Eksperci: w Polsce nie brakuje wody. Inni eksperci: zaraz, jak to nie brakuje?

stan wód w Polsce

Z jednej strony raport „Zasoby wodne w Polsce – ochrona i wykorzystanie" jest alarmujący, z drugiej – pojawia się w nim nutka optymizmu. Mimo że jakość wody w Polsce jest syfiasta, to nie musimy jeszcze bać się o jej braki. Ale to bardzo kontrowersyjna teza, z którą od lat nie zgadza się wielu naukowców.

O raporcie „Zasoby wodne w Polsce – ochrona i wykorzystanie" pisze dzisiejsza „Rzeczpospolita”. Analiza powstała na zlecenie Fundacji Przyjazny Kraj, zaś przygotowała ją firma analityczna Alternator, zajmująca się energetyką oraz ochroną środowiska.

Pierwszy wniosek: woda w Polsce jest syfiasta

I to nie dlatego, że zatruwa ją przemysł czy miasta – nawet jeśli dokładają swoją cegiełkę, to polepsza się infrastruktura oraz zaostrzające się normy prawne. Dziś rozrastającym się problemami są turystyka, rolnictwo i gospodarstwa domowe. W Polsce według szacunków jest 2,1 mln przydomowych bezodpływowych szamb, z czego 90 proc. (!) jest nieszczelnych.

Nie pomaga nasz styl życia – czytamy w raporcie:

Lekarstwa, środki antykoncepcyjne, związki psychoaktywne (tzn. narkotyki), związki wykorzystywane w środkach czystości i kosmetykach, rozdrobnione do bardzo niewielkich rozmiarów tworzywa sztuczne to substancje, których nawet najnowocześniejsze oczyszczalnie komunalne nie są w stanie skutecznie usunąć ze ścieków

Rolnictwo z kolei odpowiada za „co najmniej połowę ładunku biogenów dopływających z terenu Polski do Bałtyku”, zaś turyści zanieczyszczają rodzime jeziora. W analizie podkreślono, że w samych Mazurach w sezonie pływa ok. 14 tys. jachtów, czyli ok. 70 tys. osób. Zawartość zbiorników na ścieki najczęściej ląduje właśnie w jeziorze.

Liczby nie kłamią. Analiza jakości wód w 2019 r. pokazała, że zły stan „występuje w 91,5 proc. jednolitych części wód powierzchniowych rzecznych; 88,1 proc. wód powierzchniowych jeziornych; 100 proc. wód powierzchniowych przejściowych i przybrzeżnych”.

To stan wody jest problemem, a nie jej brak

Właśnie tak twierdzą osoby odpowiedzialne za raport - dr Jan Rączka i Krzysztof Skąpski (Alternator) oraz dr Tomasz Tyc (Politechnika Warszawska). Niedobry jeśli występują, to tylko czasami i lokalnie. Owszem, postępujące zmiany klimatyczne przyczynią się do pogorszenia, ale póki co problemem numer jeden jest stan wód.

Nieco inne wnioski płyną z lektury wielu wcześniej opublikowanych raportów. Na przykład organizacja WWF przypomina, że Polska jest w Europie jednym z najuboższych w wodę krajów. W latach 1946-2016, średnia roczna zasobów wodnych przypadająca w Europie na głowę mieszkańca wynosiła 5000 m3 wody, w Polsce - zaledwie 1800 m3.

Eksperci, między innymi profesor Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej Piotr Kowalczak czy dr Jarosław Suchożebrski z Uniwersytetu Warszawskiego, podkreślają, że w Polsce średnia roczna jest zmienna – czasami jesteśmy poniżej normy, a czasami sporo powyżej.

Potwierdzałoby to słowa, które padły w najnowszym raporcie o stanie wód w Polsce. Tyle że na sprawę powinniśmy spojrzeć szerzej, porównując sytuację na przestrzeni lat. I tutaj sytuacja będzie prezentowała się bardzo niepokojąco, bowiem „od kilku dziesięcioleci mamy w Polsce problem z narastającym deficytem wody”. Jeszcze w latach 80. Polska średnia wody dostępnej "na głowę" wynosiła 2500 m3.

Nie pomaga nam zmieniający się klimat. Teraz opady są nagłe, gwałtowne i krótkotrwałe, na dodatek poprzedzane tygodniami, a nawet miesiącami suszy. Do tego dochodzi brak śnieżnych zim. Wprawdzie Państwowy Instytut Geologiczny uspokaja mówiąc, że rezerwy zasobów wód podziemnych są duże – a to właśnie z nich korzysta większość Polaków – to trend jest mimo wszystko niepokojący.