Ekologia  /  News

Ekoświry wreszcie mają swoją grę. W Terra Nil ratuje się świat, a nie go wykorzystuje

steam

Nieważne, czy to Heroes of Might and Magic III, Red Alert 2, czy inna kultowa strategia – wielu przedstawicielach tego gatunku pozyskiwanie surowców jest kluczem do wygrania. Twórcy Terra Nil odwracają zasady: tutaj będzie liczyć się tworzenie zielonej energii, a nie technologii opartych na węglu czy prądzie.

Oczywiście zaraz pojawią się głosy, że to tylko wirtualny świat, fikcja niemająca nic wspólnego z rzeczywistością. Na dodatek w wielu grach nawet jeśli eksploatuje się planetę, to niekoniecznie jest to Ziemia.

Z drugiej strony zasady są jasne i podobne właśnie do tych ziemskich, którymi od lat kieruje się wielki przemysł: chodzi o to, aby uczynić sobie ziemię poddaną, doprowadzając w ten sposób swój lud do wygranej wojny lub przynajmniej dobrobytu. A przy okazji dewastując środowisko.

Sami przyznacie, że to nie jest najlepszy scenariusz w dobie katastrofy klimatycznej

Owszem, eko-trendy pojawiły się w grach. Na przykład Cities: Skylines doczekało się dodatku o nazwie Green Cities, w których pojawiły się „nowe budynki ekologiczne, specjalizacyjne, unikalne, alternatywne budynki usług publicznych, samochody elektryczne i nowe parki”.

Podobnego rozszerzenia doczekały się też Simsy. Całkiem absurdalnego, swoją drogą, bo motywem przewodnim było to, że świat naprawić mogą wyłącznie świadomi konsumenci. Wiecie, tacy, którzy montują panele fotowoltaiczne na dachu i rezygnują ze słomek. Bill Gates uśmiecha się ze swojego prywatnego odrzutowca.

Zielona polityka była w tych grach jedynie dodatkiem. Natomiast w Terra Nil to podstawowa zasada. Moglibyśmy powiedzieć, że to odwrócona strategia. Antyprzemysłowa – tutaj buduje się nie po to, by zwiększać budżet miasta albo szykować się do wojny, lecz po to, żeby uratować planetę.

Na pierwszy rzut oka Terra Nil daleko do skomplikowanych strategii. To bardziej gra logiczna, w której trzeba tak łączyć elementy układanki, aby świat na nowo się zazielenił. Piękne krajobrazy, relaksująca muzyka, nieśpieszne tempo.

Słowem: wakacje przed monitorem

Terra Nil przypomina mi inną małą perełkę, w którą nie tak dawno miałem okazję zagrać: Dorfromantik. To kolejny miks strategii z grą logiczną. Na pozór jest to bardzo proste: trzeba łączyć wielokąty, żeby do siebie pasowały. Tyle że te hekasgony odpowiadają elementom sielskiego krajobrazu. Czasami to uroczy domek, czasami drzewka, innym razem fragment strumyka albo torów kolejowych. Sztuką jest tak rozwijać wieś, aby nie zabrakło nam puzzli.

Jak się przy tym odpoczywa! Niby można bić własne rekordy, ale głównie w Dorfromantik chodzi o to, aby zrobiło się… ładnie. I przyjemnie. Trafiamy do pięknego, sielskiego otoczenia, tworząc świat, w którym naprawdę chciałoby się przebywać. Wyjechać tam z miasta, z dala od hałasu, obowiązków, problemów.

Naprawdę podoba mi się ten trend w grach

Przecież za sukcesem Stardew Valley czy Animal Crossing stoi właśnie to samo: próba zwrócenia się ku naturze. Jasne, jest to trochę romantyzowane – a w przypadku Animal Crossing dostosowane do współczesnych standardów: żeby w relaksacyjnej grze spłacać dług?! – ale akurat w grze na takie coś można, a wręcz trzeba sobie pozwolić.

Kto wie, może jeśli zaczniemy skłaniać się ku naturze w grach, to prędzej czy później zechcemy mieć zieloną rzeczywistość także w tym prawdziwym świecie.