Sprzęt / Felieton

Microsoft przeprasza za Surface'a i OneDrive'a, ale to za mało

165 interakcji
dołącz do dyskusji

Firma Microsoft na jesień zaliczyła serię wpadek. Wydała na rynek dwa produkty, które dopiero teraz, poprzez aktualizacje oprogramowania, mają poprawiane niedoróbki. Zrobił też w konia dotychczasowych wiernych użytkowników OneDrive’a. Teraz przeprasza, ale mimo wszystko to jednak za mało.

Zanim zacznę coś, co niektórzy zinterpretują jako falę „hejtu”, najpierw wyjaśnię o co chodzi i pokażę jasne strony sytuacji. Po pierwsze, nieco ponad miesiąc temu Microsoft zmienił model biznesowy OneDrive’a. Zniknęło wiele promocji i właściwie każda edycja OneDrive’a, od darmowej aż po tej podpompowanej przez Office’a 365, została mocno zubożona nie oferując niż w zamian. A pamiętajmy, że choć OneDrive jest jak najbardziej przyzwoitą usługą, tak ma szalenie mocną konkurencję w postaci znakomitego Dropboxa. A niska cena w porównaniu do otrzymywanej wartości wcześniej stanowiła jeden z głównych atutów usługi Microsoftu.

Po drugie komputer Surface Pro 4 a także telefon Lumia 950 XL (i z tego co słyszałem, również Lumia 950 i 550, choć nie miałem z tymi urządzeniami do czynienia) mają problem z oszczędzaniem energii przez system operacyjny, przez co działają krócej bez ładowania, niż urządzenia tej klasy powinny. Są też trapione dużo drobniejszymi, ale licznymi problemami wywołanymi przez niedopracowanie do dnia premiery systemu Windows 10 i sterowników urządzeń.

I trzeba przyznać jedną rzecz. Nie jest powszechne (choć powinno takim być) przepraszanie użytkowników za popełnione przez siebie błędy i przyznawanie się do winy. Jest też ekstremalnie rzadkie, by producent tuż po premierze wadliwego produktu czym prędzej wziął się za naprawianie błędów i traktował to jako absolutny priorytet. Tyle, że to nadal mało. Oto dlaczego.

Po pierwsze, OneDrive

Przeprosiny za OneDrive’a były długie i pisane takim językiem, że szczerze wierzę, że pochodziły one prosto z serca Douglasa Pearce’a, który wziął odpowiedzialność za to zamieszanie. Tylko co z tego, skoro Pearce nie zostawia nam żadnych złudzeń: dalsze plany, „w ujęciu ogólnym”, nie zmieniają się. To oznacza, że większość z wprowadzonych przez Microsoft ograniczeń pozostanie w mocy.

Microsoft poszedł jednak na kilka kompromisów. Po pierwsze, dotychczasowa „nieograniczona” przestrzeń na dane na OneDrive dla abonentów zostanie utrzymana „przez co najmniej 12 miesięcy”. Oznacza to, że nowi użytkownicy Office 365 będą mieli przyznawane jednoterabajtowe ograniczenie, ale ci istniejący, przynajmniej na razie, nie zostaną obrabowani z braku limitów. Podkreśla jednak, że to nie potrwa wiecznie i że to tylko rozwiązanie tymczasowe. Każdy jeden użytkownik niezadowolony ze zmian otrzyma zwrot pieniędzy za usługę.

Po drugie, osoby korzystające z darmowego OneDrive’a, które do tej pory miały go wypełnionego po brzegi i dla których redukcja darmowego miejsca oznaczała konieczność przeniesienia danych w inne miejsce, otrzymają na rok darmowego Office’a 365 Personal (wraz z terabajtem miejsca na dane).

Po trzecie i ostatnie, do końca stycznia osoby, które klikną w ten link i wypełnią formularz pod nim się znajdujący, zachowają dotychczasowe darmowe 15 gigabajtów oraz kolejne gigabajty, które wynikały z podpięcia rolki aparatu w urządzeniu mobilnym do OneDrive’a.

Po drugie, Surface (i Lumia)

Za stan oprogramowania nowych Lumii nikt jeszcze nie przeprosił, ale trapione są bardzo podobnymi problemami (przecież to w gruncie rzeczy ten sam system operacyjny). Surface Pro 4 i Lumie mają szczególny problem z usypianiem samych siebie i aplikacji na nich uruchomionych celem oszczędzania energii.

Zespół pracujący na Surfacem anonimowo i kolektywnie zapewnił, że wie o wszystkich zgłoszonych problemach i przyznaje, że większość skarg jest zasadna i nie powinna występować w urządzeniu tej klasy (czytaj: tak drogiego). Zapewniono też, że pojawiają się aktualizacje na Windows Update i pojawiać będą, które usuną wszystkie problemy. Oczywiście również przeproszono.

To czego tu jeszcze się czepiać?

Przeproszono, zaoferowano rozwiązania problemu, sprawa zamknięta? Otóż… nie. Po pierwsze, wszystkie kompromisy między nami a ekipą OneDrive’a mają charakter tymczasowy. W lutym przyszłego roku usługa Microsoftu dla nowych użytkowników nie będzie przesadnie konkurencyjna. O czym użytkownicy świetnego Dropboxa doskonale wiedzą.

Po drugie, w przypadku Surface’a Pro 4 częściowo mogę być zadowolony. Faktycznie, jedna z aktualizacji usunęła większość problemów opisywanych w mojej recenzji tego sprzętu. Większość, ale nie wszystkie. Komputer faktycznie znacznie dłużej pracuje na akumulatorze, ale nadal z niewyjaśnionych powodów potrafi się wybudzić ze snu. Dlaczego inne komputery z Windows 10 (a przynajmniej moje) nie mają problemu, z czym ma hybryda Microsoftu?

No i Lumia. Jedna aktualizacja już wyszła, ale… mój telefon jej nie widzi. Microsoft „wie o problemie” i „pracuje nad rozwiązaniem”. Kolega Paweł Piskurewicz z Dobrychprogramów miał fart i zainstalował ową aktualizację. Jak twierdził w prywatnej rozmowie, usuwa ona problemy ze stabilnością, ale nie ratuje fatalnego czasu pracy na akumulatorze.

Dlatego z mojej strony przeprosiny przyjmuję. Są odważne i widać wyraźnie, że nasze opinie i recenzje są czytane, a firmie zależy. Co widać nie tylko w słowach, ale również i w działaniach. Co nie zmienia faktu, że kolega Marcin i tak będzie musiał sobie szukać nowej chmury, bo 1 TB to za mało na jego kolekcję fotografii, choć wcześniej OneDrive był dla niego idealny. Nie zmienia to również faktu, że Surface’a Pro 4 nadal wyłączam zamiast usypiać, bo mu w tej kwestii nie ufam. A Lumię właśnie podłączyłem do ładowarki (mamy późne popołudnie, odpięta z rana).

Microsoft to mająca problemy wizerunkowe i mocną konkurencję wielomiliardowa korporacja zatrudniająca najlepszych programistów i inżynierów na świecie. Coś tu wyraźnie nie trybi, gdzieś jest jakiś problem. Bo Surface Pro 4 i Lumia 950 XL to produkty które, zapewniam, są poza wskazanymi wyżej naprawialnymi usterkami znakomitymi produktami a i OneDrive nie ma zbyt wielu powodów do wstydu. Tyle błędów i wpadek w tak krótkim czasie powinno przykuć uwagę Satyi Nadelli, dyrektorowi generalnemu Microsoftu. A tymczasem…

[stock]

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst