Tech  /  Felieton

Geniusz Turing 67 lat temu popełnił samobójstwo. Kiedyś kastrowany i tępiony, dziś wynoszony na ołtarze

Picture of the author

7 czerwca 1954, 67 lat temu, Alan Turing odebrał sobie życie. Jeden z ojców sztucznej inteligencji, któremu zawdzięczamy test nazwany jego imieniem – rozwiązując go, maszyna ma udowodnić, że myśli jak człowiek – popełnił samobójstwo z kluczowego powodu. Miał dość życia w kraju, który go nie szanuje i nie traktuje na równi jak innych.

Musiały minąć lata, nim rząd Wielkiej Brytanii zrehabilitował genialnego matematyka. Dopiero w 2009 roku ówczesny premier Gordon Brown przeprosił za to, jak w latach 50. potraktowano naukowca. Królowa Elżbieta II cztery lat później ułaskawiła Alana Turinga, symbolicznie kasując wyrok. Wyrok będący wyrzutem sumienia całego brytyjskiego społeczeństwa.

W 1952 roku do mieszkania Turinga włamali się złodzieje. Matematyk, który znany był z prac nad odszyfrowaniem Enigmy w czasie II wojny światowej, zgłosił sprawę na policję. W trakcie śledztwa na jaw wyszła orientacja naukowca. Turing był homoseksualistą, co w Wielkiej Brytanii lat 50. XX wieku było przestępstwem.

Turing miał „prosty” wybór: albo więzienie, albo poddanie się kastracji

Wyrok był nie tylko dowodem na to, że Turing nie jest akceptowany przez społeczeństwo. Naukowca odsunięto od wszelkich prac badawczych. Dwa lata później, 7 czerwca 1954 roku, Alan Turing popełnił samobójstwo. Musiało minąć 10 lat, nim Wielka Brytania zniosła kary za czyny homoseksualne.

Turing odpowiadał za rozszyfrowanie Enigmy. Jego bratanek, Dermont Turing, nie zapominał o olbrzymiej roli Polaków: Mariana Rejewskiego, Jerzego Różyckiego i Henryka Zygalskiego. Zaprojektował też jeden z pierwszych elektronicznych programowanych komputerów, ale przede wszystkim stworzył test Turinga.

Za jego pomocą możemy sprawdzić, czy maszyna potrafi myśleć jak człowiek. Alan Turing doskonale wiedział, jak można sprawić, żeby inni potraktowali cię jak swojego. W Wielkiej Brytanii w latach 50. XX wieku „swoim”, kimś normalnym, był heteroseksualny mężczyzna.

Test Turinga jest po prostu odwzorowaniem przyziemnego testu, jaki każdy homoseksualny mężczyzna w Wielkiej Brytanii lat 50. musiał przechodzić: czy zdołasz przekonać innych, że jesteś heteroseksualny? – pisał w książce „Homo deus: Krótka historia jutra” Yuval Noah Harari.

Dla Turinga – stwierdził Harari – w przyszłości komputery miały być jak homoseksualiści w dyskryminującej ich Wielkiej Brytanii. Nieważne będzie, kim tak naprawdę są: liczyć się będzie to, jak postrzegają ich ludzie.

Przez lata podejście do sztucznej technologii raczej się zmieniło. Rzecz jasna za sprawą tego, że już nie czekamy na wyglądających jak ludzie robotów. Nie potrzebujemy efekciarstwa, skoro w naszych telefonach siedzą super inteligentni pomocnicy. Co nam z tego, że nie mają twarzy czy ciała – ważne, że dobrze spisują się w pracy. Nie musimy obawiać się jeszcze przekroczenia Doliny Niesamowitości, czyli niepokoju na widok robota wyglądającego i zachowującego się jak człowiek.

Owszem, test Turinga nadal jest okazją dla naukowców, żeby pochwalić się, że stworzyli bystrą maszynę, w rozmowie nie do odróżnienia od człowieka. Tyle że sama technologia jakby zeszła z widoku. Jest w tle, działa, rozwija się, a my czekamy na uderzenie. Bo przecież ciągle straszy się przed komputerami, które przejmą władzę nad światem i w sumie nie wiadomo, co z nami zrobią.

Przed pandemią moglibyśmy porównać sztuczną inteligencję bardziej do terrorysty – obcego, który próbuje zburzyć nasz ład. Koronawirus stworzył inną, ale równie pobudzającą wyobraźnię definicję.

Sztuczna inteligencja jest właśnie jak wirus

Taki barwny opis to dzieło Daniela Kahnemana, psychologa nagrodzonego w 2002 r. Nagrodą Nobla z ekonomii za swoją pracę nad psychologią podejmowania decyzji i postrzegania zagrożeń.

87-letni naukowiec wieszczył taki scenariusz:

Firma kierowana przez SI zdobędzie przewagę na rynku, a tym samym inne będą musiały zrobić dokładnie to samo, aby utrzymać konkurencyjność. Chwilę później okaże się, że ludzie pracują dla SI i wykonują jej polecenia. Człowiek i jego maszyna zamienią się miejscami. Do tak szybkich zmian człowiek nie jest przyzwyczajony i nie jest w stanie się do nich wystarczająco szybko przystosowywać.

Zawsze w tych fatalistycznych opisach zastanawia mnie, dlaczego zapomina się o roli człowieka. Rzecz jasna za sprawą uczenia maszynowego algorytmy są w stanie rozwijać się same, ale na początek ktoś musi je zaprogramować.

Symbolicznie sztuczna inteligencja wraca do początków, czyli testu Turinga i zwykłej ludzkiej skłonności od dyskryminacji. Już mamy dowody na to, że algorytmy są zdolne do działań dyskryminacyjnych. Policyjny system rozpoznawania twarzy w Londynie myli się w 86 proc., system Amazona pomagający w rekrutacji – z którego ostatecznie zrezygnowano – regularnie dyskryminował kobiety, a program wykorzystywany przez amerykański sąd dawał większe szanse na to, że czarnoskórzy obywatele wrócą do kryminalnej aktywności.

Do tych ciekawych wniosków dochodziły algorytmicznie produkowane tezy, że tereny zamieszkane przez czarnoskórych są bardziej narażone na zachowania kryminogenne, w porównaniu do dzielnic kojarzonych z białymi mieszkańcami. Prawdy serwowane przez software zostały zakwestionowane, a algorytmy zakończyły swoją analityczną karierę. Wszystko przez oparcie wnioskowania tylko o dane historyczne i brak świadomości lub raczej zaprojektowania algorytmów w taki sposób, żeby uwzględniały ostatnie zmiany demograficzne – pisał na łamach Spider’s Web Norbert Biedrzycki.

Alan Turing będzie twarzą 50-funtowego banknotu w Wielkiej Brytanii, co jest kolejnym drobnym gestem wyrażającym „przepraszam”. Takie symboliczne ruchy też mają znaczenie, ale w dniu śmierci naukowca może warto zastanowić się, czy uprzedzenia dalej nie wpływają na świat technologii. Kiedyś doprowadziły do powstania testu Turinga. Dziś to nie my oceniamy maszynę, ale algorytmy oceniają nas. Problem w tym, że często nie zdajemy sobie z tego nawet sprawy.