REKLAMA
  1. Spider's Web
  2. Nauka /
  3. Technologie
  4. Ekologia

Google postawi gigantyczne farmy wiatrowe w Europie. Tym razem to nie jest to, co myślisz

Google właśnie ogłosił, że zainwestuje w farmy wiatrowe u wybrzezy Holandii. Dzięki temu firma w ciągu najbliższych kilku lat ma stać się jak najmniej emisyjna. I to nie jest zrównoważony rozwój na pokaz.

02.02.2024
6:20
farmy wiatorwe
REKLAMA

Mam jeden problem. Gdy widzę w informacjach prasowych zwroty "zrównoważony rozwój" lub "sustainability", to mdleję. Od kilku lat to słowo wytrych, dzięki któremu producenci prześcigają się w byciu eko, co jest modne i co podoba się akcjonariuszom, a to oni są gwarantem szczęścia.

REKLAMA

Przeczytacie o zrównoważonym rozwoju w broszurze informacyjnej amerykańskiego producenta gargantuicznych SUV-ów, który powie, że wprawdzie silnik samochodu ma 6.2 l pojemności i pali tyle, co mały statek, ale za to dywaniki zostały wykonane z domieszką włókien pochodzących z recyklingowanych sieci rybackich.

Producent, który właśnie wydaje 34. takiego samego smartfona w ciągu roku powie, że dzięki użyciu plastiku z butelek PET jego produkt jest stworzony w duchu sustainability, bo z tego materiału powstał przycisk do zmniejszania głośności. Dowiecie się, że firma wydobywająca ropę naftową wprawdzie zatruwa środowisko, ale za to w biurze zrezygnowali z plastikowych butelek na rzecz szklanych. Po takich komunikatach akcje zwyżkują, dywidendy rosną, a wszystko tak naprawdę jest po staremu. Greenwashing na pełnej.

Z drugiej strony jest wiele firm, które naprawdę podejmują realne działania mające na celu poprawę naszych dni na tej planecie, które chcą być rzeczywiście zeroemisyjnymi. Microsoft inwestuje w energię odnawialną, IKEA stawia wiatraki i oferuje klientom montaż paneli fotowoltaicznych na korzystnych warunkach. Swój komunikat właśnie wypuściło Google.

Więcej o farmach wiatrowych przeczytacie w:

Google inwestuje w energię odnawialną z farm wiatrowych

Plany giganta są ambitne. Podpisał umowę z dwoma firmami CrossWind i Ecowende (przedsięwzięcia koncernów energetycznych Shell i Eneco), które stawiają farmy wiatrowe u wybrzeży Holandii. Google szacuje, że dzięki tej inwestycji 90 proc. energii zużywanej przez jego centra obliczeniowe w Holandii będą pochodzić z OZE. Planem docelowym jest pełne przejście na energię odnawialną do 2030 r. Dzięki umowie z tymi firmami Google doda do sieci 700 MW mocy.

Dwie farmy wiatrowe są w stanie dostarczyć 6 proc. rocznego zużycia energii w całej Holandii. Jednocześnie Google inwestuje w OZE w Polsce, we Włoszech i Belgii. W naszym kraju podpisało umowę na dodatkowe 106 MWh, a jak czytamy w komunikacie - do 2025 r. 90 proc. energii wykorzystywanej do zasilania polskiego centrum danych będzie pochodzić z OZE.

Ale to nie jest tak, że prąd, który zasili centra danych będzie wyłącznie czysty i pachnący morzem. Energia wytworzona przez OZE trafia do sieci i sobie w niej płynie, na równi z energią pochodzącą z tradycyjnych źródeł, takich jak elektrownie węglowe. Jak sobie więc z tym radzą firmy? Otóż całość kręci się wokół certyfikatów energii odnawialnej, które w polskim prawie funkcjonują jako świadectwa energii odnawialnej.

Otóż wytwórca energii odnawialnej sprzedaje energię do sieci, ale za każdą wytworzoną MWh energii dostaje świadectwo energii odnawialnej, które może sprzedać. Firmy kupują prąd i certyfikaty, dzięki czemu mogą mówić, że korzystają z energii odnawialnej. Np. Jeżeli firma potrzebuje rocznie 1000 MWh energii i tyle kupuje, to jeżeli zakupi 900 świadectw, to wtedy będzie mogła powiedzieć, że korzysta w 90 proc. z energii odnawialnej. Ideałem jest sytuacja, w której kupuje się taką samą ilość MWh i świadectw.

W założeniu handel świadectwami miał finansować inwestycje w OZE, ale jego popularność doprowadziła do tego, że teraz pomaga głównie firmom, które chcą pokazać spełnianie wymagań ekologicznych. Najczęściej pod koniec roku kupuje się tyle świadectw ile potrzeba i już, cel spełniony, dobry przekaz idzie w świat. Części firm to nie przeszkadza, ale najwięksi tak jak Google, IKEA czy Microsoft znalazły lepsze rozwiązanie. Kupują energię w tym samym czasie, kiedy jest wytwarzana. To sprawia, że farmy pracują pełną parą.

REKLAMA

Niech ekologia nie przysłoni wam innych aspektów

Zapotrzebowanie na prąd z roku na rok rośnie, więc firmy muszą zabezpieczyć jego dostawy teraz, póki jest względnie tanio, a na morzu jest pełno miejsca do budowy takich farm. Z roku na rok będzie się to stawało coraz bardziej problematyczne. A co jest winne? Chmura oraz sztuczna inteligencja. Obie do działania potrzebują dużo prądu. A ten będzie coraz droższy.

REKLAMA
Najnowsze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA