Tech  / Felieton

Szantaż zakończony sukcesem. Zapłaciłem za YouTube Premium

1102 interakcji
dołącz do dyskusji

Czuję się brudny. Po blisko roku walki zapłaciłem za YouTube Premium.

„Z terrorystami nie negocjujemy” - słychać w każdym filmie/serialu akcji, gdy źli ludzie wyciągają żądanie okupu, a ci dobrzy odmawiają jego zapłaty. Trzymałem się tej filozofii przez cały ubiegły rok; od momentu, w którym zakończyłem testy YouTube Premium i uznałem, że nie przedłużę subskrypcji.

YouTube Premium - cena w Polsce.

Wtedy jednak YouTube zaczął mnie bombardować reklamami. Nie tylko mnie zresztą, a każdego użytkownika, który triala nie przedłużył. Na przestrzeni ostatnich miesięcy liczba reklam wzrosła także dla wszystkich - także dla tych, którzy nigdy z Premium nie skorzystali. YouTube wyciągnął ciężkie działa: nie dość, że strona główna i strona odtwarzania atakują nas banerami (czasami ich liczba wynosi blisko 20 na raz!), tak serwis wprowadził też nowy typ reklam na telewizorach i zwiększył liczbę reklam wyświetlanych w trakcie odtwarzania. Mało tego, jeszcze kilka miesięcy temu, by wyświetlić reklamę w środku filmu (a nie na początku czy końcu), dane wideo musiało mieć minimum 10 minut długości. Teraz wystarczy raptem 8.

YouTube coraz lepiej radził sobie też z omijaniem adblocków, czy może raczej działał coraz gorzej, gdy adblock był włączony. Przez blisko rok czułem narastającą frustrację, bo serwis, z którego korzystam czasem przez kilka godzin dziennie, przestał być używalny. A wszystko to w jednym celu: by zachęcić do opłacania abonamentu Premium.

Zapłaciłem za YouTube Premium i nie jest mi z tym dobrze.

Po roku opierania się naciskom - uległem. Od tygodnia opłacam YouTube Premium. Korzysta mi się z serwisu o wiele przyjemniej. Nie czuję się jednak z tym dobrze.

Ktoś może powiedzieć: „skoro i tak często korzystasz z YouTube’a, to w czym problem?”. I będzie miał rację - problem jest w zasadzie wydumany. Absolutnie nie boli mnie konieczność wydawania 24 zł miesięcznie, by cieszyć się YouTube’em bez reklam. Cytując jednak klasyka: „nie chodzi o pieniądze, chodzi o zasady”. YouTube próbuje na użytkownikach wymusić płacenie za Premium w sposób kompletnie nieakceptowalny, nachalny i ofensywny.

Zdecydowałem się na opłacanie YouTube Premium tylko po to, by pozbyć się nadmiaru reklam z serwisu. By dało się z niego wygodnie korzystać, nie będąc bombardowanym banerami i klipami sponsorów na każdym kroku. Dlatego klikając „kup Premium” czułem się bardziej jakbym ulegał szantażowi, niż jakbym płacił za rzeczywistą wartość dodaną.

Bo niestety, nie licząc braku reklam, wielkiej wartości dodanej nie widzę.

YouTube Originals? Nie ma tam nic ciekawego, a z resztą większość seriali oryginalnych jest od roku dostępna za darmo (bo nikt nie chciał płacić za ich oglądanie).

YouTube Premium w Polsce

YouTube Music? Fajnie mieć dołączony do zestawu serwis muzyczny, ale pomimo ogromnego progresu od dnia premiery, YouTube Music nadal nie ma mi wiele do zaoferowania. Panuje tam jeden wielki bałagan; playlisty z YouTube’a mieszają się z muzyką znalezioną w YouTube Music. Covery mieszają się z oryginalnymi treściami. Jakość dźwięku jest odczuwalnie niższa niż w Spotify. Brakuje aplikacji desktopowych. Brakuje mi też niektórych wykonawców, którzy są dostępni w Spotify czy Apple Music. Brakuje mi jakiegokolwiek argumentu, by porzucić Spotify na rzecz YouTube Music. Samo to, że mam go „za darmo” w zestawie z YouTube Premium nie wystarczy.

YouTube Music w Polsce

Odtwarzanie w tle na urządzeniach mobilnych? Przyznaję, to nawet mi się podoba, bo często oglądam podcasty na YouTubie i czasem przydaje się możliwość zablokowania telefonu i pozostawienia odtwarzania przy wyłączonym ekranie. Ta funkcja jest jednak najbardziej użyteczna na urządzeniach z Androidem, gdzie towarzyszy jej także tryb Picture in Picture. Na iOS, który takiej możliwości nie oferuje, funkcja odtwarzania w tle jest marginalnie użyteczna. A że korzystam głównie z iPhone’a, nie mogę się nią w pełni cieszyć.

YouTube Premium w Polsce

Co gorsza, nie zanosi się na to, by YouTube miał zamiar „odfiltrować” treści dostępne w Premium i w darmowej wersji.

W ubiegłym roku wysnułem idylliczną wizję YouTube’a moich marzeń:

Drogi YouTubie, mam propozycję. Zrób z Premium zupełnie osobną sekcję swojego serwisu. Taką, gdzie twórcy będą weryfikowani przed przyłączeniem. Gdzie nie będzie patostreamerów, „czelendży” i nagrań z wideorejestratorów, ale wyłącznie treści najwyższej jakości od najlepszych twórców. Niech istnieją obok siebie dwie wersje serwisu: jedna zapaćkana reklamami i jedna, za którą trzeba będzie zapłacić, ale która w zamian odfiltruje cały ten syf, przez który YouTube ma dziś tak wielki problem z przekonaniem ludzi, że warto za niego płacić.

Nic jednak nie wskazuje na to, by YouTube podążał w tym kierunku. W YouTube Premium wciąż znajdziemy ten sam syf, co w darmowym serwisie. Karta „Na czasie” przyprawia o takie same ciarki żenady. W polecanych na stronie głównej filmach nadal dominują kanały, które nie interesują mnie w najmniejszym stopniu. W proponowanych wideo dalej widzę nieśmieszne żarty i nagrania z wideorejestratorów.

Będę płacił za YouTube Premium, ale nie dla YouTube’a.

Płacę za YouTube Premium nie dlatego, że jest to tak świetna usługa, ale dlatego, że alternatywa po prostu nie istnieje. Kilka serwisów próbuje podgryzać YouTube’a, ale na horyzoncie nie widać nikogo, kto mógłby rzucić rękawicę serwisowi Google’a i przekonać twórców do masowego przejścia w inne miejsce.

YouTube Premium w Polsce

A przecież o twórców tu chodzi. Nie oglądam YouTube’a dlatego, że lubię Google’a. Oglądam YouTube’a dlatego, że uwielbiam występujących nań twórców, od których czerpię mnóstwo wiedzy i rozrywki. Oglądam YouTube’a dlatego, że nie ma innego miejsca, gdzie mógłbym ich oglądać. I płacę za YouTube Premium pomimo tego, że 99,9 proc. zawartości serwisu to śmieci - bo 0,1 proc. to treści dla mnie wartościowe.

Marzy mi się tylko, by YouTube dawał swoim płacącym klientom choć odrobinę lepsze wrażenia z użytkowania. Coś więcej, niż tylko usunięcie reklam z serwisu. Może wtedy cieszyłbym się, że za ledwie 24 zł mogę oglądać tylu znakomitych twórców, zamiast odnosić wrażenie, że co miesiąc płacę 24 zł haraczu.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst