Media  / Artykuł

Donald Trump lubi to: zwrot "fake news" oficjalnie trafi do słownika

Ulubione wyrażenie prezydenta Stanów Zjednoczonych w końcu… oficjalnie stało się częścią języka. Fake news trafia do słownika Merriama-Webstera.

Słownik Merriama-Webstera, pomimo tego, że jest jednym z najstarszych słowników w obiegu (pierwsza edycja powstała w 1828 roku), doskonale odnalazł się w cyfrowym świecie i potrafi umiejętnie reagować na zmieniający się język.

Mówimy o słowniku, który ledwie miesiąc temu uruchomił „maszynę czasu”, pozwalającą sprawdzić, kiedy dane słowo pojawiło się w użyciu. Kiedy więc zajrzymy do tej maszyny za kilka lat, odkryjemy, że to w 2017 roku po raz pierwszy w słowniku zarejestrowane zostało wyrażenie „fake news”.

Nie ma bardziej aktualnego wyrażenia od fake news.

Przyznaję, jestem zdziwiony, że ten związek frazeologiczny dopiero teraz trafia oficjalnie trafia do słownika, choć jest powszechnie nadużywane przez wielu mniej i bardziej prominentnych przedstawicieli władzy, a także jest najprostszą definicją problemu, z którym media borykają się od lat – przekłamywania wiadomości.

Fake news w internecie to dziś powód wzajemnego oczerniania się między politykami, słowo-wytrych, którym co niektórzy zasłaniają się przed niewygodnymi faktami, a przede wszystkim zaraza, przez którą trudno tak naprawdę odróżnić prawdę od kłamstwa.

Ofiarą fake news padają dziś nawet tak niepodlegające dyskusji tematy, jak globalne ocieplenie czy kulistość Ziemi! Nie mówiąc już o tym, co fałszywe informacje wyczyniają z obecną polityką, począwszy od wyborów w Stanach Zjednoczonych, aż po obecne napięte stosunki USA z Koreą Północną.

Google i Facebook zdecydowały się aż wprowadzić dodatkowe rozwiązania, mające nas uchronić przed wiarą w fałszywe wiadomości. Jeśli w wynikach wyszukiwania natrafimy na nieprawdziwe informacje, wraz z wynikami otrzymamy porcję linków weryfikujących dane, które mogą być przekłamane.

Wraz z „fake news” to słownika trafią dwa inne, nie mniej aktualne wyrażenia.

Pierwszym z nich jest „false flag”, czyli – dosłownie – działanie „pod obcą flagą”, w znaczeniu tajnej operacji prowadzonej przez rząd, korporacje lub organizacje.

Do słownika trafi także słowo pochodzenia rosyjskiego, „kompromat”. To termin oznaczający kompromitujące materiały na temat polityka lub osoby publicznej. Również szalenie aktualne słowo, szczególnie w świetle ostatnich informacji o manipulacjach Rosjan przy wyborach w Stanach Zjednoczonych oraz dokumentach ujawnionych przez Wikileaks.

Nowe zwroty trafią do słownika Merriama-Webstera w najbliższych dniach i jestem pewien, że wkrótce pojawią się również w innych leksykonach.

Chyba już wiem, jakie będzie "słowo roku" 2017...

Co roku inny słownik, Oxford Dictionary, przyznaje nagrodę „słowa roku” najczęściej używanemu wyrażeniu. Rok temu była to post-prawda (ang. post-truth).

Jestem pewien, że słowem roku 2017 zostanie właśnie fake news. To wyrażenie jest dziś na ustach wszystkich, używane i nadużywane.

To daje do myślenia. Skoro już drugi rok z rzędu najpowszechniejszym słowem jest określenie nieprawdy i fałszywych doniesień, to możemy śmiało uznać, że cywilizacja zachodu ma bardzo poważny problem.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst