1. SPIDER'S WEB
  2. Technologie
  3. Social media

I bardzo dobrze, że Facebook skasował konto Konfederacji

Kojarzycie ten fragment pasty o fanatyku wędkarstwa, w którym dawny przyjaciel Zbysio spadł z rowerka i żona poinformowała o jego pogrzebie? Tytułowy fanatyk wędkarstwa odpowiedział na to: i bardzo k%$#a dobrze. Dokładnie to samo pomyślałem, gdy do naszej redakcji zadzwonił FB i poinformował, że za chwilę zbanuje Konfederację. Później wspólnie z kolegami pośmialiśmy się z rozpaczliwego bełkotu członków Konfy na Twitterze. Ale szybko zrobiło się gorzko, bo chyba wielu z nas poczuło, że sorry, ale nie tak to powinno wyglądać. Moderatorzy fejsa bawią się w bogów i jest to słabe.

I bardzo dobrze, że Facebook skasował konto Konfederacji

Co Artur Dziambor, polityk Konfederacji i poseł na Sejm RP myśli o tym, że jeden z big techów pokazał Konfie środkowy palec? Oddaję głos do studia.

FB, YT, TT itp. to są prywatne firmy oferujące swoje serwery jako forum. Jeżeli ustalają, że bardziej przychylnie patrzą na poglądy lewicowe niż prawicowe to mają do tego prawo

Grubo poleciał. Czyżby polityk Konfederacji kibicował bardziej wolności Facebooka niż samej Konfederacji?

Tak jak TVP ma prawo nie zapraszać nikogo kto ma poglądy wolnorynkowe i nie popiera ani PiSu ani PO ;) - doprecyzował Dziambor.

A nie, czekaj. Coś pomieszałem. Dziambor rzeczywiście coś takiego napisał na Twitterze, ale zrobił to 3 stycznia 2018 r., czyli niemal równo cztery lata przed tym, jak FB zbanował Konfederację.

Dzisiaj Artur Dziambor już inaczej wypowiada się na temat tego, co Facebook może robić, a czego nie powinien. Mówiąc wprost: polityk wymiękł dopiero wtedy, gdy dostał po głowie prawem, które sam forsował.

Nie samym Dziamborem Konfederacja jednak żyje. Jest jeszcze Krzysztof Bosak, który na Twitterze udzielił krótkiego wywiadu. Został postawiony przed stwierdzeniem „Wolność słowa nie ma granic. Żadnych. Wolność słowa albo jest całkowita albo nie ma jej wcale”. Na co odpowiedział stanowczo:

Nie zgadzam się z tym.

Padło kolejne pytanie: „Czyli uważa Pan, że zakazać mówienia o tym czy o tamtym? Tudzież wyrażania takich czy innych poglądów?”

Tak - uciął krótko Krzysztof Bosak.

Znowu polityk Konfederacji kibicuje Facebookowi bardziej niż samej Konfederacji? Nie, to tylko ja dla draki przytoczyłem wypowiedź Bosaka z 11 września 2019 r.

Taka właśnie jest Konfederacja. Politycy tego ugrupowania często pieprzą głupoty o wolnym rynku, są przeciwnikami regulacji, ale gdy przychodzi co do czego, to głosują odmiennie w sprawie aborcji albo obrażają się na Facebooka, który robi dokładnie to, czemu przez lata kibicowali.

Paskudna hipokryzja.

To jak z tym banem Facebooka dla Konfederacji? Bardzo k%$#a dobrze?

Facebook poinformował, że zbanował Konfederację za konsekwentne wypisywanie bzdur o pandemii. Krzysztof Bosak upiera się, że to nie jest prawdziwy powód, ale wątpliwości nie ulega już fakt, że Konfa zbudowała w ostatnim czasie spory kapitał polityczny na tym, że jest przeciwna wielu obostrzeniom i regulacjom pandemicznym.

Nie oskarżę polityków Konfy o bycie antyszczepionkowcami, ale wyraźnie widzę, że romansują oni z przeciwnikami szczepień. Podsycają te niebezpieczne zachowania i postawy. Trochę jak Andrzej „sam się zaszczepiłem, ale każdy niech sam decyduje” Duda. Politycy tego szczebla nie powinni się tak zachowywać. Nie w takich trudnych czasach.

Tajemnicą już nie jest, że pandemia to czas żniw dla Konfederacji. Partia zyskuje poparcie, bo ludzie się już wkurzają na restrykcje covidowe, mają dość tych maseczek, chcą chodzić do kina i knajp bez limitów oraz jeździć na wakacje. Na tych nastrojach łatwo robić politykę, wystarczy, że będziesz stać z boku z kanistrem i dolewać benzyny do ognia. To właśnie robi Konfederacja. Podsyca niebezpieczne zachowania, promuje antyregulacyjne postawy. I robi to w czasie, gdy Polska jest europejskim liderem w kategorii „najwięcej trupów”.

Na początku 2020 roku ze strachem patrzyliśmy na to, co się dzieje we Włoszech. Tam brakowało miejsc w szpitalach, ludzie umierali w karetkach i w domach. Były problemy ze sprawnym pochówkiem zmarłych. Dzisiaj Włochy mamy w Polsce. To właśnie w naszym kraju jest najwięcej śmierci, przerażające kolejki do szpitali, brak karetek i dwutygodniowe kolejki do pogrzebów.

A Konfederacja stoi z boku, trzyma ten kanister i się cieszy, bo jej słupki rosną.

Z banem Konfederacji na Facebooku jest trochę jak z banem Trumpa na FB i Twitterze. Gdy po przegranych wyborach dostał bana w mediach społecznościowych, to miliony osób jednogłośnie pomyślały: „no i dobrze, niech już spier%$#a”. Sam tak pomyślałem, mimo że coś mi w tej decyzji zgrzytało. Czułem, że takie decyzje nie powinny być podejmowane samodzielnie przez grono moderatorów lub właścicieli serwisów społecznościowych.

Facebook bawi się w boga. Powinie mu się noga

Nie wiem czy pamiętacie, ale kilka lat temu mówiono, że Mark Zuckerberg, szef FB, miałby lub chciałby zostać prezydentem Stanów Zjednoczonych. Dzisiaj już wiemy, że dla niego taka posada byłaby degradacją. Dzisiaj Zuckerberg jest półbogiem, panem globu, jednym z prezydentów internetu, a więc całego świata. Po cholerę mu jakaś władza nad USA, jak teraz może siedzieć w swoim wygodnym fotelu, przed swoim MacBookiem (z zaklejoną kamerą i mikrofonem, bo przecież prywatność to bardzo poważna sprawa) i regulować suwaczki.

Zuckerberg przez Facebooka może sterować tym, czy ludzie są wkurzeni, czy zadowoleni. Mówimy tu o miliardach użytkowników. Facebook może promować lub wygaszać wybrane trendy polityczne w konkretnych miastach, krajach lub kontynentach.

Podobnie działa Google. Firma ta mając do dyspozycji takie narzędzia jak Wyszukiwarka Google, Google News czy Google Discover decyduje o tym, jakie informacje będą otrzymywać miliardy ludzi na świecie. Działanie algorytmów jest tajne, Google nie zdradza, jak te usługi działają, wydawcy stron internetowych dostają do ręki broszurę z zestawem dobrych praktyk, jak docierać do odbiorców, a to, że instrukcja czasami nie działa to już inna kwestia.

O tym, czy jeden serwis zdobędzie popularność czy nie nie decyduje wyłącznie jakość treści i przestrzeganie wytycznych Google’a. Finalną decyzję podejmuje algorytm. Google podkreśla, że nie steruje nim, nie manipuluje, nie podejmuje działań, które intencjonalnie mają kreować dany światopogląd, czy konkretne postawy i ruchy polityczne.

Jednak algorytmy są tworzone przez ludzi. Ludzie popełniają błędy. Algorytmy nie są sprawiedliwe (bo nie znają takiego słowa).

I jak nierzadko pokazują różne badania, algorytmy big techów mają skłonności do przeginania. Użytkownicy Facebooka nie mogą zakładać, że serwis będzie im pokazywał w równej części treści z prawej i lewej strony politycznej debaty. Natomiast użytkownicy YouTube’a, którzy obejrzą kilka spiskowych filmów, dostaną w propozycji do obejrzenia tysiąc podobnych treści. Po wielu godzinach oglądania takich kanałów można dojść do wniosku, że prawda jest tylko jedna i jest ona inna, niż podają poważne media.

Ludzie wpadają tak w bańkę informacyjną, z której nie mogą już wyjść. Stają się więźniami spiskowych teorii i kończą z foliową czapką na głowie albo idą na wiece Konfederacji, żeby protestować przeciwko znienawidzonym maseczkom ochronnym.

Należący do Google’a Android, najpopularniejszy system operacyjny na świecie, obecny na kilku miliardach urządzeń, ma po lewej stronie od pulpitu głównego ekran pełen newsów. Użytkownika dzieli od niego dosłownie jeden ruch palcem. Nic więc dziwnego, że użytkownicy z niego korzystają. Są tam wiadomości ze świata, wyselekcjonowane i wybrane przez algorytm Google’a. I nie jest tajemnicą, że jak jakiś tekst wpada do tego miejsca, to jest czytany przez dziesiątki tysięcy osób. Podobny wybór newsów Google prezentuje użytkownikom przeglądarki Chrome, która jest najpopularniejszą przeglądarką na świecie. Dla użytkownika są to w sumie całkiem fajne funkcje.

Jednak są one także niebezpieczne. Chcę przez to powiedzieć, że na dobrą sprawę Google, rękami algorytmu, decyduje o tym, co czytają Polacy, Niemcy, Europejczycy, Amerykanie. Jednym słowem: ziemianie.

Każdy Polak chyba w miarę orientuje się, jaki jest obecnie układ sił w mediach w kraju.

Jednym tchem potrafimy wymienić: TVP, TVN, Polsat, Onet, WP, Wyborczą, itp. W przypadku telewizji to widzowie decydują o tym, co nacisną na pilocie i co będą oglądać. To Polacy wybierają, czy włączą Wiadomości TVP, czy wybiorą Fakty TVN-u. W internecie jest trochę inaczej. Oczywiście Polacy nadal decydują, czy wpiszą w pasku adresu tvp.info, tvn24.pl czy wp.pl.

Jednak tuż po włączeniu przeglądarki Chrome (najpopularniejsza w Polsce) Polacy dostają pod nos newsy. Jakie? Kto decyduje o tym, z którego źródła? Czy TVN24 wyświetlany jest takiej samej liczbie użytkowników co TVP Info? To wie tylko pan Algorytm Google, czyli na dobrą sprawę nie wie nikt.

Zapewniam was, że siła Google’a na internetowym rynku medialnym w Polsce jest taka, że gdyby tylko Google chciał albo mówiąc grzeczniej, gdyby algorytmowi się coś pomyliło, to dzisiaj niemal nikomu nieznany serwis internetowy z wiadomościami ze świata, mógłby zostać jedną z największych sił na rynku medialnym w kraju. Wystarczy tylko przestawienie jakiegoś suwaczka. Intencjonalne lub zupełnie przypadkowe.

Dzisiaj Facebook, Twitter, Google i inne big techy, to już nie są tylko firmy, które udzielają użytkownikom przestrzeni, z której można korzystać na zasadach określonych w przepastnych regulaminach.

Istnieje coś takiego, jak lista praw człowieka.

Dzisiaj są na niej np.:

  • prawo do życia,
  • wolność i bezpieczeństwo osobiste,
  • zakaz tortur,
  • wolność słowa,
  • prawo do prywatności,

W związku z katastrofą ekologiczną i zapędami korporacji powinniśmy do takich list dopisać:

  • prawo do wody pitnej
  • prawo do czystego powietrza

Patrząc natomiast na to, jak wielką moc mają dzisiaj big techy, powinniśmy się zastanawiać nad tym, jak na tę listę dopisać:

  • prawo do dostępu do Facebooka
  • prawo do obecności w wynikach wyszukiwania w Google’u
  • prawo do obecności w Google News i Discover

Spider’s Web jest największym serwisem w kategorii tech i nauka w Polsce. Na Spider’s Webie mamy też funkcje społecznościowe. Ludzie piszą komentarze, dostają lajki, ale też dostają bany. To my decydujemy o tym, kto tu będzie pisał, a kto nie. Tylko różnica między moderatorami na Spider’s Web a moderatorami Facebooka jest taka, że po zbanowaniu u nas na stronie, nikomu życie się nie zawali. Nikomu nie padnie biznes, bo nie dotrze do klientów, nikomu nie zawali się partia polityczna, bo nie dotrze do wyborców. Nikt nie straci kontaktu z rodziną i znajomymi.

Facebook i inne należące do Mety platformy stały się dla wielu osób synonimem internetu, stały się miejscem spotkań, rozmów, wymiany opinii i narzędziem do robienia biznesu. Nie można teraz na bazie decyzji od czapy ucinać ludziom źródła przychodu i wyrzucać ich ze społeczności, a właściwie nie tyle społeczności Facebooka, a po prostu ze społeczeństwa online.

FB w przeszłości blokował mnie, moich znajomych i kasował wrzucane przeze nas treści. W większości przypadków bany te były czasowe, więc względnie łatwe do przełknięcia - o ile nie pada ci przez to biznes online. Niestety większość tych banów była też dość niesprawiedliwa, bezzasadna i wynikała zapewne z tego, że moderator FB na analizę zgłoszonej treści i jej zbanowanie lub pozostawienie poświęcił mniej czasu niż Najman w pozycji stojącej na ringu.

Podsumowując, dobrze się stało, że Facebook zbanował Konfederację

Po pierwsze dostali po głowie tym, o co walczyli - przyjemnie patrzeć, jak teraz nieporadnie odwracają kota ogonem. Po drugie ten ban dla Konfy będzie punktem zapalnym do dyskusji o tym, co powinniśmy zrobić z FB w Polsce. Niezdrowa jest bowiem sytuacja, w której firma będąca dla Polaków synonimem internetu sama sobie decyduje, które partie polityczne są okej, a które nie, które będą miały prawo głosu, a które nie.

Facebooku, dziękuję, że wyprowadziłeś ten cios. A teraz trzymaj gardę, bo będziesz otłukiwany z każdej strony. Także i tutaj można dodać: i bardzo k%$#a dobrze.

Zdjęcie główne: kadr z filmu Fanatyk, Michał Tylka