Foto  /  Artykuł

Jaki aparat na początek? Fajne aparaty za nieduże pieniądze

Picture of the author

Nadchodzące wakacje to bardzo dobry moment, aby zastanowić się nad zakupem aparatu fotograficznego. Jaki aparat wybrać na początek? Dzisiaj już nie ma słabych aparatów, a nawet te kosztujące połowę ceny nowego iPhone'a, mają wiele do zaoferowania.

Jaki aparat kupić na początek?

Szukając odpowiedzi na pytania „Jaki aparat wybrać na początek?”, warto zastanowić się, na czym nam najbardziej zależy. Bardziej cenimy wielką matrycę, która daje przepiękny obrazek bez szumów, ale wymaga większych obiektywów? A może wystarczy nam dużo mniejszy sensor, co da mniejsze szkła, ale i cały korpus i często niższą cenę? A może najważniejsze są funkcje filmowe i odchylany ekran, bo będzie nagrywać vlogi?

Fujiiflm X-S10 to jeden z najciekawszych aparatów na początek.

Trzeba też przyznać, że dla wielu osób dobry smartfon do zdjęć będzie lepszym pomysłem na aparat, niż bezlusterkowiec czy lustrzanka. Smartfon jest zawsze pod ręką, ma coraz lepsze moduły aparatów, a algorytmy potrafią wyciągnąć cuda z obrazów, dbając o to, aby nie trzeba było nawet obrabiać specjalnie zdjęć. Jeśli jednak chcesz uczyć się fotografii lub filmowania, podejść do tematu nieco bardziej na poważnie, albo potrzebujesz niedrogiego narzędzia do kręcenia vlogów, filmów z podróży, czy robienia zdjęć w swoim szybko rosnącym e-commerce, aparat będzie niezastąpiony. 

Skupiłem się na aparatach na początek w rozsądnych cenach

Oczywiście nikt nie broni kupić na początek Sony A1 za 35 tys. zł, ale mówiąc otwarcie: mało kto w Polsce może sobie na to pozwolić. A nawet jeśli to i tak ten model jest prawie niedostępny. 

Dla każdego oczywiście nieduże pieniądze za aparat na początek będą oznaczać co innego, ale postarałem się tu zebrać modele, które mają po prostu dobry stosunek możliwości do ceny. Najtańszy korpus z tego zestawienia kupimy obecnie za ok. 1800 zł, a najdroższy to wydatek ok. 5500 zł. Jak na współczesne ceny aparatów fotograficzny i elektroniki ogólnie, to naprawdę są nieduże kwoty. Wystarczy napisać, że za flagowego smartfona iPhone 12 Pro w bazowej wersji 128 GB trzeba zapłacić więcej, niż za najdroższy, pełnoklatkowy aparat z tego zestawienia.

Sony A1 jako aparat na początek? Kosztuje ok. 35 tys. zatem w tym zestawieniu go nie znajdziecie.

Zanim przejdziemy do konkretów, warto także przeanalizować jaki obiektyw lub obiektywy będą potrzebne. Szkła do aparatów to często wydatek większy niż sam aparat, ale w dobrą optykę warto inwestować. W różnych systemach jest różna dostępność obiektywów o konkretnych parametrach, a także są one różnie wyceniane. Przed zakupem warto zatem sprawdzić, ile dany model będzie kosztować z upragnionym szkłem. No, chyba że wystarczy nam zwykły, kitowy obiektyw często dołączany do korpusu za kilkaset złotych.

No to zaczynamy. Oto moim, subiektywnym zdaniem, najciekawsze aparaty na początek.

Canon EOS M50 - najtańszy aparat na początek

Canon EOS M50 to jeden z najtańszych aparatów z wymienną optyką na rynku, który można kupić za ok. 1800 zł! To sprzęt, który ma już swoje lata na karku, ale nadal jest przez wielu ceniony za niską cenę, małe rozmiary, prostą obsługę czy matrycę APS-C o rozdzielczości 24 Mpix, która daje fajne kolory, typowe dla tej marki. 

Canon EOS M50 to jeden z najtańszych apratów na rynku.

Canon EOS M50 to także fajna propozycja dla osób, które szukają budżetowego sprzętu do vlogowania. Odchylany, dotykowy, 3-calowy ekran pozwala mieć podgląd samego siebie. Apart ma także gniazdko minijack do podłączenia dodatkowego mikrofonu. No i jakość obrazu jest niezła: szczególnie przy Full HD (do 60 kl./s). Decydując się na wideo 4K mamy tu crop 1,75 x, i jesteśmy skazani jedynie na detekcję fazy. Nagrywając w 4K nie działa bowiem świetny system Dual Pixel AF. 

Olympus OM-D E-M10 Mark III/IV - piękny, tani i przyjemny w obsłudze

E-M10 Mark III to prawie nieśmiertelny model, który od lat polecam znajomym szukającym aparatu na początek, czyli taniego, ale ładnego, małego i sensownego modelu. Jeśli macie podobne potrzeby to polecam się spieszyć: Mark III już jest powoli wypierany przez jego następcę Mark IV, który też jest fajnym sprzętem, ale jednak o ok. 1000 zł droższym.

Olympus OM-D E-M10 Mark III to stylowy aparat na początek.

E-M10 Mark III ma sensor o rozdzielczości 16 Mpix ze stabilizacją matrycy (skuteczność ok. 4 EV), 121-punktowy krzyżowy AF i nagrywa wideo w 4K 30p / FHD 60p. To świetny tworzysz do weekendowych wycieczek, wakacyjnych podróży czy jako codzienny, lifestylowy aparat. Nie tylko dobrze wygląda, szczególnie w wersji srebrnej, ale jest malutki i lekki. Matryca Cztery Trzecie pozwala stosować bardzo małe i jasne obiektywy, których w tym systemie jest grubo ponad 50 do wyboru. Olympus ma w swojej ofercie 25 konstrukcji, ale udane obiektywy oferują także Panasonic (przy współpracy z Leicą), Sigma, Voigtländer, Tokina czy Tamron, a ostatnio również Yongnuo i Venus Optics. Są tu obiektywy na każdą kieszeń: od przystępnych cenowo, jak 45 mm f/1.8, po droższe, ale genialne optycznie i bardzo jasne szkła ze światłem f/1.2. Bez problemu można także podłączyć adapter za 100 zł i podpinać stare, tanie, manualne szkła, które dadzą ciekawą plastykę, piękne bokeh czy interesujące flary.

Olympus OM-D E-M10 Mark IV ma odchylany ekran.

Olympus OM-D E-M10 Mark IV ma sensor o wyższej rozdzielczości 20 Mpix, oraz z bardziej wydajnym systemem 5-osiowej stabilizacji, która kompensuje nawet do 5 EV. System AF aparatu bazuje na 121 punktach detekcji kontrastu, ale nowe algorytmy z flagowego korpusu E-M1X, zapewniają lepszą skuteczność. Dodano również możliwość ładowania baterii bezpośrednio w aparacie poprzez port USB. Do tego mamy ekran LCD odchylany w taki sposób, że możemy nagrać lub sfotografować widząc podgląd samego siebie. 

Fujifilm X-S10 - stylowy aparat na początek na każdą okazję

To jeden z moich ulubionych aparatów w dobrej cenie. Fujifilm X-S10 nie tylko dobrze wygląda i jest solidnie zbudowany, ale ma też dobrą ergonomię, jest prosty w obsłudze i ma spore możliwości zarówno foto jak i wideo. 

Fujifilm X-S10: piękny przykład aparatu dobrego na początek, ale nie tylko.

O Fujifilm X-S10 mówi się, że jest to „mini X-T4”. W jego środku znajdziemy wiele elementów zaczerpniętych wprost z flagowego modelu X-T4, który kosztuje dwa razy tyle. Sercem X-S10 jest matryca APS-C X-Trans CMOS 4 o rozdzielczości 26,1 megapiksela i szybki procesor obrazu X-Processor 4. Warto zwrócić uwagę na wbudowaną w korpus stabilizację obrazu o wydajności do 6 EV. Autofocus w modelu X-S10 ostrzy w zaledwie 0,02 sekundy, w niektórych przypadkach nawet przy wartości ekspozycji wynoszącej -7,0 EV. 

Fujifilm X-S10 ma uproszczony system obsługi z tarczą P,A,S,M.

No i najważniejsze: zdjęcia z X-S10 świetnie wyglądają, nawet bez żadnej obróbki. To najlepszy aparat, jeśli nie chcemy specjalnie bawić się w postprodukcję na komputerze, a raczej mieć fajne, plastyczne zdjęcia, które można szybko wrzucić na Instagrama (przez smartfona z aplikacją Fujifilm). Powiem więcej: trzeba się trochę znać na obróbce, ale z plików RAW z tego aparatu uzyskać lepsze efekty, niż zdjęcia JPEG prosto z korpusu. To coś, czego nie można powiedzieć o żadnym innym aparacie.

Poza tym Fujifilm X-S10 to także dobre narzędzie do vlogowania i nagrywania prostych filmów. Do wyboru mamy wideo 4K 30 kl./s, Full HD 60 kl./s, a nawet ujęcia w zwolnionym tempie w rozdzielczości Full HD przy 240 kl./s (10-krotne spowolnienie). Nie zabrało również płaskiego trybu F-Log, obracanego we vlogowym stylu ekran LCD o rozdzielczości 1,04 mln punktów czy gniazda na mikrofon, ułożonego w taki sposób, że kabel nie zasłania ekranu. 

To wszystko w cenie ok. 4000 zł za sam korpus lub ok. 4500 z kitowym szkłem. W ofercie Fujifilm jest trochę małych, lekkich i niedrogich obiektywów, zatem jest w czym wybierać. To naprawdę dobra oferta, jak na aparat na początek, który nie jest po prostu starym odgrzewanym kotletem, tylko nowoczesną, piękną i uniwersalną konstrukcją.

Canon EOS RP - tania pełna klatka

Jeśli bardziej zależy nam na pełnej klatce, to w identycznej cenie, co wspomniany wcześniej Fujifilm X-S10, możemy kupić bezlusterkowca Canon EOS RP. Za ok. 4000 zł za sam korpus otrzymujemy bezlusterkowca z 2019 r. który ma pełnoklatkową matrycę CMOS o rozdzielczości 26 Mpix, ale jest nieduży, lekki (485 g), ma 3-calowy, odchylany ekran i sensowny wizjer. 

Tak, to sensor z leciwej już lustrzanki Canon EOS 6D Mark II, ale nawet w testach DxO wypada on nieźle. A przede wszystkim, daje piękne kolory, fajną plastykę i spore możliwości postprodukcji w porównaniu do mniejszych matryc. Dobrze radzi sobie także na wysokich czułościach, więc będziemy mogli robić zdjęcia nocą. Po podłączeniu jasnego szkła otrzymamy także naturalne, głębokie rozmycie tła z fajnym bokeh, czyli coś, za co można pokochać pełną klatkę.

W Canonie EOS RP mamy tryb wideo 4K 24 kl./s (120 Mbps, crop 1.7x) lub Full HD 60 kl./s (60 Mbps bez cropa). Brakuje płaskiego profilu C-Log, a materiały są zapisywane wewnętrznie w 4:2:0 8-bit lub zewnętrznie jako nieskompresowane 4:2:2, ale tylko 8-bitowe. Na szczęście, dla osób początkujących, czy bardziej zainteresowanych zdjęciami, te parametry nie będą mieć wielkiego znaczenia. Ważne jest, że EOS RP ma świetny system Dual Pixel CMOS AF z wykrywaniem twarzy i śledzeniem AF, który dobrze sobie radzi w trybie wideo, jak i foto. Nie zabrakło także gniazda na mikrofon, więc w razie czego, Canon EOS RP może posłużyć jako fajne narzędzie do vlogowania czy kręcenia materiałów wideo z podróży.

Pewnym ograniczeniem może być stosunkowo młody system Canon RF, w którym nie ma ogromu szkieł do wyboru. Możemy natomiast skorzystać z adaptera i podpiąć szkła z lustrzanek (Canon EF) lub sięgnąć po tanie, małe i solidne szkła Canon RF 50 mm f/1,8 STM (ok. 1000 zł), czy Canon RF 35 mm f/1.8 IS Macro STM (ok. 2500 zł). Podróżnicy powinni się zadowolić uniwersalnym Canon RF 24-105 mm f/4L IS USM (ok. 5000 zł). Bezlusterkowców Canon R na rynku mocno przybywa, więc w perspektywie najbliższej roku, z pewnością przybędzie także nowych obiektów firm trzecich, jak Samyang, Sigma, czy Tamron.

Nikon Z5 - pełna klatka idealna na początek

Nikon Z5 to jeden z najtańszych aparatów pełnoklatkowych na rynku. Jego sercem jest 24-megapikselowa matryca CMOS, która współpracuje z procesorem Expeed 6. Sensor ma 5-osiowy system stabilizacji, którego skuteczność jest deklarowana na 5 EV. Do tego mamy tu 273-polowy hybrydowy system AF, który pokrywa prawie cały kadr i ma funkcje śledzenia oczu u ludzi i zwierząt.

Patrząc z zewnątrz, Nikon Z5 wygląda jak swój starszy brat, Nikon Z6. Nie ma jedynie małego, czarno-białego ekranu LCD na górnej ściance. W jego miejscu znajduje się tarcza trybów bez blokady. Aparat dobrze leży w dłoniach, bo ma dosyć obszerny grip z przodu. Nie zabrakło świetnego joysticka do ustawiania punktów AF z tyłu i wielu praktycznych przycisków pod ręką. Mocnym punktem powinien być wizjer elektroniczny o rozdzielczości 3690 tys. punktów i powiększeniu 0,8×. Mamy tu także odchylany, dotykowy ekran LCD o rozdzielczości 1,04 mln punktów i przekątnej 3,2 cala. Aparat ma także 2 sloty na karty pamięci SDHC oraz nowy akumulator EN-ELC15, który ma umożliwiać wykonanie do 470 zdjeć. 

Jaki aparat na początek? Taki, który spełni twoje oczekiwania

Dzisiaj na rynku nie ma już słabych aparatów. Oferta jest bogata, ale wiele zależy od osobistych preferencji. Przed zakupem warto przejść się do sklepu, chwycić aparat w dłonie, zobaczyć jak się z nim czujemy, jak leży w dłoniach. Sam bez tego nie kupuję żadnego nowego sprzętu. A jeśli wszystko się zgadza to bez wątpienia, warto kupić niedrogi aparat na początek.