Foto  / Artykuł

Użytkownicy od lat prosili o tę zmianę - i doczekali się. Sony RX100 VII - pierwsze wrażenia

Już od sześciu generacji Sony RX100 uważany jest za jeden z najlepszych aparatów kompaktowych na rynku, a poprzednia wersja była tak dobra, że nie wiadomo było, co w zasadzie można ulepszyć, przy przeskoczyć wysoko ustawioną poprzeczkę – a jednak Sony RX100 VII się to udało.

Na wstępie powiem wprost: Sony RX100 VII w tak nieznacznym stopniu różni się od Sony RX100 VI, że równie dobrze mogę już teraz odesłać was do recenzji Marcina Połowianiuka z ubiegłego roku, i dowiecie się z niej 90 proc. tego, co trzeba wiedzieć o nowym aparacie Sony.

Nadal bowiem mamy do czynienia z tym samym, 1-calowym sensorem CMOS EXMOR-R BSI o rozdzielczości 20,1 Mpix oraz obiektywem 24-200 mm (w ekwiwalencie pełnej klatki) o jasności f/2.8-4.5. Jeśli ktoś liczył więc na powrót jaśniejszego 24-70 mm z poprzednich generacji – przykro mi. Sony nie ogląda się za siebie.

Nadal mamy do czynienia z tą samą konstrukcją, która w razie napaści może służyć za broń obuchową – to bez dwóch zdań jeden z solidniejszych kompaktów na rynku. Dotykowy ekran nadal ma przekątną 3”, nadal możemy go obracać o 180 stopni, a wysuwany wizjer OLED nadal ma 2,36 mln pikseli i nadal używa się go znakomicie jak na tak małą konstrukcję.

Tak naprawdę od strony wizualnej Sony RX100 VII różni się od wersji VI tylko jednym szczegółem – gniazdem mikrofonowym 3,5 mm.

Modły vlogerów z całego świata zostały wysłuchane i w końcu, po sześciu generacjach oczekiwania, Sony RX100 oferuje wejście mikrofonowe. Jest tylko jeden haczyk – aparat nadal nie posiada gorącej stopki, więc aby podłączyć mikrofon niezbędny jest adapter/klatka z zimną stopką, do którego przymocujemy mikrofon.

Nie wątpię jednak, że ta mała zmiana sprawi, że tłum twórców internetowych z radością sięgnie po Sony RX100 VII, zwłaszcza że w kontekście vlogowania to małe cudeńko ma jeszcze jednego asa w rękawie – automatyczne rozpoznawanie nagrywania wideo w pionie. Idealne do nagrywania wysokiej jakości Insta Stories.

Dodajmy do tego usprawnioną stabilizację obrazu, płaskie profile S-LOG oraz zapis HLG i mamy znakomity, poręczny aparat do nagrywania wideo.

Reszta różnic skrywa się we wnętrzu nowego kompaktu.

Najważniejszą z nich jest autofocus, który Sony wzorowało na profesjonalnym bezlusterkowcu Sony A9. Do wykorzystania mamy 357 pól, pokrywających 68 proc. kadru, zaś ostrość ustawia się w zaledwie 0,02 s.

Co więcej, do Sony RX100 VII trafił też „killer-feature” z Sony A7R IV, czyli eye-AF dla zwierząt i ludzi zarówno podczas fotografowania, jak i podczas wideo, z ciągłym śledzeniem. Miałem tylko chwilę na zabawę z aparatem, ale to, co wyczyniał autofocus w czasie tej chwili było naprawdę imponujące. Kolejny punkt, dla którego RX100 VII ma szansę stać się ulubionym kompaktowym aparatem twórców sieciowego wideo.

Na zmianach ucierpiała nieco szybkostrzelność, jeśli w ogóle można mówić w tym kontekście o super-szybkostrzelnym kompakcie. Tak jak ubiegłoroczny model oferował 24 klatki na sekundę przy ciągłym AF, tak RX100 VII oferuje 20 klatek, za to bez blackoutu. Do dyspozycji użytkowników jest też nowy tryb single burst shooting, w którym aparat wykonuje aż 90 zdjęć w serii, ale zapisuje z niej tylko 7 ujęć, z których następnie inteligentnie podpowiada to najlepsze.

Innymi słowy, Sony RX100 VII pod względem szybkostrzelności i celności strzałów to miniaturowy Sony A9. Cholernie imponujące, zważywszy na filigranowe gabaryty kompaktu.

Jak się tym fotografuje?

Cóż… tak samo, jak Sony RX100 VI. Dosłownie identycznie. Nic się nie zmieniło – przyciski zachowują się dokładnie tak samo, ekran dotyka się dokładnie tak samo, interfejs nadal ma tak samo skomplikowane menu, a obiektyw nadal wysuwa się odrobinkę zbyt wolno.

24 mm

200 mm

Nic się nie zmieniło także od strony jakości – w dobrym świetle Sony RX100 VII produkuje fantastyczne rezultaty, co do których trudno uwierzyć, że wyprodukowała je zaledwie 1-calowa matryca.

Szybko zaczyna mu jednak brakować światła. Na f/2.8 możemy liczyć w zasadzie wyłącznie na najszerszym kącie. Wystarczy wysunąć tubus do 35 mm, a przysłona już spada do f/3.5. Przy 50 mm jest to zaledwie f/4.0. Bardzo słabo, jeśli przypomnimy sobie, jak znakomitą konstrukcją był stosowany uprzednio w serii RX100 obiektyw 24-70 f/1.8-2.8.

Dopóki jednak nie przekraczamy ISO 1600, trudno się przyczepić do szczegółowości czy reprodukcji barw zdjęć robionych tym aparatem. Delikatnie obrobione JPEG-i (w chwili pisania tego tekstu RAW-y nie są jeszcze obsługiwane przez programy do obróbki) z powodzeniem nadają się do publikacji w mediach społecznościowych. Nie jest to oczywiście poziom profesjonalnych aparatów pełnoklatkowych czy nawet APS-C, ale znaczący krok naprzód względem tego, co oferują nasze smartfony. Z jednym wyjątkiem: HDR.

Fotografia obliczeniowa (eng. Computational photography) posunęła się w smartfonach o wiele dalej niż w aparatach kompaktowych. Widać to zwłaszcza w scenach o dużym kontraście, szczególnie w prześwietleniach. W takim zdjęciu większość smartfonów z wysokiej półki cenowej bez trudu opanowałaby prześwietlenie okna, jednocześnie zachowując pełnię detalu w cieniach. Sony RX100 VII niestety się to nie udaje, przynajmniej w JPEG-ach. Być może w RAW-ach będzie lepiej, ale nawet jeśli – RX100 VII ma być podręcznym, kompaktowym aparatem, nastawionym na szybkie dzielenie się efektami w sieci. Chciałoby się, żeby jego moc obliczeniowa pozwalała na uzyskanie co najmniej takich rezultatów, jak w nowym iPhonie.

Pomijając nawet możliwości przetwarzania, Sony nie udało się przeskoczyć ograniczeń fizyki. Powyżej ISO 1600 zdjęcia zaczynają wyglądać po prostu źle. ISO 3200 jest jeszcze akceptowalne, ale już ISO 6400 wygląda absolutnie okropnie, czego powinniśmy się spodziewać po 1-calowej matrycy.

A skoro narzekam, to niestety względem Sony RX100 VI nie zmieniła się jedna rzecz – akumulator. W poprzedniej generacji malutkie ogniwa starczyły na ok. 250 zdjęć i na prezentacji powiedziano nam wprost, że RX100 VII uzyska nieco gorsze rezultaty. Głównymi winowajcami tego stanu rzeczy są nowy autofocus i bardziej zaawansowana stabilizacja matrycy, szczególnie w wideo.

Podczas krótkiego spaceru z Sony RX100 VII, w czasie którego zrobiłem nieco ponad 50 zdjęć, akumulator zjechał z czterech belek naładowania do zaledwie dwóch. A to nie wróży zbyt dobrze, choć oczywiście wytrzymałość akumulatora potwierdzimy dopiero przy okazji pełnej recenzji.

Sony RX100 VII wjedzie na sklepowe półki już w sierpniu. Dla kogo jest ten aparat?

Niespodzianka! – Sony RX100 VII nie powinien być droższy od swojego poprzednika, bowiem tak jak on startuje z pułapu 1300 Euro. Jego cena w Polsce nie powinna przekroczyć 5500 zł.

Oczywiście to nadal krocie, jak na aparat kompaktowy, ale biorąc pod uwagę możliwości tego małego giganta, nie mam zamiaru na to narzekać. To produkt bardzo niszowy, specyficzny, zdecydowanie nie dla każdego. Jeśli ktoś szuka tańszego kompaktu – proszę bardzo, zawsze można kupić którąś ze starszych wersji Sony RX100. Siódma generacja ma natomiast dwie bardzo jasno doprecyzowane przez Sony grupy odbiorców.

Pierwsza z nich to entuzjaści, którzy chcą mieć wszystko w jednym. I Sony RX100 VII rzeczywiście może to zapewnić, bo w niewielkim opakowaniu oferuje całkiem niezłą jakość zdjęć, autofocus żywcem wyjęty z Sony A9 i szereg możliwości fotograficznych i filmowych, których mogą pozazdrościć niektóre droższe aparaty.

Druga to vlogerzy, których uwagi Sony wzięło sobie szczególnie do serca i na ich podstawie opracowało niektóre usprawnienia w siódmej generacji swojego kompaktu. Obecność złącza mikrofonowego wespół z ulepszoną stabilizacją, świetnym autofocusem i znakomitymi możliwościami wideo z pewnością przyciągną twórców wideo do nowego aparatu Sony. Przecież już poprzednie generacje kompaktu były bardzo chętnie wykorzystywane zwłaszcza do vlogowania; dodanie gniazda mikrofonowego to wisienka na torcie.

Jest też trzecia grupa, dla której Sony RX100 VII może być atrakcyjnym sprzętem – to profesjonaliści, którzy przywykli do szybkości i możliwości dużych, drogich aparatów, ale chcieliby mieć coś mniejszego na te sytuacje, gdy ich drogie bezlusterkowce nie są potrzebne – chociażby na wczasach z rodziną. RX100 VII może równie dobrze służyć też za backup, bo jest tak niewielki, że po wrzuceniu do torby można zapomnieć, że faktycznie tam jest.

Nie da się jednak ukryć, że Sony RX100 VII to przedstawiciel wymierającego gatunku. Sprzedaż aparatów kompaktowych pikuje, bo znakomita większość konsumentów nie potrzebuje już innego aparatu niż ten, który w formie smartfona noszą na co dzień w kieszeni.

Pod wieloma względami Sony RX100 VII przebija nawet najlepsze fotograficzne smartfony, ale czy to wystarczy, utrzymać się na rynku, który kompaktów już nie chce, a może nawet nie potrzebuje?

Tego nie wiem. Ale wiem na pewno, że jeśli Sony chce stanąć do tej nierównej walki, to nie mogło wystawić lepszego zawodnika od nowego RX100 VII.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst