Foto  / Artykuł

Krzysztof Gonciarz: „Jest okazja zweryfikować rzeczywistość. Może wszyscy mierzyliśmy zbyt wysoko?”

386 interakcji
dołącz do dyskusji

„Ja nie podkręcałem skali ściemniania na swój temat, tylko podkręcałem samego siebie na tyle, na ile byłem w stanie”. Z Krzysztofem Gonciarzem rozmawiałem o tym, jak wyzwolić kreatywne patrzenia na świat, ale też o udawaniu na Instagramie, oraz zaskakujących skutkach pandemii. 

Krzysztof Gonciarz za obiektywem Galaxy S20 Ultra od 4 tygodni podejmuje fotograficzne wyzwania, które rzucił mu Samsung w ramach instagramowej akcji #ZmienSpojrzenie. Kolejnym, który zachęci do patrzenia na świat z innej perspektywy, będzie HashtagAlek. Szukajcie jego zdjęć z #ZmienSpojrzenie już od piątku.

Fot. Krzysztof Gonciarz
Fot. Krzysztof Gonciarz. Zdjęcie wykonane Samsung Galaxy S20 Ultra

Siedzimy od dobrych kilku tygodni w domach. Jak zmienić spojrzenie na otaczającą nas rzeczywistość, aby robić ciekawe zdjęcia, pomimo tak wielu ograniczeń?

Szukając pomysłów na zdjęcia, często pomijamy wiele tematów, które mamy pod nosem. Wiele osób twierdzi, że jak robimy zdjęcia, to tylko określone tematy są interesujące, np. zachodzące słońce. To nie znaczy, że fotografowanie zachodów jest złe. Chodzi o to, że ludzie nie widzą ciekawych kadrów tam, gdzie one naprawdę są, dookoła nas. Zwiększenie świadomości na ten temat było dla mnie dość ważne.

Mikrozachwyty, patrzenie na drobne rzeczy, poszukiwanie tematów na zdjęcia, to jest dla mnie niemal proces medytacyjny. Trzeba się skupić, aby odnaleźć piękno w zwykłych rzeczach. W biegu codzienności to nie jest łatwe. Ale teraz mamy na to czas i możliwości.

Vlogi kręcisz aparatem, a fotografujesz smartfonem. Czemu?

Bo smartfon, z którego korzystam od kilku miesięcy, Samsung Galaxy S20 Ultra, daje mi wszystko, czego potrzebuję. Ten smartfon otworzył mi oczy, jeśli chodzi o fotografię. Mam go cały czas przy sobie. A z nim nie tylko szeroki kąt, ale też solidny zoom, który pozwala mi skupiać się na nowych kadrach. Mogę fotografować architekturę w zupełnie inny sposób, drobne detale, odbicia światła. To inspirujące.

Architektura sfotografowana z balkonu na dwa różne sposoby: szerokim kątem oraz zoomem, fot. Krzysztof Gonciarz
Architektura sfotografowana z balkonu na dwa różne sposoby: szerokim kątem oraz zoomem. Fot. Krzysztof Gonciarz. Zdjęcie wykonane Samsung Galaxy S20 Ultra

Jaki jest twój pomysł na urozmaicanie swoich zdjęć, aby nie były takie sztampowe?

Realizuje obecnie ciekawe wyzwanie fotograficzne. Staram się znaleźć w każdym zadaniu fotograficznym coś ciekawego, aby za każdym zdjęciem stała jakaś anegdotka. Do tego samego zachęcam innych. Rozejrzeć się dookoła, poszukać nietypowych kadrów, pomysłów. Nawiązywać zdjęciami do historii, które chcemy opowiedzieć. Ja akurat mam sporo różnego rodzaju akcesoriów, światła, z którego korzystam, ale to są ogólnodostępne rzeczy, które każdy może mieć. W zdjęciach wykorzystałem np. efekt tęczy z projektora czy kolorowe cienie. Wielu ludzi nie wie, że można łatwo uzyskać takie efekty.

Każdy, kto częściej publikuje na Instagramie, pewnie zauważył, że ta platforma obfituje w zdjęcia z odtwarzanymi pomysłami, jak żółta kurtka na tle jeziora, obraz w obrazie, flary dymne.

Problem jest taki, że to na Instagramie są określone tematy, kadry, które wiadomo, że dobrze się lajkują. Ludzie, którzy siedzą w fotografii, widzą w tych kadrach powtarzalność, ale taki generalny użytkownik tego nie dostrzega. Jak zrobisz to samo zdjęcie, co wszyscy, to jednak większość ludzi nie będzie tego świadoma. Oni po prostu polubią takie zdjęcie. To jest problem Instagrama, jako medium fotograficznego. Jest tam dużo powtarzalnych treści, sam Instagram dużo dyktuje, co się tam dobrze klika.

Fot. Krzysztof Gonciarz
Efekt tęczy z projektora oraz światła padającego przez oparcie krzesła z dziurkami. Fot. Krzysztof Gonciarz. Zdjęcie wykonane Samsung Galaxy S20 Ultra

Co masz na myśli?

Na przykład bardziej opłaca się robić zdjęcia pionowe niż poziome. Z perspektywy fotografa to jest irytujące ograniczenie. Wiesz, że twoje poziome zdjęcie będzie się o połowę gorzej oglądać niż pionowe. Jaka to jest wtedy w ogóle rozmowa o fotografii? Ograniczenia Instagrama z czasem mogą dyktować ci, jak robisz zdjęcia, jak kadrujesz.

Czy umiejętności i sposób patrzenia filmowca pomaga czy przeszkadza ci w fotografowaniu?

Pomaga i przeszkadza jednocześnie. Przez lata ciągłego noszenia kamery wyczuliłem zmysł wzorku. Czuję, że dużo widzę i dużo rzeczy mi się podoba. Mnie to pomaga, nawet jak siedzę w domu.

Doświadczenie z filmem trochę mnie zniechęca do robienia zbyt wielu zdjęć. Mam podejście, że wszystko, co robię, ma być jak najbardziej ekonomiczne. Ja nawet rzadko nagrywam. Jak już włączam kamerę, to próbuję uchwycić coś, co naprawdę trafi do odcinka. Mam relatywnie mało odrzutów. To jest moje ograniczenie. Robię za mało zdjęć. Z tyłu głowy mam chyba szacunek do miejsca na dysku.

W filmie nagrywasz dłuższe sekwencje niż w fotografii. Udaje ci się przestawić sposób myślenia?

Mam problem z uchwyceniem perfekcyjnego punktu w czasie, tej jednej klatki. Wydaje mi się, że w miarę opanowałem pracę z obrazem ruchomym, ale uchwycenie jednego kadru jest cały czas dla mnie zagadką. Jak kręcę w 24 kl./s, to czuję, że mam wszystkie kadry, czuję się z tym bezpiecznie. A wybranie jednej z parosekundowego przedziału jest bardzo trudne. Moja percepcja postrzegania kończy się na, powiedzmy, 1 sekundzie, a nie krócej.

Poza tym brakuje mi cierpliwości do zdjęć. One są tylko spoko, a gdybym był bardziej cierpliwy, to mogłyby być dużo lepsze.

Kiedyś Instagram był medium, gdzie publikowaliśmy niemal wyłącznie natychmiastowe, niedoskonałe zdjęcia ze smartfonów. Dzisiaj często wrzucamy idealne technicznie, mocno przerobione, odpicowane zdjęcia z aparatów czy drona. Które podejście jest ci bliższe?

Lubię styl nieprzeprodukowany. Nie lubię sztuczności, która tkwi w zbytnio obrobionej fotografii. To jest w dużej mierze domena fotografii podróżniczej, krajobrazowej. Piękne zachody słońca, photoshopowane niebo, podkręcona rzeczywistość, która tak naprawdę kłamie. Ja nie lubię takich rzeczy. Cenię surowe obrazy. Wiele cenionych profili publikuje materiały, które wizualnie są surowe, a czasami nawet brzydkie, brudne. Chociaż może ja po prostu zbyt mocno tkwię w rejonach mody, street wearu czy rapu, gdzie dominują brudne zdjęcia? Fotografia podróżnicza dla kontrastu ciągle tkwi w cukierkowej wizji świata. Chciałbym, abyśmy spuścili z tonu, jeśli chodzi o podkręcania rzeczywistości. Nie jestem tego fanem.

Krzysztof Gonciarz, fot. Krzysztof Basel
Krzysztof Gonciarz, fot. KB

Nigdy nie podkręcasz na Instagramie swojego życia? Już sam fakt pokazywania tylko jego wycinków sprawia, że kreujesz swój obraz.

Ja zawsze miałem takie podejście do kreowania swojego wizerunku w mediach społecznościowych, że starałem się ulepszyć swoje życie, a nie udawać zdjęciami. Ja nie podkręcałem skali ściemniania na swój temat, tylko podkręcałem samego siebie na tyle, na ile byłem w stanie. A zdjęcia czy filmy to tylko pokazują.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że można łatwo popaść w „zeszmacony fotoarchetyp”, jak to określasz styl życia niektórych influencerów. Co robisz, aby tego uniknąć?

To określenie odnosi się głównie właśnie do sztucznych zdjęć z wakacji czy influencerek jedzących pyszne śniadanko w hotelowym łóżku, w białym szlafroku, bez jednego zagniecenia pościeli. Na początku myślisz sobie, że ta osoba ma super życie, ale potem przychodzi refleksja nad tym, jak bardzo udawane jest to życie. Ile prób trzeba było zrobić, aby tę fotografię wykonać tak, jak życzyła sobie ta osoba. To oszukiwanie, które niszczy prawdziwy świat.

Jak zatem pokazywać swoje życie fotografiami?

Idealne zdjęcie według mnie to zdjęcie, które ktoś zrobił komuś i uchwycił coś fajnego, co się naprawdę wydarzyło, a nie zdjęcie pozowane. Jeśli zrobiłeś mi fajne zdjęcie przy śniadaniu, bo coś ciekawego się wydarzyło albo po prostu ta scenka ładnie wyglądała, to je wrzucę. Ale jeśli pozowałem specjalnie do tego zaplanowanego, ustawionego zdjęcia przez 10 minut, zrobiliśmy wiele różnych ujęć, no wiesz, całą sesję, to już jest przesada. Takie podejście jest dla mnie beznadziejne, żenujące.

Na Twoim profilu na Instagramie jest wiele pozowanych zdjęć. Są beznadziejne?

Są śmieszne. Albo dziwne. To raczej efekt zabawy, niż specjalnie robione zdjęcia, aby czymś pochwalić się na Instagramie. Staram się unikać patosu, który często można zobaczyć na wielu profilach. Nie lubię poważnego Instagrama, gdzie ludzie patrzą na zachód słońca, a czujesz, że oni tam niezręcznie stoją przez kilka minut i próbują się dogadać jak się ustawić, żeby było najwięcej lajków.

A może po prostu chcą, aby te zdjęcia były fajne, dopracowane, a Ty doszukujesz się w tym zbyt wiele?

Ja wiem, jak robi się takie rzeczy, aby coś sprzedać. Kiedy widzę takie zdjęcie, to doskonale wiem, że to wcale nie była taka magiczna chwila, jak autorzy próbują nas przekonać.

Fot. Krzysztof Gonciarz
Fot. Krzysztof Gonciarz. Zdjęcie wykonane Samsung Galaxy S20 Ultra

Czy obecna sytuacja związana z pandemią, coś zmieni? Odmieni popularność takich celebrytów, instagrauizację życia?

Obawiam się, że nie zostaną z tego wyciągnięte żadne głębsze lekcje. Ludzie mają krótką pamięć, Internet ma krótką pamięć. Ja powiedziałem o tym w jednym ze swoich vlogów, ale nie jestem pewny, czy segment influencerów rzeczywiście się zatrząsł.

Z drugiej strony widać, że jest trochę ludzi, którzy są zagubieni. Nie wiedzą, co wypada, a czego nie. Albo dopada ich konfrontacja z rzeczywistością, gdzie jesteś tylko ty i kamera, a oni potrzebują jakichś rzeczy, którymi można by się zasłonić. Często są to po prostu rzeczy materialne, to po prostu popisywanie się pieniędzmi.

Teraz, jak siedzimy w domach, to jest moment weryfikacji, kiedy zobaczymy, kto sam z kamerą jest w stanie coś fajnego tworzyć. Rynek influencerski w tym okresie rozbija się faktycznie o charyzmę, a nie o inne rzeczy.

To czas, kiedy poznajemy, kto tak naprawdę jest w tym dobry?

Nie, to tylko kontekst sytuacji. Chodzi tylko o daną sytuację, jak kto się teraz zachowa. Nie podważam sukcesu wielu twórców, a rzeczy inne, niż charyzma też są ważne w normalnej sytuacji. Po prostu teraz jest taka, a nie inna sytuacja.

Dlaczego 1 milion subskrybentów na YouTube jest dla ciebie tak ważny?

Ta cała bitwa o milion to jest trochę taki żart. Dużo ludzi myśli, że to jest dla mnie zabójczo istotne, że dałbym się pokroić za ten milion. Prawda jest nieco inna. W moim życiu za wiele się nie zmieni pomiędzy stanem przed i po przekroczeniu „bańki”.

Zabawa zabawą, ale starasz się o ten milion już od bardzo dawna.

Zacząłem nagrywać na YouTube chyba w 2011 r. Pamiętam te czasy, jak pojawiały się pierwsze polskie kanały, jak Niekryty Krytyk, Absta czy Wardęga. Z czasem pierwsze kanały dobijały do 1 miliona. Myślałem, że ja w tym gronie będę zaraz za pierwszą dziesiątką.

Czemu do dzisiaj nie dobiłeś do tego 1 miliona subskrybentów?

Ja nie narzekam na swoją pozycję w branży, bo od lat sobie funkcjonuję i udało mi się pozostać dość relewantnym przez wiele lat. To jest wszystko spoko, ale liczba subskrybentów nigdy nie była moją mocną stroną. Nie mam pojęcia, dlaczego tak jest. Jak się patrzy na liczbę wyświetleń, to moje kanały nie mają się czego wstydzić w porównaniu do polskiej czołówki. Na wyświetlenia nie narzekam. Narzekam, że nie dostałem złotego przycisku „Play” od YouTube'a za 1 milion subskrybentów.

Ten upragniony złoty totem jest już memem w moim życiu. Wiele ludzi jest zdania, że zasłużyłem sobie na to. 9 lat zasuwania i tworzenia treści na YouTube to jest ogrom pracy. A jednocześnie to jest nieco śmieszne, że 1 milion jest cały czas poza moim zasięgiem.

W ostatnich filmach stajesz się bardziej sobą, jak sam mówisz. Co się stało?

Teraz mam dużo więcej czasu dla siebie. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego, ile rzeczy próbuję robić. Z tym wiązało się poczucie, że cały czas nie zajmuję się czymś ważnym. Albo robię, ale nie dość dobrze. Za dużo wziąłem na siebie. Współprowadzenie firmy w Polsce, z drugiej strony nie spełniałem swojej funkcji w Japonii za dobrze. Kanał na YouTube, który był oparty na częstych vlogach, co była bardzo męczące w pewnym momencie. Do tego kanał komediowy. Jak dobrze bym sobie nie radził z pewnymi obszarami w swoim życiu, tak zawsze znalazłoby się coś, co jest zawalone. Ta świadomość tego, że zawsze coś robię źle, była dla mnie męcząca. Teraz obecna sytuacja dała mi i wielu innym ludziom okazję, aby zwolnić. Zrozumiałem, że jeśli coś w twoim życiu czasem nie wypala idealnie, to czasem tak po prostu jest i nie masz nad tym kontroli. Trzeba to zaakceptować. Wziąłem to do siebie.

Poza tym, przez to, że nie można podróżować, po raz pierwszy od dawna, osiadłem na jednym miejscu. Stworzyłem sobie swój własny świat w Japonii, którego mi brakowało mi. Od dawna nie miałem swojego miejsca na świecie. Żyłem sobie bardzo podróżniczo, trochę w Japonii, trochę w Polsce. Nie miałem domu. Teraz czuję, że przynależę do jakiegoś miejsca.

Jak wszystko wróci do normy, to ty też wrócisz do podróżniczego życia?

Nie wiem jeszcze, dokąd to wszystko zmierza. Uczę się, że mogę być bardziej dziwakiem, mieć więcej wolności, swobodny. Nie muszę się starać być panem idealnym przez cały czas. Czuję, że przesadzałem z tym w swoich filmach. Chciałem zawsze mieć prawie krystaliczny wizerunek, być poważny, nieskalany głupimi opiniami, akcjami. Teraz pomyślałem, że jeśli mam zdziwaczeć i pozwolić sobie na większy luz w życiu to chyba tylko na tym zyskam.

Jestem bardzo zaskoczony tym, że w czasie pandemii, zamiast się nudzić i frustrować, czuję się odświeżony. Wyszło na to, że przez ostatnie tygodnie ukręciliśmy z niczego kompletny game changer. Ja się czuję zupełnie inaczej. Próbuję wiele rzeczy, które dają mi wielką przyjemność. Pierwszy raz od dawna mam szczerą frajdę z tego. Wracam do korzeni, robię rzeczy po swojemu, dziwnie, trochę po bandzie. Z pewnością inaczej.

Fot. Krzysztof Gonciarz. Zdjęcie wykonane Samsung Galaxy S20 Ultra
Fot. Krzysztof Gonciarz. Zdjęcie wykonane Samsung Galaxy S20 Ultra

Jaką lekcję wyciągniesz z obecnej sytuacji dla siebie na przyszłość?

Myślę, że to jak dobrze się teraz czuję ze sobą, bardzo dużo daje mi do myślenia o moich dotychczasowych wyborach życiowych. Może za bardzo starałem się być tym polskim Casey Neistatem? Nawet gdyby, to chyba z tym przegiąłem, bo Casey nie podróżuje tyle po świecie, a raczej lokalnie po USA.

Pod pewnymi względami to, co robiłem, było fizycznie i psychicznie cięższe od tego, co robił Casey. To było brutalne walenie głową w ścianę. Za wysoko postawiłem sobie poprzeczkę. Poprzeczkę, która była tylko w mojej głowie. Nikt ode mnie tego nie wymagał. Tak, jak Gonkon w zeszłym roku skończył się bardzo fajnie, tak edycja 2020 była już dla mnie bardzo stresującym tematem. Wypadałoby zrobić to lepiej. A w obliczu tej sytuacji, jeśli zrobimy mniejszą imprezę, to nikt tego nie będzie mieć za złe, ani nie będzie zawiedziony. Jest okazja zweryfikować rzeczywistość. Może wszyscy mierzyliśmy zbyt wysoko.

*Krzysztof Gonciarz współpracuje z marką Samsung w ramach projektu Zmień Spojrzenie.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst