Tech  / Recenzja

Większy czytnik = lepszy czytnik? InkBook 8 - recenzja Spider's Web

Co prawda przerażająca większość Polaków książki ma w głębokim poważaniu, ale dla tej mniejszości, która ceni sobie słowo pisane, do tego w formie e-booka, mam dzisiaj recenzję bardzo ciekawego urządzenia.

Pokutuje u nas przekonanie, że jeśli czytnik e-booków, to tylko Kindle. I w sumie nic dziwnego - przez długi, naprawdę długi czas na rynku nie istniały sensowne alternatywy, które mogłyby nawiązać walkę z czytnikiem Amazonu. Na przestrzeni ostatnich dwóch lat to się jednak zmieniło i teraz możemy znaleźć sporo ciekawych alternatyw.

Jedną z nich jest testowany przeze mnie inkBook 8

W ubiegłym roku sprawdziliśmy już dwa urządzenia polskiej firmy ArtaTech - inkBook oraz inkBook Obsidian. Muszę powiedzieć, że urządzenia zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie i życzę im wzrastającej popularności, tym bardziej, drugi z nich jest w tej chwili dostępny za złotówkę z abonamentem Legimi.

inkbook-8-13

Dlatego też po szczegółowe opisy funkcji i możliwości interfejsu, systemu Android i innych elementów, odsyłam do poprzednich recenzji inkBooków. Tym razem skupię się na tym, co wyróżnia 8” inkBooka od jego mniejszych braci.

InkBook 8, który trafił do mnie tym razem na testy, to nieco inne podejście do e-czytania, przede wszystkim ze względu na rozmiar. Jak sama nazwa wskazuje, mamy tu do czynienia z urządzeniem o przekątnej ekranu 8”, czyli znacznie więcej, niż standardowy dla e-czytników rozmiar 6”. Z tego też względu raczej nie jest to sprzęt dedykowany masowemu odbiorcy, a raczej osobom, które stawiają wobec czytnika nieco inne wymagania.

Większy - znaczy… lepszy?

Odpowiadając na pytanie z nagłówka: i tak, i nie. Porównując go do mniejszego inkBooka Obsidian, pod maską nie znajdziemy wielu różnic. InkBook 8 posiada za to gniazdo słuchawkowe i możliwość słuchania muzyki/audiobooków/podcastów, której nie posiadał Obsidian. Większy z czytników ma za to nieco gorszy ekran. Nie zastosowano tu bowiem najlepszego jakościowo wyświetlacza e-ink, czyli e-ink Carta, lecz starszy technologicznie e-ink Pearl.

Nadal jednak tekst prezentuje się na 8” wyświetlaczu bardzo dobrze, kontrast jest odpowiedni, a przy rozdzielczości 1024x758 (160 PPI) literki są odpowiednio ostre. Nie jest to poziom Kindle’a Voyage/Paperwhite 3/Oasis, ale większość użytkowników będzie z jakości obrazu zadowolona. Podświetlenie ekranu jest równomierne i może się zrobić naprawdę jasne, więc nawet w pełnym słońcu e-ink utrzyma biel kartki papieru, a czytając wieczorem nie będziemy oślepieni odbitym od ekranu światłem.

Wspomnę tutaj natomiast od razu o największej wadzie, która trapiła mój konkretny egzemplarz inkBooka 8 - ghostingu, czyli „przenikaniu” przez siebie stron po odświeżeniu ekranu. O ile podczas normalnego czytania ghosting był akceptowalny, to przy przeglądaniu biblioteki lub np. czytaniu komiksów czytnik potrzebował kilku odświeżeń, by pozbyć się zarysu poprzednio oglądanej strony. Ta przypadłość jest jednak w dużej mierze zależna od konkretnego egzemplarza - mi niestety trafił się taki, gdzie była ona bardzo widoczna.

inkbook-8-2

Czytnik nie tylko do książek.

Można zadać sobie pytanie: po co mi właściwie 8” czytnik e-booków? Odpowiedź na nie jest prosta - inkBook 8 to czytnik przede wszystkim dla tych, którzy chcą na nim czytać nie tylko książki.

Wspominałem już o komiksach, ale to tylko część opowieści (chociaż, pomijając ghosting, czytanie komiksów na 8” wyświetlaczu to zaskakująco przyjemne doświadczenie, nadrobiłem mnóstwo niedoczytanych mang).

inkbook-8-6

InkBook 8 doskonale sprawuje się przy czytaniu wiadomości, długich artykułów w Pockecie, dokumentacji, etc. Ten czytnik jest też jednym z najlepiej radzących sobie z plikami w formacie PDF, spośród wszystkich tego typu urządzeń, jakie kiedykolwiek wpadły mi w ręce. Wspiera tryb reflow, do tego dzięki większemu rozmiarowi PDF-y, które nie dostosowują się tak dobrze do ekranu, jak e-pub czy mobi, są po prostu dużo bardziej czytelne.

InkBook 8 to też czytnik, który ma spore szanse stać się hitem w… szkołach. Jeżeli kiedykolwiek doczekamy się cyfrowej rewolucji i pełnego zastąpienia kilogramów papierowych książek podręcznikami elektronicznymi, to właśnie ten sprzęt widzę jako narzędzie do ich odczytywania.

Czytanie na inkBooku 8 to bardzo przyjemne doświadczenie.

Gdy pierwszy raz czytałem zapowiedź wprowadzenia na rynek tego czytnika, moją pierwszą obawą był rozmiar. Na co dzień przyzwyczajony jestem do kompaktowych 6”, więc 8” w obudowie o wymiarach 198 x 144 x 8,4 mm i masie 258 g nieco mnie przerażało. Na szczęście było to kompletnie nieuzasadnione, bo czytnik zaskakująco dobrze leży w dłoni, a dystrybucja masy jest na tyle dobrze rozplanowana, że długotrwałe trzymanie jedną ręką inkBooka 8 nie jest uciążliwe.

inkbook-8-8

Nawigowanie po interfejsie jest tak płynne, jak tylko może być na sprzęcie z ekranem e-ink, a oparty o Androida 4.2.2 system operacyjny jest bardzo intuicyjny i nie sprawia problemów.

Piękno oparcia czytnika o system Android polega na tym, że możemy zainstalować wiele aplikacji, jakie znamy ze smartfonów i tabletów, o czym za chwilę. Oprócz doinstalowania aplikacji Pocket nie widziałem jednak potrzeby instalowania większej liczby dodatków. Do tego domyślna aplikacja do czytania działa bardzo płynnie i bez przestojów, więc również i jej nie było potrzeby wymieniać na inną.

Czytnik ma też wbudowane aż 8 GB pamięci na dane, rozszerzalne kartą microSD do 32 GB. Możemy więc przechować w nim nie tylko tysiące książek w formacie e-pub czy mobi, ale też sporo PDF-ów, plików audio, czy komiksów. InkBook 8 wspiera natywnie popularne formaty komiksowe, CBR i CBZ, z tym że te pliki nie są widoczne w bibliotece urządzenia; musimy ręcznie wyszukać je we wbudowanym menedżerze plików.

Podobnie jak InkBook Obsidian również i InkBook 8 jest w pełni wspierany przez Legimi, i to właśnie tam spędziłem najwięcej czasu korzystając z InkBooka 8. Sama aplikacja Legimi wymaga jeszcze trochę dopieszczenia, a niektóre elementy nie wyglądają za dobrze na 8” ekranie, ale to drobiazgi - przy 15 tysiącach pozycji dostępnych w ramach przystępnego abonamentu, a teraz też dostępnego na e-czytnikach, drobne minusy tracą na znaczeniu.

Dzięki dość cienkim ramkom łatwo jest dotknąć prawej krawędzi ekranu, by przełożyć stronę, chociaż prawdę mówiąc wolałbym zobaczyć przyciski fizyczne do zmiany stron. Zamiast tego jedynymi fizycznymi przyciskami są przycisk „Home” (który działa też jak „wstecz”) oraz przycisk usypiania/włączania urządzenia zlokalizowany u góry urządzenia, razem z resztą portów.

To jedna z niewielu ergonomicznych wad inkBooka - o wiele bardziej wolałbym te porty mieć u dołu.

Skoro mowa o wadach, to muszę wytknąć jeszcze dwie.

Pierwsza to czas pracy na baterii. 2800 mAh to niby dużo w urządzeniu, które odświeża ekran tylko przy przerzucaniu strony, ale nadal z InkBooka 8 udało mi się wyciągnąć maksymalnie dwa tygodnie czasu pracy i to przy wyłączonym Wi-Fi. Kiedy miałem włączoną łączność sieciową i korzystałem z Legimi, które synchronizuje się w tle, ten czas sięgał maksymalnie 5-6 dni. Muszę tylko zaznaczyć, że wyłączyłem automatyczne wyłączanie czytnika po kilku godzinach nieużywania.

inkbook-8-1

Przyzwyczajenie z Kindle’a robi swoje: kiedy otwieram okładkę czytnika, chcę móc od razu zacząć czytać, a nie włączać od zera czytnik. Być może stosując wyłączanie czytnika automatycznie uda się wam osiągnąć znacznie lepsze czasy pracy.

Druga wada jest identyczna, jak przy dwóch poprzednich czytnikach od Arta Tech - przeładowanie niepotrzebnymi aplikacjami.

Patrząc na listę preinstalowanych programów, prezentuje się ona następująco: Biblioteka - oczywiste. Midiapolis Drive - bardzo przydatna chmura. Instrukcja obsługi - oczywiste. Przeglądarka Internetowa - kompletnie niepotrzebna i zbyteczna, zwłaszcza, że nie działa za dobrze. Księgarnia - świetna koncepcja, ale nadal niedostępna. Menadżer Plików - przydatna podstawa. Midiapolis News - pomysł ciekawy, ale realizacja wymaga poprawy. Midiapolis Appstore - jak wyżej.

Oprócz tego przydatną aplikacją i jedyną taką, której faktycznie często używałem, był QuickDic (nazwa, przyznacie, nieco niefortunna). Ale takie rzeczy jak Notatnik, Obrazy czy Poczta to zbyteczne śmieci. Czytnik nie jest tabletem, co sam producent podkreśla. Po co więc wpychać na niego aplikacje, które nie będą na nim pracować równie dobrze, co na tablecie?

inkbook-8-14

E-czytniki to urządzenia, które ze swej natury najlepiej spisują się jednym zadaniu. I nie spotkałem się jeszcze z czytnikiem, w którym próba wyjścia poza tę naturę skończyłaby się dobrze.

Dla niektórych barierą będzie cena

700 zł za czytnik e-booków to spora kwota, tym bardziej patrząc na konkurencję. Za te pieniądze możemy mieć zarówno świetnego Kindle’a Paperwhite 3, jak i mniejszego inkBooka Obsidian, który dla większości kupujących będzie dużo lepszym wyborem. Tym bardziej, że można go mieć za grosze w abonamencie Legimi.

Dla kogo zatem jest ten czytnik? Tak jak pisałem na początku - dla ludzi, którzy chcą na czytniku czytać więcej, niż tylko książki. Dla uczniów. Dla biur, które mogą na nim trzymać i mieć pod ręką dokumentację. Dla tych, dla których 6” to mimo wszystko za mało.

InkBook 8 przy swoich powiększonych gabarytach nadal jest wystarczająco kompaktowy, by wrzucić go nawet do niewielkiej, damskiej torebki i nieporównywalnie mniejszy od przeciętnej, papierowej książki. Do tego stanowi naprawdę godną alternatywę dla popularnego Kindle'a, co jest nie lada komplementem.

Jeżeli więc szukasz czytnika, który będzie nieco większy od reszty i jesteś skłonny pogodzić się z kilkoma kompromisami - inkBook 8 może być dla ciebie najlepszym wyborem.

Czytaj również:

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst