Ekologia  /  News

Naukowcy błagają: nie róbcie tego pszczołom. Apel szokuje tych, którzy stawiają ule

Picture of the author

Wydawać by się mogło, że stawianie uli to bardzo proekologiczne rozwiązanie, gwarantujące pszczołom bezpieczne schronienie. Okazuje się, że trzeba to robić z głową, a niestety tak się nie dzieje. Naukowcy zwrócili się ze specjalnym apelem do prezydent Gdańska – ich uwagi powinna wysłuchać jednak cała Polska.

„Wszystkie działania faktycznie przyczyniające się do ochrony pszczół są potrzebne i zasługują na docenienie” – piszą w swoim liście naukowcy z całej Polski, których odezwę zamieścił portal naukadlaprzyrody.pl. Niestety, jak się okazuje, do takich przedsięwzięć nie należy stawianie uli, które staje się coraz powszechniejszą metodą.

Zakładanie nowych pasiek nie pomaga pszczołom, wręcz przeciwnie – może im szkodzić

W czym problem? „Ochrona pszczół” to bardzo ładne hasło, ale zbyt ogólne. W Polsce istnieje ponad 450 gatunków żyjących dziko. Pszczoła miodna, o którą troszczy się większość, jest według naukowców „stosunkowo mało zagrożona”.

A to właśnie one mogą zamieszkać w nowych pasiekach, powiększając tym samym swoją populację. To fatalna wiadomość dla reszty dzikich pszczół, które w większości żyją samotnie. Gdy pszczół miodnych przybywa, działające w pojedynkę owady nie mają szans zdobyć pożywienia.

W miastach różnorodność dzikich pszczół może być bardzo duża, porównywalna z tą na obszarach chronionych, co pokazują badania zarówno z Polski, jak i zagranicy. Zwiększenie populacji pszczoły miodnej w Gdańsku może doprowadzić do wypierania innych gatunków pszczół, które żyją na terenie miasta – zwracają uwagę naukowcy.

Jak pomagać pszczołom mądrze?

Okazuje się, że jest prosty sposób, który już powinien być wykorzystywany do walki z upałami. Naukowcy proszą o rzadsze koszenie trawników, co pozwoli powiększyć bazę pokarmową pszczół. Owadom pomoże też sianie i sadzenie kwiatów nektaro- i pyłkodajnych. Miasta powinny zadbać o pozostawianie naturalnych materiałów na gniazdo: naukowcy wymieniają martwe drewno czy suche łodygi roślin, które pszczoły znalazłyby np. w wydzielonych dzikich strefach parków.

Istotne jest też rezygnowanie z pestycydów do pielęgnacji zieleni ozdobnej i zwalczania komarów. Niedawno Sąd Najwyższy Unii Europejskiej podtrzymał zakaz dotyczący używania trzech środków owadobójczych, które mają szkodliwy wpływ na pszczoły.

Ale co ze środkami, które zabijają komary? W Polsce od jakiegoś czasu trwa wielka akcja „odkomarzania”. Miasta zaznaczają, że środki rozpylane są nocą, kiedy pszczoły i inne owady nie latają, na dodatek tylko przy bezwietrznej pogodzie, aby mieć kontrolę nad wypuszczanymi środkami.

Miejski greenwashing

Słowem – chodzi o przemyślanie działania, które pomogą nie tylko jednemu gatunkowi, ale wszystkim żyjącym w mieście. Również ludziom, bo jak wcześniej pisałem, nieskoszone trawy i zieleń w mieście to naturalna ochrona przed wysokimi temperaturami.

Miasta wolą jednak coraz częściej pójść na łatwiznę, pokazując, że są „eko” i dbają o przyrodę. A że efekt będzie odwrotny od zamierzonego? Trudno, liczy się to jedynie to, by „starania” dostrzegli twórcy ekologicznych rankingów…