Biznes  / Artykuł

PKB już nie wystarcza. Ekonomiści skorygowali nasz rozwój o smog czy innowacje i mimo to poszliśmy w górę

PKB jako miernik rozwoju gospodarczego państw już nie wystarcza – przekonują ekonomiści z Polskiego Instytutu Ekonomii. Wzięli więc pod uwagę takie wskaźniki jak czystość powietrza, rozwój innowacyjności czy bezpieczeństwo na ulicach i stworzyli własny indeks. Umiarkowanie optymistyczny, dający jednak wiele do myślenia.

„Po początkowej fali entuzjazmu, okazało się, iż wzrost PKB nie przekłada się proporcjonalnie na zamożność i dobrobyt wszystkich obywateli” – zauważyli członkowie Polskiego Instytutu Ekonomii. Nowy polski think-tank postanowił więc stworzyć własny „Indeks Odpowiedzialnego Rozwoju”.

IOR składa się z 3 filarów. Pierwszym z nich jest obecny dobrobyt, czyli konsumpcja per capita i odwrócony wskaźnik Giniego, który odzwierciedla poziom nierówności. Obok niego pojawiła się kreacja przyszłego dobrobytu. Składają się na nią wydatki na badania i rozwój, wydatki na doktoranta per capita i liczba nadanych znaków handlowych) oraz czynniki pozapłacowe. Pod tą ostatnią nazwą kryją się takie wskaźniki jak oczekiwana długość życia, poziom bezpieczeństwa (wyrażany w liczbie zabójstw) oraz jakość powietrza (mierzona emisją PM 2.5, czyli popularnym smogiem).

Co się okazało? Otóż - zaliczyliśmy niemały skok w górę. W 2017 roku na liście układanej według nominalnego PKB per capita znaleźliśmy się na 56. miejscu (lista uwzględniała 189 państw, które są członkami Międzynarodowego Funduszu Walutowego). Polski instytut wziął w tym czasie pod lupę 162 gospodarki. W jego indeksie zajęliśmy 29. miejsce. Dlaczego?

„Indeks Odpowiedzialnego Rozwoju”

Na szczęście autorzy indeksu przygotowali również oddzielne opracowania dla każdego z filarów. Zacznijmy od tego, na czym tracimy, czyli od drugiego filaru. Przez wieloletnie zaniedbania dotyczące innowacyjności i nauki uplasowaliśmy się w nim dopiero na 51. miejscu. Co gorsza, w dół ciągną nas dosłownie wszystkie wskaźniki należące do tego filaru. A nie musiało tak być.

Chociaż czołówka Filara II to zamożne kraje, a średni PKB per capita przekracza 40 tys. dol. (w Polsce to niecałe 14 tys. - przyp red.), to państwa takie jak Estonia czy Kostaryka pokazały, że możliwe jest zwiększenie innowacyjności, nawet jeżeli nie posiada się wysokiego PKB – zauważyli polscy ekonomiści.

Miejsce w „30” zawdzięczamy natomiast głównie III filarowi. Brak terroryzmu, bezpieczne ulice oraz oczekiwana długość życia (ZUS lubi to) dały nam 23. lokatę tuż za Francją, Szwecją i Koreą Południową i jednocześnie daleko daleko przez np. USA albo Kanadą.

W tym filarze należy zrobić tylko jedno zastrzeżenie.

Trzecim wskaźnikiem jest czystość powietrza oceniania na podstawie stężenia pyłów PM 2.5. I akurat tutaj Polska srogo obrywa, szczególnie w porównaniu z innymi krajami Europy.

Krótkoterminowo powinniśmy zająć się jakością powietrza, czego wymagają od nas zresztą organizacje międzynarodowe. Poprawa tego wskaźnika mogłaby dać nam w perspektywie najbliższych lat awans o 1-2 pozycje do góry. Rzeczy takie jak podniesienie poziomu konsumpcji, (gdzie bardzo odstajemy od Szwajcarii czy Niemiec) albo podniesienie wydatków na badania i rozwój, to już kwestie długofalowe. Tego nie da się zrobić z dnia na dzień – komentuje dla Spider's Web Marek Lachowicz, jeden z autorów badania.

W I filarze, najbardziej zgodnym z tradycyjnie rozumianą zamożnością, znaleźliśmy się dokładnie na 30 miejscu. W oddzielnym rankingu, uwzględniającym progres w latach 2015-2017, znaleźliśmy się już jednak na 20 pozycji. Co oznacza, że pod względem wielkości konsumpcji i zmniejszaniu nierówności społecznych mamy się lepiej od np. Niemców. PIE wiąże to z programami redystrybucyjnymi PiS-u. Żeby nie było za wesoło, spójrzcie jednak na grafikę poniżej.

Patrząc na indeks całościowo – czołowe miejsca obsiadły w nim kraje skandynawskie – Norwegia (2.), Szwecja (3.) i Dania (5.), które na podstawie samego PKB powinny być gdzieś między pierwszą a drugą dziesiątką. Liderem w 2017 r. została Szwajcaria. Ale Helweci to akurat jeden z nielicznych przykładów, gdzie produkt krajowy brutto i reszta wskaźników całkiem nieźle ze sobą współgrają.

Z drugiej strony wychodzi na to, że gdy machniemy ręką na produkcję i przywiążemy większą wagę do warunków życia, dużo tracą Stany Zjednoczone, które z siódmego (PKB per capita) miejsca spadają aż na 12.

PKB jako miernik jest już staruszkiem.

Mierzenie poziomu rozwoju państwa za pomocą wartości dóbr i usług wytworzonych przed dany kraj to pomysł z czasów wielkiego kryzysu w USA z początku ubiegłego wieku. Amerykańscy ekonomiści zachodzili w głowę, w jaki sposób zbadać spustoszenie, jakie wywołał w ich kraju. I znaleźli PKB, który, jak się później okazało, między 1929 a 1931 rokiem spadł o połowę.

Z czasem takie jednowymiarowe spojrzenie na gospodarkę znajdowało jednak coraz liczniejszą rzeszę krytyków. Po II Wojnie Światowej część osób słusznie zauważyło, że szkody wywołane po wojnie paradoksalne podnoszą PKB, bo pojawia się ogromny popyt na wszelkiego rodzaju usługi.

Mimo tego do tej pory nie powstał indeks, który tak bardzo zawładnąłby wyobraźnią ekspertów polityków i zwykłych ludzi. Często cytowany „wskaźnik rozwoju ludzkiego” (HDI - Human Development Index) jest przecież krytykowany za upolitycznienie. Jeden z jego twórców, Mahbub ul Haq, był bowiem wcześniej ministrem finansów w pakistańskim rządzie.

Tematem inkluzywnego rozwoju zajmuje się wiele organizacji i zespołów, w tym Komisja Europejska, i OECD. Pragniemy dołączyć do tego grona, ale nasz wkład w międzynarodową debatę nie może polegać wyłącznie na ocenie istniejących mierników. Stąd nasza propozycja Indeksu Odpowiedzialnego Rozwoju to także zaproszenie do dalszej dyskusji naukowej – pisze Lachowicz.

* grafiki pochodzą z "Indeksu Odpowiedzialnego Rozwoju"

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst