Planeta karłowata leci w naszą stronę. To niesamowicie odległy gość

planetoida
1442 interakcji
dołącz do dyskusji

Planeta karłowata to kategoria wprowadzona do podziału ciał niebieskich w 2006 roku. To właśnie wtedy status planety karłowatej zyskały Pluton (wcześniej ostatnia planeta Układu Słonecznego) oraz Ceres (wcześniej największa planetoida w Pasie Głównym). Teraz obiekt tego typu leci w naszą stronę.

Oczywiście powyższe stwierdzenie jest jednocześnie jak najbardziej prawdziwe i jest jednak nieco mylące. Dostrzeżony przez naukowców obiekt jak na razie skatalogowano pod numerem 2014 UN271. Sam obiekt został dostrzeżony przez naukowców analizujących dane z przeglądu nieba DES (Deep Energy Survey). W momencie odkrycia znajdował się on w odległości 29 jednostek astronomicznych (29 razy dalej od Słońca niż Ziemia, odległość Ziemi od Słońca to 150 mln km), czyli mniej więcej tam, gdzie sięga orbita Neptuna, ostatniej planety Układu Słonecznego.

Przemieszczając się po swojej orbicie 2014 UN271 zmierza w kierunku środka Układu Słonecznego (a więc zbliża się do nas, bo jesteśmy niemal w samym środku) i w latach 2014-18 zbliżył się do Słońca na 23 AU. Jeżeli obliczenia trajektorii lotu okażą się prawidłowe, obiekt ten zbliży się do Słońca na odległość zaledwie 10 jednostek astronomicznych (do nas zatem się nie zbliży wystarczająco), czyli doleci w okolice Saturna, po czym powróci na obrzeża Układu Słonecznego. Do przelotu przez to peryhelium orbity ma dojść już w 2031 r.

To co tutaj ciekawego?

Jak na razie obiekt może być zarówno małą planetą karłowatą, dużą planetoidą lub dużą kometą z Obłoku Oorta. Jak na razie obiekt ten nie wykazuje żadnej komy, tj. warkocza gazowo-pyłowego pozostawianego przez komety podczas zbliżania się do Słońca. Nie wiadomo nic o jego składzie chemicznym czy budowie wewnętrznej. Na to trzeba będzie poczekać.

Sama orbita obiektu jest natomiast niezwykle interesująca. O ile 2014 UN271 został odkryty w odległości 29 jednostek astronomicznych i zbliży się do Słońca na 10 AU, to następnie odleci od nas na odległość 20 500 AU, czyli niemal 1/3 roku świetlnego. Zważając na tak odległe aphelium orbity (najdalszy punkt od Słońca), nie powinno dziwić, że obiekt ten na jedno okrążenie wokół Słońca potrzebuje 612 190 lat. Gdy poprzednio był w naszej okolicy, człowieka na Ziemi jeszcze nie było, a gdy przybędzie ponownie, pewnie człowieka na Ziemi już nie będzie.

Jak zauważa planetolożka Meg Schwamb z niedokładnych danych można wywnioskować, że obiekt ma ok. 160 km średnicy. Z jednej strony nie jest to obiekt wielkości Plutona (2300 km średnicy), ale jednak jest on większy od dużych komet, takich jak chociażby słynna kometa Hale’a-Boppa, która miała średnicę 60 km i znacznie większy od obiektu, który wybił 90 proc. życia na Ziemi 65 mln lat temu, a którego średnica wynosiła zaledwie 10 km.

W najbliższych latach naukowcy planują uważnie śledzić ten obiekt podczas zbliżania się do Słońca. Być może zatem uda się zebrać znacznie więcej danych o nim, co byłoby unikalną okazją do zbadania z bliska obiektów znajdujących się na odległych obrzeżach Układu Słonecznego.