Ekologia  /  News

Polskie miasta szykują się na upały i suszę. Sposób jest piękny: miejskie łąki kwietne

Picture of the author
124 interakcji
dołącz do dyskusji

Pierwsze prawdziwe upalne dni mogą być zapowiedzią kolejnego gorącego lata i niestety wielkiej suszy. Jednym ze sposobów na radzenie sobie z brakiem wody również w miastach jest sadzenie kwietnych łąk. To coraz popularniejsza metoda, którą wykorzystują kolejne polskie ośrodki.

Instytut Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa z Państwowego Instytutu Badawczego już potwierdził, że w Polsce mamy pierwszy region z suszą rolniczą. Od kwietnia do maja występowała w dwóch gminach powiatu świdwińskiego. To oznacza, że rolnicy muszą liczyć się z obniżenie plonów zbóż jarych przynajmniej o 20 proc. w skali gminy w porównaniu do normalnych warunków.

Susza w rolnictwie oznacza wyższe ceny żywności, ale dotyka miasta również w inny sposób

Oczywiście w miastach suszy na pierwszy rzut oka nie widać. Kiedy jednak brakuje wody, trawniki zaczynają żółknąć i przestają prezentować się estetycznie. To tak naprawdę jeden z pierwszych widocznych objawów problemów z retencją. Rozwiązaniem mogą być właśnie łąki kwietne, które zaczynają obrastać polskie miasta. Ku naszemu dobru.

Gdańsk i Sopot zdecydowały się zwiększyć liczbę kwietnych łąk.

Robimy to po to, żeby dbać o bioróżnorodność, a także o utrzymywanie wody w ziemi. Łąk kwietnych jest w Gdańsku coraz więcej. Są to łąki zakładane nie tylko przez Gdański Zarząd Dróg i Zieleni, który w tym roku założy siedem nowych takich miejsc. Ale - co bardzo cieszy - łąki kwietne zakładają także różne podmioty, lokalni aktywiści – powiedziała prezydent miasta, Aleksandra Dulkiewicz.

W Sopocie łąk będzie trzy razy więcej niż w ubiegłym roku. Zajmą łącznie ponad 3 tysiące m kw.  - Największa, bo zajmująca blisko 1000 m kw., znajduje się przy Alei Niepodległości jako pas zieleni pomiędzy jezdnią w stronę Gdyni a chodnikiem – pochwalił się Wojciech Ogint, dyrektor ZDiZ w Sopocie, cytowany przez trójmiasto.pl.

Wiele polskich miast zdecydowało się zasiać łąki już rok temu – była to choćby Bielsko-Biała czy Lublin.

Dlaczego potrzebujemy łąk kwietnych?

Tłumaczyła to Hanna Pawlikowska, miejska architektka zieleni w Lublinie:

Głęboki i rozbudowany system korzeniowy roślin zielnych pobiera wodę z głębszych warstw gleby, dzięki czemu rośliny potrafią przetrwać długotrwałe okresy suszy. Z kolei podczas ulewnych deszczy rośliny łąkowe mają zdolność retencjonowania wody, która powoli parując, ma nieoceniony wpływ na poprawę mikroklimatu w mieście

No właśnie. Tak modna u nas betonoza sprawia, że tworzą się miejskie wyspy ciepła. To zjawisko polegające na tym, że w mieście temperatura jest wyższa niż na terenach wokół. Odpowiedź, dlaczego tak się dzieje, jest prosta. Asfalty i betony nagrzewają się, a potem oddają ciepło. Brakuje zieleni, która naturalnie mogłaby ochronić przed słońcem.

Łąki kwietne potrafią być schronieniem dla nawet 300 gatunków zwierząt. Składają się z mieszanki wyselekcjonowanych nasion, mogących zawierać 60 gatunków różnych roślin. Są proste w uprawie, na dodatek nie wymagają koszenia czy specjalistycznych nawozów.

I tak najważniejsze są drzewa

Tyle że łąki kwietne same w sobie nie są ratunkiem – powinny być uzupełnieniem dla zieleni w mieście. Najważniejsze są drzewa. Jak przypominał Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu, dorosłe drzewo potrafi w ciągu doby – w odpowiednich warunkach – oddać do atmosfery 300-500 l wody, zmniejszając w ten sposób temperaturę o ok. 3,5°C.

Istotne są też już istniejące trawniki, które w okresie letnim raczej nie powinny być koszone. W wielu miastach pojawiają się strefy w stylu „tu kosimy rzadziej”. W parkach, skwerach czy pomiędzy budynkami nie kosi się traw tak często jak wcześniej. Czemu? To także element walki z suszą.

Wysoka, nieskoszona trawa oddaje większą ilość wody do atmosfery. Poza tym to schronienie dla wielu gatunków owadów.

Niekoszone trawy to szereg zalet. Alergicy: hola, hola, a co z nami?

Mimo szeregu zalet, taka forma dbania o przyrodę ma też kilka wad. Pierwsza: lepiej, żeby wasze czworonogi nie spędzały w trawach zbyt dużo czasu, bo mogą wrócić do domu z kleszczami. Druga: będziecie mieć przekichane, jeśli jesteście alergikami.

Dlatego miasta ciągle szukają kompromisu: niektóre trawniki koszone są 1-2 razy w sezonie, inne nieco częściej – ale nie tak jak kiedyś, gdy na osiedlu co dwa tygodnie słychać było kosiarki w akcji. Alergików oczywiście rozumiem, jednak walczymy o to, aby w trakcie upałów i susz życie w mieście było choć odrobinę lżejsze dla większości.