Gry  /  Felieton

Szef Xboxa nadal marzy o podboju PlayStation i Switcha. I zdaje się liczyć na pomoc prawników

Picture of the author

Phil Spencer nieustannie szuka sposobu na udostępnienie streamingu Xbox Game Pass na kolejnych rodzajach urządzeń. W tym na rywalizujących z Xboxem konsolach. Byłoby miło, choć stawiam dolary przeciwko orzechom, że ten plan nie ma szans na realizację. No, chyba że zainterweniują urzędnicy.

Microsoft ma zupełnie odmienną, niż konkurencja, strategię na rozwój swojego gamingowego działu. Dla Sony i Nintendo priorytetem jest sprzedaż jak największej liczby konsol, a by to osiągnąć, obie firmy tworzą gry i usługi, których próżno szukać u konkurencji. Xbox ma odwrotne podejście: to gry i usługi są najważniejsze, a nie liczba sprzedanych konsol.

To właśnie dlatego platforma Xbox już dawno wyszła poza ramy konsol do gier. PC jest traktowany przez Xboxa równorzędnie, a usługa streamingu gier Xbox Game Pass jest już dostępna jako aplikacja na Androida oraz na przeglądarki internetowe Safari i Chromium. Niebawem ma się też pojawić na systemy operacyjne popularnych telewizorów.

Jak wynika z dokumentów ujawnionych w ramach procesu Apple’a z Epic Games, Phil Spencer – szef Xboxa – zabiega również o dostępność streamingu Xbox Game Pass na platformach PlayStation i Switch. Na razie bezowocnie, o czym wiedzą wszyscy gracze, jednak niektórzy mogą żyć nadzieją. Wspomniany proces sądowy jest jednak najlepszym dowodem na to, że taki rozwój wydarzeń jest wysoce nieprawdopodobny. No, chyba że do głosu dopuszczone zostaną urzędy regulujące rynek.

Streaming Xbox Game Pass (xCloud) na PlayStation i Switchu byłby niczym koń trojański.

Proces Epica z Apple’em związany jest z oskarżeniami o praktyki monopolistyczne. Epic Games skarży się na Apple’a, że ten wymusza na Epicu stosowanie wbudowanych w ekosystem usług tej firmy systemów płatności. Zdaniem twórców Fortnite’a, Unreal Engine i Epic Games Store – to wymuszanie haraczu w formie obowiązkowych prowizji od sprzedaży dóbr cyfrowych w ramach App Store i wykorzystywanie monopolistycznej pozycji jako jedynego dostawcy tego typu usług na urządzeniach iPhone i iPad.

Z podobnych względów Apple nie dopuszcza obecności usług strumieniujących gry, w tym Xbox Game Pass, Stadii czy GeForce Now. Tego rodzaju usługi odcinają Apple’a od możliwości pobierania prowizji za zakup gier i związanych z nimi dodatków. To właśnie dlatego usługi typu Xbox Game Pass na iPhonie czy iPadzie można uruchamiać wyłącznie w przeglądarce internetowej. I tu płynnie przechodzimy do świata konsol do gier.

W przypadku telefonów i tabletów można argumentować, że te same w sobie są produktem kompletnym sprzedawanym z zyskiem dla jego producenta. Kupione na te urządzenia dodatkowe dobra cyfrowe to wartość dodana i osobny model biznesowy. Przypadek konsol do gier jest nieco inny – ich model biznesowy można przyrównać do dekodera telewizji kablowej. Urządzenie jest sprzedawane bądź użyczane klientowi z minimalną marżą, czasem i ze stratą. Producent czerpie zysk ze sprzedaży gier i usług – swoich bądź cudzych, pobierając w drugim przypadku prowizję od każdej z transakcji.

Wątpliwym się wydaje, by PlayStation czy Nintendo miały problem z większą liczbą gier dostępnych na ich konsole. Obie chociażby na takim Minecraftcie od Microsoftu – dostępnym na niemal wszystkie platformy do grania – zarobiły już swoje miliony. Tyle że w przypadku streamingu w ramach Xbox Game Pass jedyną prowizją, jaką mogłyby pobrać, jest opłata za abonament na usługę. Profity z konsumpcji gier czerpałby wyłącznie Microsoft. Każda godzina spędzona w strumieniowanych na Switcha bądź PlayStation grach Forza czy Halo zmniejsza szansę na zakup gry dedykowanej tym konsolom.

Jest całkiem prawdopodobne, że szef Xboxa liczy na zmianę prawa. Świadczyć może o tym zgodność konsol Xbox z usługami streamingowymi konkurencji.

Przeciwko Apple’owi toczą się postępowania antymonopolowe na wielu rynkach na całym świecie. Trudno odgadnąć, do jakich wniosków dojdą poszczególne organy i co to będzie oznaczać dla przyszłości dystrybucji usług i oprogramowania na iPhone’ach i iPadach. Istnieje jednak całkiem realna możliwość, że jedną z konsekwencji tych postępowań będzie otwarcie się Apple’a na alternatywne formy rzeczonej dystrybucji. Wielu obserwatorów rynku jest zdania, że to otworzy drogę do podobnych postępowań przeciwko producentom konsol do gier – mimo iż ich model biznesowy jest nieco inny.

Tymczasem zaplanowana na najbliższe miesiące aktualizacja Windowsa dla Xbox podmieni obecną przeglądarkę internetową na nową, czyli na Microsoft Edge zbudowanym na Chromium. Aktualizacja jest już dostępna dla chętnych testerów w ramach programu Xbox Insider. Xboxowy Edge nie wprowadza żadnych limitów na korzystanie z usług strumieniujących gier, takich jak Stadia czy GeForce Now. Działają wszystkie API, w tym te pozwalające na wygodne granie xboxowym gamepadem. Powierzchownie patrząc, to biznesowo bardzo głupi ruch i wpuszczanie koni trojańskich na sprzęt, który miał kierować użytkownika wyłącznie na usługi Xbox. Microsoft może jednak szykować się na wspomniane wyżej postępowania. Ma w tym ogromne doświadczenie – słynny proces antymonopolowy z ubiegłego wieku nieomal doprowadził do podziału firmy.

To doświadczenie – choć sprzed wielu dekad – wiele nauczyło Microsoft. Polecam zwrócić uwagę na wszystkie aktualnie prowadzone postępowania antymonopolowe i te o nadużycia w świecie big techu. Pod lupą znajdują się giganci pokroju Google’a, Apple’a, Amazona czy Facebooka. Ale nie Microsoftu – jego przedstawiciele są wręcz zapraszani do składania zeznań jako niezależni eksperci rynku. Od czasu sławetnego procesu o Internet Explorera i Windows Media Playera gigant z Redmond dba, jak tylko potrafi, o otwartość i interoperacyjność.

Może się więc okazać, że nie tylko w odległej przyszłości streaming Xbox Game Pass faktycznie trafi na konsole konkurencji. Na dodatek model biznesowy Microsoftu – w którym to nie konsola jest w centrum uwagi – okaże się tym najlepiej przemyślanym. Xbox ma być niezależny od sprzętu i jest już – w ramach możliwości – takim od dawna.

Wracając do stawiania dolarów przeciw orzechom... By ta przewaga okazała się realną, muszą jednak zostać podjęte odpowiednie decyzje przez urzędników. Klimat zdaje się sprzyjać Microsoftowi – jednak na dziś stanowczo zbyt wcześnie, by celebrować zwycięstwo. Przynajmniej nie do czasu finału sprawy Epic kontra Apple – któremu niezmiennie będziemy się pilnie przyglądać.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst