1. SPIDER'S WEB
  2. Gry
  3. Tech
  4. Technologie

Stadia na Android TV bez przystawki. Sprawdziłem, jak działa w Polsce i kurczę, to wciąż nie to

Stadia na Android TV bez przystawki - test i opinie o aplikacji

Telewizor. Kontroler. Internet. Żadnego PlayStation, żadnego Xboksa, żadnego PC i żadnej przystawki. Dostęp do najnowszych gier bezpośrednio na TV to jedna z dróg, jaką w przyszłości może obrać branża. Teraz ta przyszłość trafiła do mojego salonu, gdyż miałem okazję przetestować program Stadia bezpośrednio na Android TV. Technologia imponuje, ale to jeszcze nie to.

Dzięki uprzejmości Google otrzymałem okazję przetestowania programu Stadia, mogąc go zainstalować bezpośrednio na dowolnym telewizorze z systemem Android TV. W tym celu wykorzystałem prywatne konto Google, a samą aplikację pobrałem na domowy model Sony Bravia XH90 stojący w salonie. To zeszłoroczny telewizor 4K 120 Hz w bardzo korzystnej cenie. Nie jest zatem flagowcem zoptymalizowanym pod działanie programu Stadia. To ważne w kontekście analizy wyświetlanego obrazu gier z chmury.

Stadia na Android TV działa jak każda inna aplikacja. Pobierasz za darmo i gotowe. Parowanie kontrolera jest banalne.

Aplikację Stadia pobrałem z Google Play, tak samo jak Netfliksa, HBO GO oraz wszystkie inne aplikacje na moim domowym telewizorze. Po pierwszym uruchomieniu program sam proponuje zalogowanie na konto użytkownika połączone z Android TV. Gdy to zrobiłem, otrzymałem ostrzeżenie, iż aktualna wersja aplikacji nie jest zoptymalizowane z myślą o moim telewizorze. Mimo tego miałem możliwość uruchomienia Stadii, z czego oczywiście skorzystałem.

Program Stadia testowałem na telewizorze Sony Bravia XH90 podłączonym do sieci przy pomocy kabla Ethernet. Mój kablowy dostawca Internetu zapewnia mi sieć do 1000 Mbit/s, z czego realne osiągi to jakieś 800 Mbit/s. Podczas testowania Stadii podłączonych do domowej sieci było kilkunastu innych klientów, z czego kilku zawsze korzystało z zasobów sieciowych. To konsole PS5, XSX i Switch w trybach uśpienia, dwa laptopy, trzy smartfony, tablet oraz komputer stacjonarny. Nie optymalizowałem sieciowego ruchu nie tylko z lenistwa, ale również dlatego, iż zależało mi na zachowaniu typowych warunków domowych.

Oczywiście darmowa aplikacja Stadia nie oznacza, iż mamy również darmowe gry. Na tej platformie - podobnie jak na PlayStation, Xboksie czy Steam - budujemy własną bibliotekę, kupując gry bezpośrednio u Google. Alternatywą jest abonament Stadia Pro, oferująca dostęp do zestawu gier oraz umożliwiająca rozgrywkę w jakości 4K HDR z cyfrowym dźwiękiem przestrzennym.

Pod względem działania aplikacji i interfejsu, Stadia to mobilny lider. Na TV nie jest inaczej.

Aplikacja Stadia działa błyskawicznie. To jeden z najszybciej uruchamiających się programów na Android TV. Działa jak burza. Do tego interfejs jest niezwykle czytelny, a także bardzo responsywny. Przejście z menu do właściwej gry to kilka sekund, do tego upiększonych atrakcyjną wizualnie grafiką przejściową. Pod względem płynności i szybkości samej aplikacji, Stadia bije na głowę GeForce Now czy Xbox Cloud Gaming. Dwa zupełnie inne światy.

Niestety, Stadia na Android TV jest jednocześnie nieco ograniczona. Z poziomu telewizyjnej aplikacji przełączymy konto, uruchomimy grę czy ustawimy parametry dźwięku i obrazu, ale nie kupimy na przykład gry ani abonamentu. Do poszerzania kolekcji wciąż potrzebujemy aplikacji w telefonie. Co ciekawe, program na smartfon doczekał się ciekawej nowości, pozwalającej sparować kontroler którym gramy w Stadię mobilnie z telewizorem. Przydatne, jeśli wcześniej korzystaliście ze Stadii na smartfonie albo na tablecie. Sam smartfon także może być dotykowym kontrolerem, ale w większości gier to sztuka dla sztuki. Warto pamiętać jednak o takiej możliwości jako o awaryjnym rozwiązaniu.

Niestety, pierwsze rozczarowanie pojawiło się zaraz po uruchomieniu gry.

Wybierając ze swojej kolekcji Cyberpunka 2077, początkowo miałem wielki problem, aby przejść bohaterem przez framugi drzwi. Kontroler DualShock 4 od PlayStation 4, którego połączyłem z telewizorem przez Bluetooth, wydawał polecenia awatarowi z gigantycznym opóźnieniem. Takim, które uniemożliwiało rozgrywkę. Problem rozwiązało przełączenie TV w Tryb Gry, czego mój Sony niestety nie zrobił automatycznie po uruchomieniu programu Stadia. Wystarczyło jednak raz nauczyć go tej sztuczki, by Game Mode aktywował się z każdym kolejnym włączeniem aplikacji.

Chociaż responsywność odczuwalnie wzrosła, wciąż pozostało pole do poprawy. Tryb Gry nie rozwiązał także drugiego, jeszcze poważniejszego problemu: chodzi o płynność obrazu. Transmisja wideo jest pozbawiona artefaktów, ale skokowa i z niską spójnością. Jak gdyby Cyberpunk 2077 działał w maksymalnie kilkunastu klatkach na sekundę. Gracz ma wrażenie, iż znajduje się w permanentnym spowolnieniu. Skok, skok, skok, skok. Udało mi się to częściowo udokumentować, nagrywając wideo 1080p/60fps smartfonem:

Postanowiłem zredukować jakość strumieniowanego obrazu z 1080p do 720p. Niestety, płynność wciąż była poniżej akceptowalnego poziomu. Ponowne uruchomienie aplikacji Stadia czy zresetowanie telewizora poprzez odcięcie zasilania także nie rozwiązało problemu. Przełączyłem się z kabla Ethernet na WiFi 5 GHz, wciąż bez jakiejkolwiek poprawy. Zmieniłem Cyberpunka 2077 na Destiny 2 oraz bijatykę Power Rangers: Battle for the Grid, lecz problem pozostał. Na moim telewizorze - który nie znajduje się na rekomendowanej liście Google, o czym warto ponownie przypomnieć - komfortowa rozgrywka nie była możliwa. No, może za wyjątkiem turowych strategii.

Problemów technicznych z każdą chwilą jedynie przybywało.

Z jakiegoś powodu gry czasem uruchamiały się nieprawidłowo, a ja otrzymywałem wyłącznie 1/2, 1/3 albo 1/4 obrazu na ekranie telewizora. Ponowne uruchomienie gry ani aplikacji Stadia nie rozwiązuje tego problemu. Konieczny jest restart całego telewizora. Nie udało mi się rozgryźć, co powoduje ten błąd i jak zmniejszyć szanse na jego występowanie. Warto odnotować, że chociaż obraz z gry wyświetlał się czasem niepoprawnie, sama nakładka interfejsu Stadii zawsze działa wzorowo.

Co nieco zabawne, gdy Cyberpunk 2077 działa jak w gęstej zawiesinie, program cały ten czas zachwyca się jakością mojego połączenia sieciowego. Stadia określa stabilność i wydajność łącza nie jako dobrą czy bardzo dobrą, ale wręcz doskonałą. Program sugeruje przejście na standard 4K HDR, podczas gdy w praktyce nawet jakość 720p to zbyt wiele, aby zapewnić płynne doświadczenie na 65-calowym telewizorze z zeszłego roku, oczywiście w Trybie Gry.

Nie mogę za to powiedzieć złego słowa o samym kodeku używanym przez Google. Power Rangers, Cyberpunk 2077 czy Destiny 2, obraz jest szokująco odporny na artefakty wynikające ze strumieniowania. Niestety, pod względem ostrości oraz szczegółowości daleko mu do natywnego 4K. Śmiem wręcz sądzić, że natywne FHD wciąż jest lepsze od strumieniowanego 4K. To jednak przypadłość wszystkich platform strumieniujących obraz gier, nie tylko Stadii. Na małym urządzeniu te dysproporcje między chmurą i natywnym obrazem nie są tak widoczne, ale na telewizorze w salonie uderzają ze zdwojoną siłą.

Na tablecie jest znacznie lepiej. Stadia na Android TV to wciąż dopiero przyszłość.

Gdy korzystam ze Stadii na telefonie z Androidem albo na iPadzie, problemów z niską płynnością nie mam wcale, natomiast obraz nie traci tyle z ostrości oraz szczegółowości. W przypadku telewizora w salonie doświadczenie jest gorsze. Na ten moment mój TV nie pozwala komfortowo grać na aplikacji Stadia dla systemu Android TV, mimo wielu prób o różnych porach dnia i nocy.

Wina zapewne tkwi w tym, iż mój model nie znajduje się na liście telewizorów zoptymalizowanych pod działanie programu, zdominowanej przez Philipsa oraz Hisense. Trudno jednak, abym kupował nowy TV z myślą o Stadii. To powinno działać w drugą stronę: granie w chmurze ma eliminować potrzebę posiadania specyficznego urządzenia - konsoli, telewizora czy czegokolwiek innego. Jestem przekonany, że z czasem Stadia na moim TV zacznie działać lepiej. To kwestia poprawek oraz aktualizacji. Jednak na tutaj i teraz, program w duecie z zeszłoroczną Bravią po prostu nie zdaje egzaminu.

Nawet mimo tego przyznaję, że możliwość uruchomienia najnowszych gier w zaledwie kilka sekund, bezpośrednio na telewizorze w salonie, bez żadnych przystawek, konsol oraz komputerów, to arcyciekawa alternatywa. Wygodna, prosta oraz z gigantycznym potencjałem na przyszłość. Gdy jednak tutaj i teraz staję przed wyborem, na jakiej platformie zagrać w Resident Evil Village, dźwięk uruchamianego PlayStation 5 natychmiast wybrzmiewa w mieszkaniu.

Stadia? Jasne, ale na smartfonach, tabletach i laptopach.