsywności. Dziś idzie łeb w łeb z najlepszymi. Trzeba jednak pamiętać, że wyniki mogą się różnić w zależności od lokalizacji i łącza.

Która chmura jest dla ciebie?

Najlepszą jakość daje zdecydowanie GeForce Now w planie RTX 3080, ale ten plan jest niestety bardzo kosztowny. Trudno wyobrazić mi sobie kogoś, kto wyda ok. 1000 zł rocznie za zdalny dostęp do mocnego peceta z kartą grafiki GeForce 3080. Z drugiej strony zakup takiej karty na własność jest dziś bardzo trudny, a cena samego GPU wynosi sporo ponad 4 tys. zł. Cały komputer gamingowy może więc kosztować tyle co ok. 10 lat grania w chmurze GeForce Now.

REKLAMA

Do niedawna niezdecydowanym polecałem Stadię, ale nie mogę ukrywać rozczarowania tą usługą. Bardzo w nią wierzyłem, ale widzę, jak mizernie jest ona rozwijana. Jakość stoi w miejscu (albo wręcz spada), a nowych tytułów coraz bardziej brakuje. Do tego Google zaczyna sprzedawać swoją technologię streamingu na zewnątrz. Zaczęło się od firmy Capcom, która kupiła rozwiązanie Google’a do oferowania dema gry Resident Evil Village. To wszystko sprawia, że coraz mniej wierzę w Stadię, a przecież jest to zupełnie odrębna platforma, na której na nowo trzeba gromadzić gry. Jeżeli gracze przestaną wierzyć w rozwój, po prostu nie będą kupować tam gier, a całość posypie się jak domek z kart.

Xbox Cloud jest platformą rozwojową z ogromnym potencjałem. Niedługo Xbox Cloud pozwoli na uruchamianie gier spoza Game Passa, czyli tych kupionych na własność. Plany są bardzo obiecujące i widać, że dla Microsoftu chmura to nie żadna fanaberia, a realny kierunek rozwoju, nad którym firma coraz intensywniej pracuje. Spodziewam się, że za 2-3 lata głównymi rywalami na rynku streamingu gier będą GeForce Now jako rozwiązanie pecetowe oraz Xbox Cloud jako streaming dla konsolowców. Ciekaw jestem jak na tym tle wypadnie PlayStation, ale to już rozważania na zupełnie inny artykuł.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA