Ekologia  /  Artykuł

Donald Tusk: „niech naukowcy spierają się o przyczyny katastrofy klimatycznej”. Naukowcy: „dobrze wiemy, czyja to wina”

Tusk: niech naukowcy spierają się o przyczyny katastrofy klimatycznej

Dla wielu sobota stała pod znakiem polityki. Przemówienie Donalda Tuska najlepiej pokazuje, że dziś jednym z najważniejszych tematów nawet u nas jest ekologia. To musi cieszyć, ale mocne słowa nowego-starego lidera Platformy Obywatelskiej paradoksalnie w pewien sposób były znaczące dla klimatycznych denialistów.

– Trzeba robić wszystko, żeby nas przygotować na bardzo ciężkie czasy w wymiarze globalnym. To będą czasy, w których będą żyli ci młodzi ludzie – tak Donald Tusk ocenił zbliżającą, a nawet już odczuwalną katastrofę klimatyczną. Jest to znak czasów, że na ważniej konferencji, w której były premier ogłosił swój powrót do polskiej polityki, ekologia odgrywa ważną rolę. Niby nie sposób uciec od zmian klimatu, ale przecież wiele osób z politycznej sceny właśnie to robi.

Donald Tusk powiedział coś jeszcze: „niech naukowcy spierają się o przyczyny i skutki katastrofy klimatycznej”. Zdaniem szefa PO politycy muszą być gotowi na katastrofę, a ustalenie naukowych konkretów to już zadanie badaczy. Mimo że Donald Tusk otwarcie przyznał, że nie wolno negować zmiany klimatu, to jednocześnie zasugerował, że w środowisku naukowym panuje spór.

Jest odwrotnie: przygniatająca większość naukowców wie, kto odpowiada za katastrofę klimatyczną

Odpowiedź brzmi: człowiek. Nie ma pod tym względem żadnej dyskusji, mimo że niektórzy chcą, aby głos garstki wątpiących został wysłuchany. Tymczasem 97 proc. naukowców przyznaje, że człowiek ponosi całkowitą winę za to, co dzieje się i co stanie się na Ziemi.

Jak pisał Marcin Popkiewicz z Nauki o Klimacie, już w tekstach publikowanych w latach 1993-2003 żaden z klimatologów nie kwestionował tego, że to człowiek odpowiada za zmiany klimatu. 75 proc. przyznało to otwarcie, a w pozostałych tekstach po prostu do tego się nie odnoszono, bo były to na przykład prace na temat analizy paleoklimatu.

Wysłuchania tych 3 proc. domagał się choćby Łukasz Warzecha. Jakub Wiech w polemice z publicystą „Do rzeczy” zauważył jednak, że do konfrontacji naukowej często dochodzi, ale denialiści po prostu ją przegrywają. Przykładem jest prof. Richard Lindzen, który „wielokrotnie mylił się w swoich przewidywaniach dotyczących wzrostu średnich globalnych temperatur”.

Skąd jeszcze biorą się głosy o wątpiących? W książce „Zmienić świat raz jeszcze” Tomasz Markiewka opisuje przykład krążącej po sieci w 2019 roku „listy 500 naukowców”, według których globalne ocieplenie nie istnieje. I faktycznie – z takim stwierdzeniem zgodziły się osoby z tytułami naukowymi.

Tyle że wśród tych naukowców znaleźli się biolodzy, geolodzy, a nawet filozof nauki. Czyli osoby niezwiązane z badaniem klimatu. Jak pisze Markiewka, negacjoniści chętnie sięgają po tę sztuczkę i często powołują się na naukowców, którzy jednak nie są związani zawodowo z kwestią klimatu. Tytuł naukowy ma jednak uśpić czujność i sprawić, że poważnie potraktujemy ich zdanie.

Podobną ostrożność należy zachować wobec słowa „ekspert”. Może ono oznaczać równie dobrze doświadczoną klimatolożkę, co specjalistę od lobbingu w firmie paliwowej. Obie osoby są ekspertami w zakresie czegoś, ale to jeszcze nie znaczy, że mają takie same kompetencje do rozprawiania na temat przyczyn i skutków zmiany klimatu – zauważa Markiewka.

W przypadku osób zajmujących się zmianami klimatu żadnych sporów nie ma – i warto o tym pamiętać, bo każda sugestia o mitycznej kłótni to woda na młyn denialistów.

Zdjęcie główne: Alexandros Michailidis / Shutterstock.com