1. SPIDER'S WEB
  2. Tech

Pułapka streamingu. Skasują ci wspomnienia i jeszcze za to zapłacisz

streaming
187 interakcji
dołącz do dyskusji

W jednym z ostatnich artykułów mój kolega redakcyjny Łukasz Kotkowski przekonywał, że udało mu się przyzwyczaić do życia „na abonamentach”. Jest to zresztą ogólnoświatowy trend, który stopniowo zmienia naszą rzeczywistość i przed którym raczej nie da się uciec. Obawiam się jednak, że nie jest to właściwy kierunek.

Nie ma absolutnie żadnych wątpliwości, że korzystanie z przepastnych bibliotek filmów, seriali, muzyki, gier, książek czy tekstów dostępnych w licznych portalach streamingowych otworzyło nas na dużo większą ilość treści. Za jedną, niewielką opłatę miesięczną mamy dostęp do całej biblioteki nadawcy, możemy przebierać w setkach filmów czy milionach piosenek, które są dostępne na wyciągnięcie palca. Gdzie tutaj zatem minus?

Problem 1: to nigdy nie jest jedna opłata

Jak wyliczył w swoim artykule Łukasz, co miesiąc na abonamenty rozrywkowe wydaje kilkaset złotych, a do tego dochodzi jeszcze opłata za narzędzia wykorzystywane w pracy zawodowej. Okazuje się bowiem, że nigdy nie jest to jedna usługa. Dostęp do każdej z nich to stosunkowo niewielka kwota, ale już dostęp do wszystkich to spory wydatek. Co zrobić jednak kiedy na Netflixie jest serial, który lubimy, a na HBO GO wkrótce premiera filmu, na który czekaliśmy. Co zrobić, kiedy część naszych ulubionych wykonawców dostępna jest w bibliotece Spotify, a inna tylko w Apple Music? Pozostaje płakać i płacić. Tu 19,90, tam 29 zł i tak zbiera się tego coraz więcej.

Problem 2: przerost ambicji

Postanowiłem policzyć swoje miesięczne wydatki na „abonamenty rozrywkowe”, odpuściłem jednak gdy zacząłem niebezpiecznie zbliżać się do Łukasza. Zamiast liczyć dalej, zacząłem anulować subskrypcje. Opłacania ich wszystkich na raz nie dało się racjonalnie obronić. Długie godziny w pracy wymagają pełnego skupienia, po pracy trochę sportu, spacery z psami i sen. I naprawdę nie zostaje człowiekowi przesadnie dużo wolnego czasu, a na pewno nie tyle, aby oglądać produkcje Netflixa, HBO, Amazon Prime, Apple TV+, słuchać muzyki lub podcastów na Spotify i Apple Music, audiobooków w Audiotece i najlepiej robić jeszcze przegląd prasy, żeby być na bieżąco.

Problem 3: dzisiaj jest, jutro nie ma

W moim osobistym odczuciu to zdecydowanie najgorsza cecha abonamentów i serwisów streamingowych. Niby z jednej strony mamy dostęp do najnowszych produkcji, do setek filmów i seriali, ale jednak nawet płacąc comiesięczną daninę jesteśmy zdani na łaskę serwisu streamingowego. Wystarczy zajrzeć na rozrywka.blog, aby zobaczyć, że choć bezustannie pojawiają się w takich serwisach nowe filmy i seriale, to równie często starsze są z nich usuwane. Muzyka? To samo.

Jako współczesny czterdziestolatek pamiętam jeszcze czasy kaset magnetofonowych, płyt CD oraz całych kolekcji filmów na DVD. Podobał ci się jakiś film? Kupowałeś go na płycie i mogłeś oglądać do woli. Jeżeli odpowiednio dbało się o nośniki, filmy można było przechowywać i odtwarzać całymi latami. Obok mnie w szafie wciąż znajduje się ponad 200 filmów na DVD, z których część kupiłem dobre osiemnaście lat temu. Będą się one nadawały do obejrzenia także za kolejne dziesięć lat.

W serwisach streamingowych dzisiaj coś jest, jutro zniknie i tyle. To sam serwis zdecyduje co będziemy mogli oglądać. Nic do nas nie zależy, ciekawego filmu nigdzie sobie nie zapiszemy.

Będziesz chciał filmy ze swojego dzieciństwa pokazać swoim dzieciom? Jeżeli masz je na płycie, to nie ma problemu. Jeżeli jedynie wiesz, w którym serwisie je znaleźć, to z dużym prawdopodobieństwem za kilka lat już ich tam nie będzie. Zonk, nic dzieciom nie pokażesz. Było, ale się zmyło. Co więcej, popularność platform streamingowych jest na tyle duża, że filmy na nośnikach fizycznych praktycznie zniknęły już ze sklepów. Poza maniakami nikt już nie kupuje płyt z filmami, a coraz częściej nawet trudno o odtwarzacz, wszak skoro płyt nie ma, to i odtwarzacza nikt nie kupi. O ironio, coraz częściej komputer też nie poratuje swoim odtwarzaczem płyt, bo go nie ma. Zastanawiając się nad zakupem nowego odtwarzacza DVD na lata stwierdziłem ostatnio, że być może będzie trzeba się uciec do zakupu konsoli do gier, wszak wciąż mają one wersje wyposażone w odtwarzacz.

Muzyka? To samo. Po co kupować płyty z ulubioną muzyką, skoro wszystko jest na Spotify, Tidalu czy Apple Music? Tak zapewne myśli większa część rynku, bo sprzęt muzyczny też znika ze sklepów, a w samochodach odtwarzacze płyt powoli zastępują systemy multimedialne pozwalające na podłączenie telefonu i skorzystanie z Android Auto czy Apple CarPlay.

Z jednej strony dzięki tym wszystkim serwisom mamy dostęp do olbrzymiej biblioteki muzycznej, a z drugiej to już nie my decydujemy co będziemy mogli oglądać czy słuchać, bo nasze ulubione filmy będą na bieżąco znikały z oferty, a my nie będziemy mieli miejsca, w którym będziemy mogli je odgrzebać.

Coś poszło nie tak, jak powinno

To wprost niezwykła ironia, że wciąż mamy książki, czasopisma, filmy czy nagrania muzyczne z czasów, gdy elektronika nie zdominowała naszego życia tak jak obecnie, dzięki czemu możemy się cieszyć muzyką, z którą wiążą się jakieś wspomnienia nasze czy naszych rodziców, a nie mamy już dostępu do części produkcji, które powstały w ostatnich dwóch dekadach, bo tak szybko jak pojawiły się cyfrowo, tak szybko zniknęły bez śladu, nie dając nam szansy na zapisanie ich lokalnie, nie w chmurze. I to w czasach, w których po raz pierwszy w historii całej ludzkości mamy narzędzia pozwalające na zapisywanie i katalogowanie niewyobrażalnych ilości danych.

Może się okazać, że współcześni dwudziestolatkowie i trzydziestolatkowie nie będą mogli swoim dzieciom pokazać za 10-20 lat co ich kręciło, co motywowało ich młodość. Wszystkie te produkcje, wszystkie filmy, seriale, muzyka znikną już dawno ze Spotify i Netflixa, a zastąpią je nowe, hurtowo produkowane kolejne produkcje.

Nie wiem jak wy, ale ja już zacząłem poszukiwanie swoich ulubionych seriali brytyjskich, które chciałbym móc jeszcze za 10 czy 20 lat obejrzeć ponownie. Tu i ówdzie można jeszcze je dostać na płytach wydanych 5-10 lat temu. Z serwisów streamingowych już część zniknęła. Nie ma żadnej pewności, że kiedykolwiek się pojawią.