REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Tech

Weekend z Nokią N8

REKLAMA
REKLAMA

Miałem okazję używać przez weekend najnowszego smartfonu Nokii. Czy N8 „uratuje” Nokię, zabije iPhone’a i doprowadzi do globalnego pokoju? Oto moje wrażenia.

Nokia wiąże z N8 spore nadzieje. To pierwszy smartfon z nowym systemem Symbian^3 i kolejny kandydat do schedy po doskonale sprzedającej się N95. Poprzedni flagowy model firmy (N97) nie należał do udanych, co przyznał nawet jeden z wiceprezesów Nokii. Użytkownicy narzekali na słabą jakość wykonania sprzętu i niedopracowany interfejs. Z N8 ma być inaczej. Czy jest?

Zacznijmy od sprzętu. Chociaż obowiązujący kanon wyglądu smartfonu (ekran dotykowy zajmujący cały przedni panel plus cienka obudowa) nie pozwala na wiele szaleństwa, Nokii udało się nadać N8 pewien rys indywidualizmu. Ścięte brzegi i duży wybór kolorów obudowy sprawiają, że wyróżnia się ona na tle kwadratowo-czarnej konkurencji. N8 jest wykonana ponadprzeciętnie dobrze – sporo aluminium, trochę plastiku i żadnej trzeszczącej klapki baterii (akumulator został zamontowany na stałe, ale można łatwo dostać się do niego odkręcając dwie śrubki). Telefon nie sprawia wrażenia zabawki (w czym również zasługa całkiem słusznej masy – 135 g).

Ekran N8 ma bardzo dobrą jakość. Kolory są żywe, a kąty widzenia więcej niż przyzwoite. Wyświetlacz pozostaje czytelny również w świetle słonecznym. To jedna z pierwszych Nokii z ekranem w technologii pojemnościowej. Czułość – bez zastrzeżeń. N8 jest też wyposażona w port HDMI. Na telewizorze zobaczymy wszystko, co dzieje się na ekranie telefonu. Gry, wideo, strony WWW. Jeśli tylko nie będzie nam przeszkadzał ciągnący się kabel… Poza tym, komplet standardowych interfejsów: wyjście audio mini-jack, gniazdko micro USB (może służyć do ładowania) i… nokiowskie złącze ładowarki (oprócz micro USB, nie zamiast). W środku – niemal 700-megahercowy procesor, 16GB pamięci flash (plus złącze microSD), nadajnik FM (tak właśnie – nadajnik), 12-megapikselowy aparat z diodą doświetlającą i standardowy zestaw interfejsów bezprzewodowych (tyle, że z Bluetooth w wersji 3.0). Jednym słowem: bardzo przyzwoicie.

So far, so good. Teraz czas na największą nowość – Symbian^3. Nie było rewolucji w interfejsie. System wygląda bardzo podobnie jak Symbian^ vel S60v5. Mamy więc główny ekran z możliwością dodawania widżetów (a w zasadzie trzy główne ekrany), menu aplikacji i task managera. Poznikały jednak irytujące niekonsekwencje znane ze starszych wersji Symbiana. Interfejs jest spójny, zarówno pod względem estetyki, jak i filozofii działania. Nie ma sytuacji, w których ten sam element funkcjonuje inaczej (np. wymaga pojedynczego albo podwójnego kliknięcia) w różnych miejscach. Użytkownicy poprzednich modeli Nokii odetchną z ulgą. Przesiadający się z iOS albo Androida będą musieli zmienić swoje przyzwyczajenia – Symbian^3 działa po prostu inaczej.

System, gdy nie obciążymy go żadnymi dodatkowymi aplikacjami (w tle), funkcjonuje bardzo sprawnie. Wystarczy jednak uruchomić kilka programów, by zauważalnie zwolnił. Szczególnie irytuje to podczas pisania wiadomości na klawiaturze ekranowej (nb. niezłej, chociaż bez opcji QWERTY w trybie pionowym) – nagle telefon zaczyna z opóźnieniem reagować na dotykanie wirtualnych przycisków. Zdecydowanie trzeba zaprzyjaźnić się z task managerem, który nie należy do najwygodniejszych: pokazuje tylko jedną otwartą aplikację; żeby zobaczyć więcej trzeba przewijać listę. Wyświetlane są miniaturki ekranów, a nie ikonki programów. W praktyce, wiele aplikacji wygląda z grubsza tak samo: czarne tło, a na nim biały tekst. Trzeba się przyjrzeć, zastanowić, przeczytać nazwę.

Co gorsza, Symbian ciągle potrafi zachowywać się w sposób nieprzewidywalny. Pilot dołączonych do zestawu słuchawek raz działa, a raz nie. Może uda się odebrać połączenia albo zmienić głośność, a może nie. Trudno tu znaleźć jakąś regułę. Może poza taką, że nie warto mu ufać. Jeśli słuchasz muzyki i jednocześnie korzystasz z komunikatora fring, przygotuj się na nagły skok głośności (do maksimum), gdy dostaniesz wiadomość. Czasem aplikacje uruchamiają się błyskawicznie, innym razem trzeba poczekać (podczas gdy system w żaden sposób nie daje znać, że ?zarejestrował? żądanie uruchomienia programu). Każda aplikacja w inny sposób korzysta z dostępu do internetu: nie ma jednego, centralnego przełącznika, który blokowałby np. przesyłanie danych w roamingu. Każdy program ma swoje własne ustawienia.

Przeglądarka WWW i sklep Ovi automatycznie łączą się przez WiFi, nawet, jeśli użytkownik wybrał w ustawieniach systemu ręczne podłączanie (co ma sens, np. gdy padnie ci domowe łącze internetowe i chcesz łączyć się z internetem przez sieć komórkową, mimo, że WiFi jako takie działa). Przykłady można mnożyć. Na każdym kroku pojawiają się niespodzianki, których nie da się zaklasyfikować do kategorii ?kwestia gustu? (jak brak pionowej klawiatury QWERTY), tylko do ?niedoróbka?. Duch Symbiana jest ciągle z nami.

Fabryczna przeglądarka WWW radzi sobie nieźle. Większość stron wyświetla prawidłowo, a multitouch ułatwia ich przeglądanie. Pod tym względem nie odbiega znacząco od tego, co znają użytkownicy Androida. Jest jednak wyraźnie wolniejsza niż np. w Motoroli Milestone; zwłaszcza, jeśli spróbujemy otworzyć bardziej skomplikowaną witrynę. Obsługuje Flash Lite, dzięki czemu doskonale nadaje się do wyświetlania bannerów reklamowych. W przypadku bardziej rozbudowanych animacji dostaje zadyszki – cała aplikacja zwalnia do zera i w ograniczonym stopniu reaguje na działania użytkownika. To jednak nie ?zasługa? Nokii, tylko Adobe. Flash na Androidzie działa równie słabo.

Program pocztowy jest poprawny. Współpracuje z serwerami MS Exchange (chociaż nie bez problemów) i prawidłowo wyświetla maile w formacie HTML. Nokia N8 nie ma żadnego, fabrycznego klienta IM (Ovi Chat nie jest jeszcze dostępny w wersji dla tego smartfonu), a wybór w Ovi Store sprowadza się praktycznie do niezbyt wygodnego fringa (Nimbuzz działa niestabilnie).

Ogólnie, Ovi Store świeci pustkami. Co więcej, spora część aplikacji napisanych dla starszych wersji Symbiana nie działa (albo działa słabo) na N8. Mi najbardziej przeszkadzał brak Evernote i Dropboksa (które mają natywne aplikacje działające zarówno na iOS jak i na Androidzie) oraz słaby (w porównaniu z wersją na iPhone) Listonic napisany w jawie. W zasadzie, korzystając z N8 trzeba zdać się na to, co zostało dostarczone ze smartfonem. To niezbyt pociągająca wizja. Z jednej strony, można zrozumieć przyczyny takiego stanu rzeczy (nowy system, brak bazy użytkowników). Z drugiej – Nokia nie funkcjonuje w rynkowej próżni. N8 leży na półce obok HTC Desire i iPhone 3GS, które oferują nieporównywalnie większy wybór aplikacji.

To, co najbardziej podoba mi się w Nokii, to jej podejście do polskiego rynku. N8 ma nie tylko spolonizowane, bardzo porządne wybieranie głosowe i katalog z aplikacjami, za które da się płacić w Polsce (halo, Google!), ale nawet sklep z muzyką dostępny dla posiadacza polskiej karty kredytowej (porównajcie to z Apple…). No i ta bezpłatna nawigacja samochodowa…

Czas na kilka słów podsumowania. Nokia cały czas goni konkurencję – a nie na odwrót. N8 nie jest produktem rewolucyjnym. To bardzo dobry sprzęt ograniczany przez co najwyżej przeciętne oprogramowanie. Chyba najwyższy czas odesłać Symbiana na emeryturę – kolejne faceliftingi wnoszą stosunkowo niewiele. Dobrze, że następny produkt z serii N będzie miał już MeeGo. Gdybym miał wydać 2000 zł na smartfon, Nokia N8 byłaby na końcu mojej listy. Mimo to, nie wątpię, że będzie sprzedawać się nieźle. Klucz do rynku trzymają operatorzy – a z nimi Nokia potrafi rozmawiać jak nikt inny. N8 zapewne niedługo pojawi się w atrakcyjnych promocjach. Bogata specyfikacja i świetna jakość wykonania na pewno nie zaszkodzą sprzedaży.

Z konieczności (krótki czas testu) musiałem pominąć wiele tematów. Tych, którzy chcą dowiedzieć się trochę więcej, zapraszam do lektury dyskusji na fanpage Spider?s Web na Facebooku.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA